Rowerami po autostradach Maskatu

Posted on Posted in Oman

Spotkanie z konsulem absolutnie nie było nam po drodze. Gdy przeliczyliśmy koszt taksówek, jaki musieliśmy wydać na dostanie się do kilku miejsc tego dnia, szybko skierowaliśmy wzrok na nasze rowery. Do ambasady od Rachel mieliśmy do pokonania prawie 40 km, stamtąd do biura wizowego 20, z biura zaś do domu około 40. Po drodze chcieliśmy jeszcze zahaczyć o sklep rowerowy, bo stan naszych rowerów uporczywie domagał się wymiany opon i pianek na kierownicę Agi. Czy możliwe jest zrobienie jednego dnia tyle kilometrów w bardzo ruchliwym mieście w 40-stopniowym upale? Zobaczymy…

Panorama Maskatu
Panorama Maskatu

Wstaliśmy po 4, jak zawsze, gdy czeka nas pedałowanie w ukropie. Niestety ruch był wzmożony już około 6. Aby jak najszybciej przedostać się do ambasady, jechaliśmy autostradami przecinającymi Muskat. To było wyzwanie! Raz nawet zrobiło się niebezpiecznie, gdy chcieliśmy zmienić pas, a samochód zjeżdżający w prawo nie zauważył jednego z naszych rowerów. Uf, w takich momentach temperatura wzrasta do 60 stopni.

Przed 8 czekaliśmy już w kolejce do ambasady. Do pani konsul czekaliśmy 2 godziny. Zdziwiła się, że musi zajmować się naszą sprawą, bo było to po prostu małe nieporozumienie. Pracownicy biura wizowego nie mogli jednak decydować, czy przepuścić wnioski bez dokładniejszych wyjaśnień i zwrócili się do konsula. Jechaliśmy taki kawał drogi tylko po to, żeby opowiedzieć o naszych planach i przebytej drodze. W biurze już na nas czekano, żeby przyśpieszyć tok naszych wiz. Weszliśmy bez kolejki od razu do kierownika zmiany. Teraz należy tylko czekać.

Gdy wyszliśmy z biura było już po 13, powietrze płonęło, a z nas lał się ciurkiem pot. Odczekaliśmy kilka godzin i byliśmy gotowi zrobić jeszcze kilka kilometrów więcej. Był czwartek i baliśmy się, że jeśli teraz nie odwiedzimy sklepu rowerowego, to możemy mieć problemy z oponami.

Trudno było znaleźć ów sklep, ale okazało się, że położony jest w niedalekiej odległości od Rachel – jakieś 15 km. Prowadzi go Anglik i chyba jest to jedyny w Maskat taki sklep. Niestety nie znaleźliśmy takich opon, jakie chcieliśmy. Właściciel wyjaśnił nam, że tego typu opony nie cieszą się popularnością, bo zwyczajnie nikt nigdy tutaj nie wybierał się na dłuższe wycieczki rowerowe. Podobno w Dubaju nie mielibyśmy również szczęścia.

Kupiliśmy to, co trzeba, zamówiliśmy kartony do opakowania rowerów na czas lotu i spieszyliśmy do domu, bo na horyzoncie zbierało się na potężny deszcz, a zgodnie z właścicielem sklepu, lepiej unikać omańskiego deszczu.

Zmienialiśmy pasy, zjazdy, kierunki jak w jakimś rollercosterze – w dół, w górę, w bok, co chwilę zmieniały się poziomy dróg. Gdy zobaczyliśmy w końcu Carrefour, odetchnęliśmy z ulgą. Licznik pokazywał 90 km, nie było tak źle, jak obiecywał gps. Ale był to naprawdę szalony dzień, wszystko działo się bardzo szybko – dopasowaliśmy tempo do autostrady. Bez sakw jeździ się bezsprzecznie szybciej. Mamy nadzieję, że nie będziemy musieli tego powtarzać przy odbiorze wiz.

Oman

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *