Szok, czyli witamy w Australii

Posted on Posted in Australia

Sponsorem dzisiejszego wpisu są nasi rodzice, nie było tygodnia żebyśmy nie słyszeli od nich pytania: „Kiedy będzie następny wpis?” No to startujemy, tylko od czego zacząć po miesiącu ciszy? Zacznijmy od początku. Dojrzewaliśmy do decyzji o szybkim skoku do Australii przez całą naszą wędrówkę z plecakami przez Himalaje. Kraina kangurów była trochę nie po drodze, ale najciekawsze jest to, że podróż do Australii, jakbyśmy nie liczyli, zawsze wychodziła taniej niż przedostanie się do Chin, a do nich chcieliśmy polecieć najbardziej. Bilety upolował dla nas Leszek, nasze osobiste wsparcie w Polsce i prywatnie brat. Cena w jedną stronę od osoby 350$ oraz darmowa wiza dla Polaków to i tak mało w porównaniu do tego, co musielibyśmy wydać decydując się na skok do Chin. Nepal jest taką ślepą uliczką dla wszystkich podróżujących z plecakiem, a w szczególności dla cyklistów. Spójrzcie na mapę, na wschód Birma, wjazd tylko ze specjalnym pozwoleniem, bardzo kosztownym i z dużym ryzykiem niepowodzenia, na północ Tybet – wjazd możliwy tylko z „wycieczką z Orbisu”, koszty liczone grubo powyżej 1000$ od osoby. Na południe Indie, z których przyjechaliśmy… Mogliśmy tylko zdecydować się na lot samolotem.

Australia

Po powrocie z trekingu do Katmandu zabraliśmy się za organizację naszego wylotu. Wizy do Australii są najmniejszym problemem, dostaliśmy je w 24 godziny, wszystko załatwia się tutaj:

http://www.immi.gov.au/Services/Pages/evisitor-online-applications.aspx

Założenie konta na stronie urzędu imigracyjnego i wypełnienie wniosku o wizę turystyczną zajmuje maksymalnie 10 minut. W życiu nie widzieliśmy łatwiejszego formularza wizowego, a wypełniając go miałem wrażenie, że założenie adresu na gmailu trwa dłużej i wymaga podania większej ilości danych.

Po kilku dniach poszukiwań w końcu udało nam się znaleźć sklep rowerowy, który zaproponował nam… odkupienie używanych kartonów po rowerach. Z braku opcji B musieliśmy się zgodzić, ale oczywiście musieliśmy zbić cenę, tak dla zasady. Kolejne dni mijały nam na zakupach i ostatnich przygotowaniach, przecież przemieszczaliśmy się z najbiedniejszego kraju Azji do jednego z najbogatszych na świecie. Nowy kask dla Agi, trochę części, ciuchy, serwis maszynki benzynowej i kosmetyki. Zwykły szampon do włosów to w Nepalu 2 złote, ten sam w Australii kosztuje 10 dolarów…

Nadszedł w końcu długo wyczekiwany dzień wylotu, rowery spakowane, sakwy upchane w kartonach z rowerami, a większość sprzętu i ciuchów w plecakach, które kupiliśmy na treking. Wszystko załadowane na dachu taksówki, a my w środku razem z Olką, która postanowiła nam pomachać białą chusteczką na pożegnanie. Na lotnisku zamieszanie, nasze kartony nie zmieściły się w drzwiach wejściowych terminalu, zablokowaliśmy na chwilę cały ruch, a w tym bałaganie Olka wślizgnęła się do strefy dostępnej tylko dla odlatujących. Byłoby zupełnie swojsko, gdyby strażnik powiedział jej, że najbliższy taras dla odprowadzających jest czynny w Pokharze;-) Na odprawie pierwsze zaskoczenie – w kartonach z rowerami mamy nadbagaż… i to duży. Ku uciesze widowni prujemy kartony i przepakowujemy tak, aby w nich i plecakach było po 20 kg na sztukę. Udało się, ale namiot i maty muszą polecieć do Australii w paczce. Na szczęście mamy Olkę, która uratowała nas przed płaceniem 30$ za każdy kilogram powyżej limitu. Nie ma to jak azjatyckie tanie linie, w pobieraniu opłat za wszystko są lepsi od Ryanaira.

Podróż bez zbędnych sensacji z małą przerwą na obiad w Kuala Lumpur mija na rozmyślaniu o nowym kraju i o tym, czy nie będziemy mieć problemów na odprawie. Internet aż huczy od opowieści na temat przesłuchań urzędników imigracyjnych przy wjeździe do Australii. W Perth lądujemy o 5 rano i przez bramki kontrolne przechodzimy jak burza mijając Australijczyków z deskami surferowymi. Strażnicy przez moment zastanawiali się, czy nie trzeba zdezynfekować opon w naszych rowerach, ale ostatecznie miła urzędniczka po fachowych oględzinach kół odstępuje od tej czynności. Witajcie w Australii!

Świt już w Australii i nasz tabor
Świt już w Australii i nasz tabor

Dziwna sprawa z tym, na co człowiek zwraca uwagę po 6 miesiącach spędzonych w Azji. Od samego wyjścia z samolotu mamy głowy jak na sprężynach. Toalety w terminalu czyste, ba – nawet pachnące, a w każdej kabinie papier toaletowy! Przez głowę przebiega szybka myśl, żeby skubnąć choć trochę na później, ale po chwili dociera do mnie, ze przecież to Australia, papier można kupić w każdym sklepie (później dowiedziałem się, że Aga jednak to zrobiła:-). Pierwsza wypłata w bankomacie, dolary jakieś takie nie pogniecione i plastikowe, czy aby na pewno prawdziwe? Moje wątpliwości szybko rozwiewa pani w kiosku, kasując za butelkę wody mineralnej 7 $… O matko, przecież to jest prawie nasz dzienny budżet z Azji! Uprzedzano nas, że tu jest drogo, ale za zwykłą wodę tyle pieniędzy, to czysty rozbój, mogliby ją chociaż podać na złotej tacy, ale nie, nawet reklamówki nie podarowano w tej cenie… Wyjeżdżamy wózkiem z kartonami, spakowani niczym Cyganie na wozie drabiniastym z taboru, na przejściu dla pieszych zatrzymują się samochody, żeby ustąpić nam pierwszeństwa, stoimy jak wryci. Zatrzymał się i nie trąbi? Coś jest nie tak, dopiero po dłuższej chwili ruszamy przyglądając się uważnie kierowcy, czy na pewno nas widzi i czy nie ruszy w ostatniej chwili. Ciężko uciekać, gdy jest się zaprzężonym do wozu drabiniastego.

W przy lotniskowym ogródku, będącym jednocześnie palarnią, zaczynamy składać rowery. A gdy tylko ustawiamy na boku pozbawione zawartości kartony, nadjeżdża miły pan z obsługi, żeby zapytać, czy może już je zabrać do śmieci. Pakuje je na wózek i odjeżdża życząc miłego dnia, nawet nie próbując wyciągnąć od nas napiwku za swoją usługę, to chyba sen.

Sklecanie wszystkiego od nowa
Sklecanie wszystkiego od nowa

O 9 rano ruszamy w miasto z GPSem na kierownicy i wydrukiem wskazówek dojazdu do Kasi i Fergola, rodziny naszej znajomej, polsko-irlandzkej pary mieszkającej z dziećmi w Perth od kilku lat. Do przejechania mamy zaledwie 25 km, ale co chwila zatrzymujemy się popatrzeć na rzeczy, które rok wcześniej nie zrobiłyby na nas wrażenia. Zwykły uliczny kosz na śmieci komentujemy przez 20 minut jazdy, działające i przestrzegane przez kierowców światła uliczne są dla nas zjawiskiem rangi lądowania kosmitów, a ścieżka rowerowa z równym asfaltem wprawia nas w prawdziwą euforię. Droga częściowo wiedzie przez park wzdłuż rzeki, co 500 metrów zatrzymujemy się żeby posiedzieć na ławce i napatrzeć się na ludzi i ruch uliczny. Dawno nie widzieliśmy takiego porządku i harmonii. Rowerzyści do nas machają i pozdrawiają, każdy napotkany człowiek uśmiecha się i z automatu pyta jak się mamy.

Rzeka w Perth
Rzeka w Perth
A wzdłuż rzeki ścieżka rowerowa
A wzdłuż rzeki ścieżka rowerowa

Do domu Kasi docieramy popołudniu, zgodnie z instrukcją wkradamy się wejściem od „zakrystii” i momentalnie zasypiamy wtopieni w fotele ogrodowe na werandzie. Domownicy wrócą dopiero popołudniu. Wystarczy tych atrakcji jak na 24 godziny. Ze snu budzi nas Kasia. Opowiadamy na wyścigi o naszej podróży, co chwilę wchodząc sobie w zdanie z Agą. Kasia i Fergol kilka lat temu ruszyli w świat z plecakami, aby osiąść na stałe w Perth. Dostajemy od naszych gospodarzy własny pokój z pachnącą pościelą i prywatną łazienką. Jesteśmy wniebowzięci, a o to, kto pierwszy skorzysta z łazienki, musimy stoczyć prawdziwą bitwę. Jak dobrze wrócić do cywilizacji…

Zmieniamy całkowicie scenerię. Górskie krajobrazy i parne dżungle zamieniamy na oceny i pustynie
Zmieniamy całkowicie scenerię. Górskie krajobrazy i parne dżungle zamieniamy na oceny i pustynie

5 thoughts on “Szok, czyli witamy w Australii

  1. Witam, mam pyt, jakiś czas temu wydaje mi się, że 2013 uzupełniłam wniosek eVisitor (651) i musiałam zapłacić za wizę ok.150zł? czy teraz coś się zmieniło, czy może źle coś wypełniłam, ale na pewno za nią płaciłam? jest teraz bezpłatna? pozdr, dzięki za odp 😉

    1. Wiza Visitors 651 jest za darmo, nic nie wiem o tym, zeby była płatna w 2013 roku. Moze robiłaś wizę z pomocą jakiejś agencji?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *