Side

Wyjazd z Antalyi zajął nam kilka godzin. Żeby wydostać się z miasta w miejsce, które nadawałoby się na łapanie stopa musieliśmy pokonać rowerami prawie 50 kilometrów oddalonych od centrum miasta. Gdy miejsce było już odpowiednie do zatrzymywania samochodów, zajechaliśmy jeszcze na stację benzynową na herbatę. Oczywiście jak zawsze byliśmy w centrum zainteresowania obsługi stacji i samych kierowców. Jeden z kierowców ciężarówki dosiadł się do nas i toczyliśmy codzienną rozmowę po turecku na migi opowiadając skąd się tu wzięliśmy. Po jakimś czasie wyciągnęliśmy w końcu od kierowcy, że swoją ciężarówką rozwozi napoje po okolicy, właśnie zakończył pracę i że wraca ze swoim pomocnikiem do Manavgat.

Side

Side

 

Kierowcy nawet nie trzeba było namawiać na zabranie nas ze sobą, sam powrzucał nasze rowery na pakę, a my zapakowaliśmy się do szoferki, dzieląc miejsce razem z pomocnikiem naszego kierowcy. Do Manavgat było tylko 30 kilometrów, ale nawet taki dystans na koniec dnia był dla nas dobry. Chyba zrobiliśmy dobre wrażenie na naszym kierowcy, bo już po chwili dostaliśmy zaproszenie do jego domu w SIde na nocleg. Umówiliśmy się, że wysiądziemy po drodze na skrzyżowaniu do Side i dojedziemy tam rowerami, a nasz kierowca pojedzie odstawić wóz do Manavgat i wieczorem spotkamy się gdzieś na terenie antycznego miasta w Side. Aga była bardzo szczęśliwa bo niespodziewanie będzie mogła zobaczyć  ruiny zabytkowego miasta. Do SIde dojechaliśmy już po 16, czyli w momencie w którym zamykano właśnie bramki do rzymskiego teatru, a ostatnie autokary z niemieckimi turystami właśnie odjeżdżały. Żeby wykorzystać ostatnie chwile dnia, Aga z aparatem poszła zwiedzać, przypadkiem zaprowadzona przez miejscowego do starożytnego miasta bocznym wejściem, a ja zostałem pilnować rowerów i przy okazji poszukać alternatywnego miejsca na rozbicie namiotu gdyby się okazało, że nasz kierowca zmieni zdanie i nie pojawi się o 19. Antyczne ruiny naprawdę zrobiły na mnie wrażenie, może dlatego, że je widziałem jadąc drogą rowerem. W przeciwieństwie do Efezu, starożytne budowle są na wyciągnięcie ręki, pod łukiem jednej z budowli przejeżdżają samochody , a pod niezwykłymi fontannami stoją taksówki. Spacerując wzdłuż drogi stąpa się po starożytnych kamieniach będących fragmentami antycznej drogi lub muru. Aga twierdzi, że Efez jest bardziej okazały, może z powodu dobrej jego ochrony i konserwacji, ale tutaj pedałując do ruin byliśmy ich częścią, nie tylko widzami. W Efezie nie zobaczy się niczego bez kupienia biletu, no chyba że z oddali teatr na zboczu góry. W dodatku Aga mogła pochodzić po bizantyńskich i rzymskich pozostałościach bez turystycznych niemieckich „kompanów”, wszystko za sprawą zachodu słońca i późnego przyjazdu.

 W międzyczasie w jednej z kawiarni potwierdziłem informacje z naszego przewodnika, że okolica w której jesteśmy jest najdroższa na całym wybrzeżu tureckim. Czysta komercja nastawiona na turystów, nawet w sklepie sprzedawca odpowiada z automatu po niemiecku.

Po 19 z lekkim poślizgiem czasowym pojawia się nasz kierowca, żeby zabrać nas do siebie do domu. Niestety nie możemy sobie oboje przypomnieć jego imienia, może gdyby imiona były choć trochę podobne do imion łacińskich to łatwiej by nam było je zapamiętać. A nie był to Adnan, Mustafa, Yilmaz i Bulent, jakich wielu tutaj.

Po drodze robimy szybkie zakupy i już po 15 minutach nosimy nasze sakwy do apartamentu naszego gospodarza. Młody chłopak, który nas zabrał mieszka sam w mieszkaniu, które dopiero co było remontowane i jeszcze wszędzie widać nieukończone prace budowalne, a w każdym pokoju piętrzą się kartony z niepoukładanymi rzeczami. Dla nas to i tak szczyt marzeń na dzisiejszy nocleg, dostajemy swój pokój na nocleg, a na dodatek możemy wziąć gorący prysznic. Wieczór mija nam na rozmowach przeprowadzonych za pomocą słownika polsko-tureckiego i google translatora, trochę śmiesznie to wyglądało, bo zasięg internetowy kończył się w niszy okna zewnętrznego, więc nasz gospodarz siedział prawie cały wieczór na parapecie z jedną ręką wystawioną prawie na zewnątrz.

Wstajemy wcześnie rano, od razu jedziemy na śniadanie do miasta, a potem łapać stopa, żeby w końcu przyśpieszyć naszą podróż, a nasz kierowca do pracy. Swoją drogą to już kilka razy obserwowaliśmy warunki pracy w Turcji i zauważyliśmy, że jeżeli ktoś już ma pracę, to zazwyczaj pracuje od wczesnych godzinnych porannych do 20-21. Czasu na życie prywatne pozostaje naprawdę niewiele…

Teatr od drugiej strony

Teatr od drugiej strony

Fragment budowli

Fragment budowli

Plaża Kleopatry

Plaża Kleopatry

Zachowane fragmenty nisz, w których kiedyś stały rzeźby

Zachowane fragmenty nisz, w których kiedyś stały rzeźby

Z okna bizantyjskiego szpitala

Z okna bizantyjskiego szpitala

Kamienna płyta

Kamienna płyta

Na zewnątrz agory

Na zewnątrz agory

O zmroku

O zmroku

Nasz bezimienny kierowca, który przygarnął nas w Side

Nasz bezimienny kierowca, który przygarnął nas w Side

 

 

 

 

 

 

 

 

3 myśli nt. „Side

  1. Hanka

    W bizantyjskim szpitalu nie ma kolejek do specjalistów ! Serdecznie dziękuję za pocztówkę! Tyle radości – pomyślałam ,że chwilkę z Wami jadę. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    1. zawsze pod wiatr Autor wpisu

      Bardzo się cieszymy, że chociaż tyle możemy zrobić. Pozdrawiamy serdecznie z Hatay, już o świcie ruszamy do Gazientepu.

      Odpowiedz
  2. Asia i Maciek

    Sąsiedzi z Bemowa dziękują za pocztówkę! :) 3mamy za Was kciuki i czekamy niecierpliwie na każdy, kolejny wpis.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>