U Adnana w Tarsus

Posted on Posted in Turcja

Po cudownej nocy na trawniku przy morzu czas na kolejny dzień z rowerowym autostopem. Nastawieni pozytywnie do rowerostopu po wczorajszym dniu ochoczo wyciągamy kciuki na wylotówce z miasteczka Bozyazi. Kolejne ciężarówki nas mijają, ale są załadowane po sam dach. Pierwsze auto, które się zatrzymuje nie ma miejsca na pace, żeby zabrać nasze rowery. To miło, że kierowca przynajmniej chce spróbować. Druga ciężarówka też nie mieści naszych rowerów. Trzecie auto to dostawczy Fiat, ale mimo usilnych prób jedno koło wciąż wystaje z auta. Kolejne auta też próbują nam pomóc, ciągle to samo.

Takie rzeczy są możliwe tylko w Turcji
Takie rzeczy są możliwe tylko w Turcji

[wp_ad_camp_1]

W międzyczasie pojawiają się miejscowi na skuterku i pytają czy wszystko w porządku i czy mogą jakoś pomóc. Łapanie autostopa, gdy kierowcy się zatrzymują i przynajmniej próbują nas zabrać jest całkiem miłe. Przynajmniej coś się dzieje, nie ma tego zrezygnowania, które pojawia się po kilku godzinach bez zatrzymanego samochodu. Po 4 godzinie zaczynamy się wahać czy na pewno dobrze robimy, może lepiej pojechać dziś rowerami chociaż 30 kilometrów. Zatrzymujemy kolejną ciężarówkę, tym razem wypełnioną po sam dach butlami z gazem. Jakby nie patrzeć – nie ma szans za zapakowanie rowerów. Kierowca jednak jest innego zdania, wyskakuje energicznie z szoferki i każe rozsiodłać rowery z sakw. Nasze bagaże lądują na butlach w klatce zabezpieczającej ładunek. Ok, sakwy się zmieściły, a co z rowerami? Nawet nie zdążyliśmy się zorientować jak Adnan stoi już na dachu klatki i macha do mnie, żebym mu podawał rowery. Nawet nie przypuszczaliśmy, że tak można przewozić towar, ale w Turcji wszystko jest możliwe. Nasze rowery zostały przywiązane pasami zaciskowymi i już mogliśmy podziwiać kolejne serpentyny z kabiny szoferki. Adnan – energiczny czterdziestolatek co chwilę nas zagadywał i zasypywał pytaniami. Znowu w ruch poszły nasze ręce, szkicownik Agi i słownik. Mniej więcej w połowie drogi Adnan oznajmił nam, że dzisiaj zabiera nas do siebie do domu, żebyśmy mogli poznać jego żonę i dzieci. Już po zmroku docieramy do Tarsus, miasta w połowie drogi między Adaną, a Mersin. Na progu domu Adnana czekały już dzieci, które rzucają mu się na szyję. Rowery lądują w garażu, a my próbujemy rozmawiać po angielsku z dziećmi, które ze szkoły znają podstawy tego języka i tłumaczą swoim rodzicom odpowiedzi na pytania. Tyle radości z naszej wizty jeszcze chyba nigdzie nie widzieliśmy. Dzieci są podekscytowane nami, obcokrajowcami. Sesja zdjęciowa nie ma końca, schodzą się sąsiedzi i przyjaciele rodziny, żeby zobaczyć kosmitów z Polski co na rowerach jadą przez Turcję. Wieczorem żona Adnana przygotowuje pyszną turecką kolację. Jeżeli dobrze zrozumieliśmy, to zupa jest jakimś weselnym szlagierem w Turcji. Malutkie uszka z baraniną w środku w zupie o smaku przypominającej pomidorową zmieszaną ze strogonowem. Pycha. Do tego pikle przyrządzone przez panią domu i słodki arbuz w syropie. Cały posiłek jest spożywany na niskim stoliku przy którym siedzi się na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. Po kolacji wyciągamy nasze mapy i opowiadamy gdzie byliśmy i co widzieliśmy w Turcji oraz dokąd zmierzamy. Niesamowity wieczór pełen rodzinnego ciepła. Specjalnie dla nas zarządzono małą reorganizację miejsc noclegowych w domu i na noc pościelono nam mięciutkie łóżka w salonie. Kolejny raz doświadczamy tureckiej gościnności.

[wp_ad_camp_1]

Rano śniadanie, znowu na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. Adnan oczywiście musi się upewnić, że znajdziemy drogę i nie zabłądzimy w jego mieście i odprowadza nas samochodem z całą rodziną na wylotówkę w stronę Adany. Dzisiejszy plan to dojechanie do Antakyi do naszego znajomego – Łukasza, który koordynuje pomoc cywilną Polskiej Akcji Humanitarnej w Syrii. Czy nam się udało dojechać w jeden dzień i kolejnym dniu rowerostopu następnym razem.

Rodzina w komplecie przy kolacji
Rodzina w komplecie przy kolacji
Najmłodszy chłopiec to prawdziwa przylepa i oczko w głowie Adnana
Najmłodszy chłopiec to prawdziwa przylepa i oczko w głowie Adnana
A na głowie przysiadła papuga...
A na głowie przysiadła papuga…
Adnan to porządny gość
Adnan to porządny gość

 

 

 

5 thoughts on “U Adnana w Tarsus

  1. Na bieżąco śledzimy Wasze poczynania, kibicujemy i pozdrawiamy.
    Tureckich przygód prawie koniec, którędy dalej planujecie jechać?

    1. Mammuty sprawują się bardzo dobrze, jesteśmy bardzo zadowoleni z wyboru. Dalej Irak (już jesteśmy w Zakho), Iran – Teheran i Bandar Abbas, ZEA i Dubaj, Oman – Muskat i samolot do Indii. Niestety o tej porze roku innej drogi nie ma. Pakistan odpada, a droga przez byłe Republiki Radzieckie dopiero otwarta od maja…

  2. Wspaniale opowiesci az sie lezka w oku kreci.Spotykacie wspanialych ludzi ktorzy nie odmowia Wam,kiedy jestescie w potrzebie.

  3. Niesamowitych ludzi spotykacie na swojej drodze, aż żal i wstyd że Polacy tacy nie są, nawet dla swoich rodaków. Oby dalej Wam tak sprzyjało. Pozdrowienia

    1. O przepraszam, nie wszyscy są tacy i czas to zmienić – czy komuś wpadło do głowy przygarnąć turystę z plecakiem ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *