Sanandaj i autobusy VIP

Gdy już kupiliśmy bilety na następny dzień, mogliśmy rozejrzeć się za jakimś hotelem, przy ulewie która nie ustawała przez całą drogę z Bijar nie było mowy o spaniu w namiocie. Nasz kierowca chciał nam pomóc i zaoferował się, że zawiezie nas do najbliższego hotelu. Najbliższy hotel okazał się cztero-gwiazdkowym wypasionym molochem turystycznym, nie musieliśmy wchodzić do recepcji, żeby wiedzieć, że nas nie stać na nocleg. Jakoś udało nam się wytłumaczyć kierowcy, że to nie nasz standard, niestety nasz pomocnik nie znał miasta i nic innego nie mógł nam zaoferować. W końcu w centrum miasta opuściliśmy nasz busik i po krótkiej kłótni na temat zapłaty, która wzrosła dwukrotnie od ustalonej w Bijar, uwolniliśmy się od naszego opiekuna. W końcu znaleźliśmy jakiś po godzinie(80000 tomanów), błądząc po mieście w ulewie. Byliśmy tak przemoczeni i zmęczeni, że nawet brak internetu nam nie przeszkadza. Gorący prysznic i łóżko to jedyne o czym marzymy.

Na dworzec ruszyliśmy wcześnie, na wszelki wypadek – słowność Irańczyków kilka razy nas zawiodła. Czekaliśmy 5 godzin na autobus w głównym ocieplanym hallu. Tego dnia Sanandaj owładnął górski ziąb, więc nie wychodziliśmy z dworca do samego czasu odjazdu, zwłaszcza, że mieliśmy prawie wszystko na miejscu – internet (przez godzinę), jedzenie, no i oczywiście wszechobecne towarzystwo, tym razem w postaci wielkiej grupy żołnierzy i dzieci. Podróżni szybko się do nas przyzwyczaili, a siedząc daleko od rowerów, staliśmy się prawie niewidoczni.

Około godziny 19 nasz autobus vip przyjechał i mogliśmy ładować bagaże. Irańskie dalekobieżne autobusy są tak skonstruowane, aby pasażerowie mieli jak najwięcej wygód – szerokie siedzenia (po dwa z jednej strony szerokiego przejścia, po jednym z drugiej) z rozkładającymi się oparciami i podnoszącymi się podkolannikami. Właściwie można było sobie umościć całkiem wygodne łóżko. W nocy za oknem sypał śnieg, a my często w za ciepłym środku spaliśmy jak dzieci, czasem tylko budzeni przez kontrole wojskowe z obowiązkowym pokazywaniem paszportów albo herbatkę. Podczas podróży poznaliśmy Abdula, który następnego dnia bardzo nam pomógł w poszukiwaniu kolejnego transportu, niestety nic nie zdołał zrobić, kiedy chcieliśmy wysiąść w Shush – 100 km przed Ahvaz. Kierowcy uznali, że skoro mamy bilety do Ahvaz, a nasze bagaże były jako pierwsze ładowane do bagażnika (mimo, że otwiera się też z drugiej strony), to musimy wysiąść w Ahvaz. Nie dopytaliśmy się wcześniej czy autobus zatrzymuje się w Shush, a właśnie to Shush było główną destynacją nocnej podróży. Rankiem Abdul pomógł nam znaleźć bus, nie obyło się bez problemów, było ich jak zawsze dużo na dworcach. Z pierwszego mikrobusu, który chciał nas zabrać, po zapakowaniu rowerów do bagażnika zostaliśmy wyrzuceni gdy powiedzieliśmy kierowcy, że pieniądze damy dopiero na miejscu w Shush. Dopiero drugie podejście do innego środka transportu okazało się skuteczne, nie dość, że tańsze to jeszcze kierowca nie był tak bardzo pazerny na pieniądze jak jego porzednik.  Nasze doświadczenia z kierowcami zawsze były skomplikowane, niestety nie mamy dobrego zdania o nich. Za każdym razem cena rośnie dwa lub trzy razy więcej niż dla Irańczyków. Po odbytej podróży jeszcze każą za coś płacić. Jest to strasznie denerwujące, bo nawet jeśli ceny po podwyżce nie są jakieś drastyczne, to i tak w porównaniu z biletami Irańczyków, nasze wydają się bardzo kosztowne. Właściwie nie ufamy Irańczykom pracującym w jakichkolwiek usługach, niestety trzeba zawsze wiedzieć ile coś może kosztować. Nie zliczymy ile razy byliśmy oszukani, a właśnie to jest najbardziej bolesne.

W końcu Suza – starożytne miasto królestwa Elamu. Aga już przebiera nogami, oby nic nas nie rozczarowało…

Sanadaj i autobusy VIP (9) Sanadaj i autobusy VIP (8) Sanadaj i autobusy VIP (7) Sanadaj i autobusy VIP (6) Sanadaj i autobusy VIP (5) Sanadaj i autobusy VIP (4) Sanadaj i autobusy VIP (3) Sanadaj i autobusy VIP (2) Sanadaj i autobusy VIP

 

2 myśli nt. „Sanandaj i autobusy VIP

  1. emes

    Naciągactwo w Iranie? Tyle czasu tam spędziłem i spotkałem się z tym zjawiskiem chyba tylko w taksówkach. Chyba macie jakiegoś cholernego pecha.

    Odpowiedz
    1. zawsze pod wiatr Autor wpisu

      To nie tylko nasze odczucie. Poznani ludzie z Niemiec mieli dokladnie takie same odczucia jak my. Moze zalezy od regionu i miasta. Na Kurdystan zlego slowa nie powiemy, ale juz w czesci iranskiej to roznie bywa…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>