Wataha psów w Izmirze i apartament małżeński

Z Izmiru ruszyliśmy w niedzielę rano, oczywiście wszyscy nam mówili, że prognozy pogody zapowiadają w najbliższych dniach opady deszczu, ale jakoś do tej pory mieliśmy szczęście i pogoda była po naszej stronie. Teraz jednak wszystko się zmieniło, wstaliśmy jak zawsze gdy mamy ruszyć w drogę o 6, a za oknem ściana deszczu.

Po drodze z Izmiru były takie widoki

Po drodze z Izmiru były takie widoki

Trochę się podłamaliśmy, ale po dwóch godzinach zaczęło się delikatnie przejaśniać. O 9 w końcu wyjrzało słońce i mogliśmy ruszyć w drogę. Pogoda jednak nie był po naszej stronie. Godzina jazdy i dwie godziny przeczekiwania pod jakimś daszkiem. Na szczęście za każdym razem gdy na horyzoncie pokazywały się ciemne chmury mieliśmy jakieś schronienie. Wyjazd w Izmiru był dla Agi prawdziwą traumą, na obrzeżach miasta dopadła nas wataha bezpańskich psów. Agresorów było około 15-20 i przez moment sytuacja była naprawdę nieciekawa. Użyłem gazu na psie, który był najbardziej agresywny, ale trafiłem. Na szczęście samiec alpha odpuścił po przebiegnięciu kilkuset metrów za nami, a za jego przykładem poszły pozostałe psy. Na jednym z wymuszonych przystanków zatrzymaliśmy się w namiocie w którym podawano pyszną rybę w bułce z pomidorami. Naprawdę pyszna i kosztowała tylko 5 lir. Objazdowy bufet był prowadzony przez całą turecką rodzinę i oczywiście od razu synowie właścicielki wzięli nas w krzyżowy ogień pytań. Rozmowa toczyła się za pośrednictwem google translatora. Chłopcy nie mogli zrozumieć po co jedziemy taki kawał drogi. Co chwilę w okienku telefonu i programu do tłumaczenia pojawiało się pytanie „WHY?” No cóż, czasem niektóre rzeczy jest wytłumaczyć. W okolicach 16 po raz kolejny utknęliśmy w jakimś miejscu chowając się przed deszczem. Tym razem była to restauracja specjalizująca się przyjęciach weselnych. Na miejscu oprócz obsługi zastaliśmy też córkę właściciela przybytku, która studiowała we Włoszech i władała całkiem nieźle angielskim. Ona też nie mogła uwierzyć w naszą podróż i gdyby przed restauracją nie stały nasze rowery objuczone sakwami to chyba uznałaby nas za niegroźnych wariatów. Trochę wykorzystaliśmy sytuację, że możemy się porozumieć w języku dla nas dostępnym i zapytaliśmy o możliwość rozbicia namiotu pod zadaszonym tarasem na zewnątrz knajpy. Jak to bywało już wcześniej w Turcji od namiotu właściciele szybko przeszli do pokoju dla pary nowożeńców, który był na zapleczu. Ha! W końcu jesteśmy w naszej dwuletniej podróży poślubnej, więc pokój jak najbardziej dla nas odpowiedni. Był tylko jeden problem. Apartament był od kilku lat nieużywany i w ostatnim czasie zamienił się w składzik na narzędzie. My nie wybrzydzamy, ważne, że na głowę nie pada ;-) Rano o 6 okazało się, że znowu pada deszcz…ale o tym już jutro.

Czekanie na koniec deszczu w namiocie serwującym bułkę z rybą

Czekanie na koniec deszczu w namiocie serwującym bułkę z rybą

Nasz apartament małżeński, który był składzikiem.

Nasz apartament małżeński, który był składzikiem.

Najbardziej wartościowe rzeczy czyli rowery muszą być w sejfie ;-)

Najbardziej wartościowe rzeczy czyli rowery muszą być w sejfie ;-)

Aga na takich podjazdach używa takich przekleństw, których nawet ja nie znam

Aga na takich podjazdach używa takich przekleństw, których nawet ja nie znam

 

 

 

6 myśli nt. „Wataha psów w Izmirze i apartament małżeński

  1. Zyla

    Jeszcze chwila i bedziecie musieli wymieniać część garderoby, jak Wam nogi zaczną „puchnąć” od permanentnego pedałowania;) Zwłaszcza pod takie górki. Pozdrawiamy

    Odpowiedz
    1. zawsze pod wiatr Autor wpisu

      Aga juz mocno marudzi, ale trzymamy się dzielnie. Żeby tylko pogoda sie poprawila…

      Odpowiedz
  2. senka

    Moge miec mala sugestje dla Was? Nie kierujcie sie ustalonym rozkladem! Bo juz kilka razy zauwazylam „w tym dniu mamy byc w tym miejscu, o tej porze…za 2 dni planujemy byc tamgdzies”. Pie*dolic to! Bedzie Wam sie przyjemniej jechalo jak bedziecie na luzie, bez presji czasu nad glowa i bez terminow! Ja sie nawet stresuje czytajac o tym! :p Jesli pada deszcz, nic na sile.
    Pozdrawiam i podziwiam! Senka:)

    Odpowiedz
    1. zawsze pod wiatr Autor wpisu

      Staramy sie tak robic, dlatego czasem wychodzi po 30-40 km dziennie. Nam sie nie spieszy, ale naszej wizie do Iranu juz tak ;-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>