Ryżobranie i Hue

             Żeby coś nabazgrolić o okolicy Hue musieliśmy najpierw sięgnąć pamięcią w niedaleką przeszłość. I nic. I nie to, że było beznadziejnie, nuuudno i nijako, nie, nie. Cierpimy na jakąś rzadką chorobę niezapamiętywania wietnamskich miejsc. Musieliśmy zatem posiłkować się pomocami bardzo naukowymi w postaci jednostronicowych broszur o zabytkach i kopii przewodnika. I już trochę lepiej, i nawet coś świta pomiędzy opisami pagód i pałaców. Bo pomimo nie przykuwających zbytnio naszej uwagi zabytków tego miasta, rzeczywiście, spędziliśmy tam całkiem miło czas… w budkach z jedzeniem i książkami.

Przy pałacu Tai Hoa w cytadeli

Przy pałacu Tai Hoa w cytadeli

Chlubą Hue jest cytadela z XIX wieku ufundowana przez ówcześnie panującego przedstawiciela dynastii Nguyen. Jej wnętrze nadal zamieszkują Wietnamczycy, ale żeby wejść do części królewskiej, należy zakupić bilet. Zapewne była piękną, budzącą emocje wśród podwładnych i godną władców królewską siedzibą, ale cóż, została najpierw częściowo zniszczona przez Francuzów za, ogólnie rzecz biorąc, krótkotrwałe nieposłuszeństwo względem Francji, potem zaś boleśnie zbombardowana przez Amerykanów. Teraz głównie zwiedza się zewnętrzny, potężny mur, ściany wewnętrznych, czarne od brudu kolorowe malowidła pięknych bram oraz rekonstrukcje zabudowań świątynnych i pałacowych. Najciekawsze jednak nie zostało jeszcze wybudowane od nowa – Zakazany Fioletowy Pałac, do którego mieli wstęp tylko władca, jego kurtyzany i eunuchy, eh. I to waśnie budziło emocje. Stojąc na porośniętym trawą placu zgliszczy można tylko sobie wyobrazić to i owo.

Jedna z głównych bram do cytadeli

Jedna z głównych bram do cytadeli

Hue, Wietnam

Jedna z wielu bram

Jedna z wielu bram

Urny członków dynastii

Urny członków dynastii

Zabudowania zwiedza się zgodnie z ruchem wskazówek zegara lub odwrotnie, jak kto woli. Mimo, że wiele z „pałacowego centrum” zostało obrócone w gruz, część kompleksu zostało odbudowane dzięki żmudnej pracy archeologów, architektów i konserwatorów. Jednym z nich był przesławny w tych stronach Kazimierz Kwiatkowski, którego pracę można oglądać w kilku pomieszczeniach cytadeli. Po pieczołowitym gromadzeniu dokumentacji fotograficznej zwyczajnie odłożyliśmy aparat i przespacerowaliśmy się wzdłuż murów w poszukiwaniu kolejnych domków z oczkami wodnymi, nigdy przez nas nie odnalezionej szkoły sztuk pięknych i drzewek bonsai. Można tam odpocząć od gwaru współczesnego miasta.

Oczko przy Czytelni Króla

Oczko przy Czytelni Króla

Przy zabudowaniach żon królów

Przy zabudowaniach żon królów

Wietnam mikro drzewkami stoi

Wietnam mikro drzewkami stoi

Detal balustrady

Detal balustrady

Hue, Wietnam

Mozaika Czytelni Króla

Mozaika Czytelni Króla

W zachwaszczonych ogrodach królewskich

W zachwaszczonych ogrodach królewskich

A skoro o mieście mowa, to i w nim znaleźliśmy trochę spokoju. W dzielnicy turystów z plecakami jest wiele fajnych knajpek, w których można zaszyć się na wiele godzin. Wiele z nich oferuje książki o różnym pochodzeniu i o różnej florze bakteryjnej, możliwość zdrzemnięcia się pod wiatrakiem lub zwyczajnie dobrą aurę do pogawędek z napotkanymi ludźmi. My skorzystaliśmy ze wszystkich dobroci takich miejsc i w dniu wyjazdu poczuliśmy się nawet usatysfakcjonowani.

Na ulicy można zakupić sobie znalezione przez Wietnamczyków nieśmiertelniki żołnierzy amerykańskich i wietnamskich z czasów wojny

Na ulicy można zakupić sobie znalezione przez Wietnamczyków nieśmiertelniki żołnierzy amerykańskich i wietnamskich

Kadzidła

Kadzidła

Następnym przystankiem ma być Hoi An – miasto, o którym wszyscy (co do jednego) napotkani turyści wypowiadali się w samych superlatywach. I już wiadomo, czego możemy się spodziewać – no achy i ochy przecież. Ale zanim do ochów i achów przejdziemy, należałoby napomknąć coś nie coś o drodze do tego przesławnego miasta.

Żniw nie widzieliśmy jeszcze w Azji. Temat ręcznego sadzenia ryżu (oczywiście) przegadaliśmy nie raz, ale jeszcze nigdy nie widzieliśmy kłosów z ziarnem i procesu ich ścinania. Zbieranie plonów w dużej mierze jest zmechanizowane. Na osuszone poletka wjeżdża kombajn, który od razu robi całą robotę. Później czasami wypala się rżysko, żeby pola były gotowe na kolejne sadzenie. Ze względu na dobre warunki klimatyczne zbiera się go nawet trzykrotnie w ciągu roku. Czas żniw jest wyjątkowo nieładny – pola jakieś takie suche, czarne nawet. Ale czasem między nimi nawadnia się już kolejne pola i można obfotografować kolejny już raz zieleń młodej rośliny.

Żniwa

Żniwa

Ręczne gromadzenie ściętych kłosów

Ręczne gromadzenie ściętych kłosów

Hue, Wietnam

Rżyska

Rżyska                                                                                                                                      

Uzyskane ziarno suszy się później gdzie popadnie ! Ulice, według Wietnamczyków, chyba nadają się do tego celu najlepiej. Czasem nawet nie wiemy, co się czai za zakrętem. Tutaj należałoby zaśpiewać „Coś być musi, do cholery, za zakrętem”. Niekiedy można też niechcący najechać na suszące się chilli. Zapach unoszący się nad nim jest nie do opowiedzenia… po prostu wspaniale palący (dla amatorów, czyli nas).

Suszenie ziarna

Suszenie ziarna

Hue

Hue, Wietnam

Pod uprawę ryżu lub... krewetek

Pod uprawę ryżu lub… krewetek

Nowe poletka

Nowe poletka

Hue

Hue

Hue

Hue

Chilli suszące się na słońcu

Chilli suszące się na słońcu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>