Szukam żony

Posted on Posted in Indie

Podczas przerw w pedałowaniu organizujemy sobie zdrowe lenistwo. Ostatnia pauza odbyła się w weekend i prawie poczuliśmy się, jak w domu, gdy zorganizowaliśmy sobie śniadanie do łóżka z poranną prasą. Szczególnie ten ostatni punkt był interesujący, a konkretnie dział matrymonialny indyjskiego Timesa. Pozornie wesoła rubryka zainspirowała nas do napisania dość poważnego wpisu o niesprawiedliwości kastowej, z której wynika ubóstwo.

ślub w katolickim kościele w Bombaju
ślub w katolickim kościele w Bombaju

Już w starożytnych świętych księgach hinduizmu podzielono społeczeństwo na cztery warny, hierarchicznie zaczynając od najwyższej – braminów, a kończąc najniższą, czyli ludzi usługujących. Dzisiaj główne podziały tworzą kasty. Przynależność do danej kasty ma ogromny wpływ na poziom życia. Urodzeni w biednych, nie liczących się nawet lokalnie, rodzinach, mają szansę zdobyć wykształcenie dzięki stypendiom rządowym, ale nigdy nie zmienią swego statusu. Nie łatwo polepszyć postrzeganie rodziny przez społeczeństwo, jeśli ta stoi stosunkowo nisko. Wżenianie się w „lepsze” kasty lub subkasty również nie gwarantuje odwrócenia społecznej stygmatyzacji. Historia XX wieku pokazała, że system drabiny społecznej tkwi tak mocno w głowach Hindusów, że trudno poprawić los najbiedniejszych, nawet za pomocą ustaw rządowych. Gdy Indie osiągnęły niepodległość w 1947 roku, ustanowiono zniesienie systemu kastowego. W praktyce jednak nie wcielono tego w życie. Trudno zresztą wymagać od stojących wyżej w „hierarchii”, żeby zrzekli się wszystkich rodzinnych przywilejów, do których są przyzwyczajeni od wielu lat.

Z nierównością społeczną, zresztą potępianą przez pierwotne założenia religii hinduistycznej, walczyli między innymi Mahatma Gandhi i Bhimaro Ambedkar w I połowie XX wieku. Gandhi domagał się zniesienia kast, ale warn już nie, drugi polityk, pochodzący z najniższej kasty społecznej, tzw. dalitów, czyli „nietykalnych”, w ogóle sprzeciwiał się podziałom społecznym, ubiegając się o poprawę warunków życia najbardziej pokrzywdzonych. Dalici zajmują się „nieczystymi” zawodami związanymi ze zwłokami lub odpadami. „Nietykalnych” nie kremuje się po śmierci, a w małych miejscowościach uważa się nawet, że ich dotyk lub cień może skazić. W większych miastach „nietykalni” korzystają z pomocy rządowej, natomiast z pozostałymi nie liczy się w ogóle.

Podglądając Hindusów w życiu codziennym, zauważyliśmy, że główny trzon populacji stanowi rodzina. Zakłada się ją oczywiście w tej samej grupie społecznej. Połączenie wyższej z niższą uznaje się za duży mezalians. Nawet w dziale matrymonialnym w prasie poszukiwanie „miłości życia” odbywa się w obrębie kast, profesji, religii i języka. Podczas gdy religia może się jeszcze obronić, tak pozostałe ściśle związane są z pochodzeniem. Nawet jeśli ktoś zdobędzie „lepsze”, w mniemaniu Hindusów, wykształcenie, to brzmienie nazwiska w większości przypadków ma główny wpływ na znalezienie „lepszych” stanowisk pracy, a co za tym idzie, dobrej pozycji ekonomicznej, prestiżu, czy chociażby zwykłego szacunku.

Przykład państwa młodych poznanych sobie na łamach Timesa
Przykład państwa młodych poznanych sobie na łamach Timesa
Ogłoszenia matrymonialne według kast
Ogłoszenia matrymonialne według kast
Ogłoszenia w rubryce religii
Ogłoszenia matrymonialne w rubryce zawodu. Wiele z ogłoszeń zawiera wzmiankę o pochodzeniu z „szanowanej” rodziny
podz
Podział według religii oraz przynależności społecznej

Większość Hindusów posługuje się hindi, inne dialekty, czy chociażby język angielski należą do mniejszości. Angielskim (choć może lepiej nazywać go „hinglish” – angielski z charakterystycznym hinduskim akcentem) porozumiewają się ludzie z wyższych kast. Mimo że większość Hindusów nie rozumie nic w tym języku, w telewizji i prasie na każdym kroku eksponuje się, jak nie całe zdania, to pojedyncze angielskie słówka. Brzmi to tak, jakby hindi nie posiadał własnych odpowiedników danych słów (na przykład: „szczerze mówiąc”, „właściwie”, „dziękuję”, „nie ma za co”, itd.). W miastach powszechnie używa się cyfr po angielsku. Pewien Hindus, którego poznaliśmy w Pendżabie, przyznał się, że pewnego razu jego córka, słysząc brzmienie cyfr w hindi, zapytała, co to oznacza. Wytłumaczył jej już po angielsku. W Bombaju szybko przyzwyczailiśmy się do grup Hindusów rozmawiających między sobą w „hindish”, choć wyglądało to dość dziwnie. Ten sam Pendżabczyk uśmiechnął się tylko, gdy usłyszał nasze pytanie o przyczynę takiej zażyłości z tym językiem w obliczu wolności od kolonializmu. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi, ale dumna mina Hindusa mówiła sama za siebie. Czasem mamy wrażenie, że niektórzy ludzie, pochodzący z silniejszych kast żałują decyzji polityków z I połowy XX wieku i dalej chcieliby być częścią Wielkiej Brytanii.

To jest pierwszy kraj, w który nie musieliśmy zapamiętywać słów „dziękuję”, dzień dobry”, czy „przepraszam” w rodzimym języku. Przekaz mediów jest jednoznaczny – używanie języka angielskiego jest po prostu prestiżem. Może liczenie po angielsku, nawet wśród niższych kast, jest jakąś formą podwyższenia statusu?

One thought on “Szukam żony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *