W drodze do Izmiru

Z bólem serca pożegnaliśmy się z naszymi nowymi przyjaciółmi, którzy gościli nas w Bergamie. Ismael i Gulsen mogliby być wzorem dla wszystkich gospodarzy przyjmujących rowerowych turystów. Uprani, nakarmieni i wypoczęci ruszyliśmy w drogę do Izmiru. Ismael jeszcze odprowadził nas swoim rowerem do granic miasta, na pożegnanie zostaliśmy zaopatrzeni w zapas suszonych fig i orzechów włoskich, tak na wypadek, żeby nam sił po drodze nie zabrakło.

Z naszymi gspodarzami - Ismael i Gulsen

Z naszymi gospodarzami – Ismael i Gulsen

Pogoda dopisywała, więc kilometry szybko mijały pod kołami naszych rowerów. Po jakimś czasie po naszej prawej stronie ukazało się po raz pierwszy Morze Egejskie i niebawem wjechaliśmy do Aliaga, krótki postój na obiad i już mknęliśmy dalej.

Taka ciekawostka odnośnie stołowania się w knajpkach serwujących miejscową pizzę – pidę. Zauważyliśmy, że najtaniej wychodzi w barach, które nie mają menu. Asortyment jest zawsze taki sam, pide z mięsem lub serem. Jeżeli w barze jest dostępne menu, to jest ono zazwyczaj zrobione po to, żeby zdzierać z turystów pieniądze. Każdy miejscowy dokładnie wie ile kosztuje pide i ile należy zapłacić za jedzenie, natomiast turysta zawsze chce menu, a w nim ceny są wpisane właśnie dla turystów, czyli wyższe od normalnych. Zorientowaliśmy się dopiero za którymś razem, gdy kolejny raz właściciel knajpki spisywał ceny naszego posiłku z menu, a miejscowi płacili przy stoliku za to samo jedzenie co my, bez zaglądania w kartę. Czyżby nie znał ich na pamięć? Normalna cena za dwie pidy z sałatkami i czajem to 12-15 lir, dla turystów 20-25 ;-).

Kilkanaście kilometrów za Aliaga zaczęliśmy się rozglądać za miejscem na namiot, do zmroku mieliśmy jeszcze około godziny, a przed nami rozciągał się przemysłowy region z fabrykami. Zjechaliśmy na stację benzynową, gdzie od pracownika dowiedzieliśmy się, że zaraz za stacją benzynową, jest przystanek kolejki podmiejskiej do Izmiru. Szybki telefon do naszego człowieka w Izmirze i już wiedzieliśmy, że mamy zapewniony nocleg w Izmirze już dzisiaj. Na stacji kolejki Izban czekała na nas jednak mała niespodzianka. W Izmirze rowery do metra i kolejki można wprowadzać dopiero po godzinie 20… Cztery godziny oczekiwania na otwarcie bramek dla rowerów upłynęło nam na popijaniu czaju, a Adze na rysowaniu zaległych komiksów. W ten właśnie sposób wylądowaliśmy w Izmirze jeden dzień wcześniej niż planowaliśmy. Oczywiście w mieście trochę pobłądziliśmy i do naszego gospodarza Olcay’a dotarliśmy dopiero o 23. Dostaliśmy klucze do małego mieszkanka w dzielnicy Konak, które mamy przez kilka dni tylko dla siebie. Aha, jeżeli ktoś myśli, że w Izmirze łatwo jest znaleźć jakiś adres, to niech spojrzy na zbliżenie centrum Izmiru na mapie. Wszystkie ulice, oprócz tych głównych nie mają swoich nazw, a numery. My aktualnie mieszkamy na ulicy 198 ;-) Nie ma jej na telefonowej mapie Agi, zresztą jak wielu innych.

Na dworcu w Izbanu w drodze do Centrum Izmiru

Na dworcu w Izbanu w drodze do Centrum Izmiru

Ograniczenia dla rowerów w izmirskim metrze

Ograniczenia dla rowerów w izmirskim metrze

Z tego co udało nam się dowiedzieć od naszego gospodarza Olcay’a, organizacje rowerowe w Izmirze stoczyły małą wojnę, o to, żeby rowery mogły być w ogóle przewożone w izmirskim metrze. Poniekąd więc, wejście do metra z rowerami zawdzięczamy naszym gospodarzom ;-)

Nasze rowery w Izmirze mają osobny pokój

Nasze rowery w Izmirze mają osobny pokój

Widok z okna naszego apartamentu w Izmirze

Widok z okna naszego apartamentu w Izmirze

Fantazja tureckiego elektryka

Fantazja tureckiego elektryka

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>