Rok w podróży

Jak ten czas szybko leci… Tak jakby wczoraj wsiedliśmy na pokład samolotu z Warszawy do Stambułu, żeby rozpocząć naszą rowerową podróż na Wschód. Bez większych planów, po prostu tak, jak nas koła w rowerach poniosą. Metą miała być Nowa Zelandia, ale dalej nie wiemy, jak to się skończy.

Oman

Oman

Jak było do tej pory?

Świetnie, ale i z obecnością obaw -jak damy sobie radę i czy wytrzymamy fizycznie trudy pedałowania. Mieliśmy kilkakrotnie chwile zwątpienia, na szczęście były to tylko krótkie kryzysy. Przemierzyliśmy na dwóch kołach górzystą Turcję, Irak z niesamowicie gościnnymi ludźmi, zimny, północny Iran i gorące Południe kraju Persów; Dubaj – miasto idealne, miła odmiana po izolowanym Iranie; pustynię z zatruciem pokarmowym do Omanu, w której co noc rozbijaliśmy namiot na przepięknych plażach; Bombaj i szok – jeszcze nigdy nie widzieliśmy takiego ruchu drogowego i to jeszcze lewostronnego. Najbardziej wyczerpująca część podróży? Radżastan. Codzienna walka z czasem, aby dotrzeć przed zmierzchem do miasta i znaleźć hotel, w którym Aga będzie się czuła bezpieczna. Indie to też nieudana wyprawa rowerowa na jedną z najwyżej położonych dróg świata – na ponad 5000 m n.p.m. i zamiana rowerów na motocykl; ludzi, których poznaliśmy i zapamiętamy na całe życie. W końcu Nepal i wspinaczka na bazę pod Mount Everestem, no i te polskie śniadania na dachu hotelu. Następnie pokonywaliśmy trudności związane z pracą i upałem w Australii. Trzy miesiące minęły jak jeden dzień. Po nich pojawiły się krótkie wakacje od pracy w Indonezji i mkną kolejne trzy miesiące w kraju kangurów. To chyba najkrótsze z możliwych streszczeń naszej podróży.

Turcja

Turcja

Australia

Australia

Najgorsze momenty Agi

Aga po dłuższym zastanowieniu wymieniła trzy:

- Radżastan w Indiach i spojrzenia mężczyzn. Tutaj trzeba wspomnieć, że Aga była zaintrygowana hinduską kulturą od czasów liceum. Jej oczekiwania szybko rozczarowały, a wszystko dzięki Hindusom, których wzrok czuła na sobie przez cały pobyt w Indiach.

- zimne poranki w Turcji, którą potraktowaliśmy trochę jak obóz kondycyjny. Codziennie wstawaliśmy przed świtem i ze skostniałymi od zimna rękoma zwijaliśmy namiot.

-największy kryzys w parku w Shiraz, w Iranie, gdzie chcieliśmy rozbić namiot, żeby doczekać świtu. Aga wpadła w histerię i musieliśmy szukać hotelu w środku nocy. Koniec końców udało się nam obudzić jakiegoś recepcjonistę w jednym z hosteli.

Najgorsze momenty Grześka

Zdecydowanie numer jeden, to zwątpienie i rezygnacja, gdy usłyszeliśmy na lotnisku w Omanie, że nasze rowery zostały spakowane w za duże kartony i nie mogą z nami polecieć do Indii, na szczęście Aga stanęła na wysokości zadania i wyprosiła u obsługi terminalu załadowanie kartonów do luku bagażowego. Zrobiła to tak sprytnie, ze nie pobrano od nas opłaty bagażowej.

Numer dwa, to irytacja na nepalskich sklepikarzy i hotelarzy, podbijanie cen na sam widok białych twarzy w sklepach i rachunków w restauracjach.

Numer trzy – zwątpienie w Radżastanie, gdzie w jakimś miasteczku po przejechaniu 100 km w upale oglądałem piąty hotel z rzędu, który wydawał się najrozsądniejszy, a po otwarciu drzwi od pokoju, moim oczom ukazały się szczury biegające po łóżku.

Irak

Irak

Australia

Najfajniejsze dla Agi

- jazda rowerem przez wyludnione góry irackiego Kurdystanu – barwy wiosennego słońca przypominały Adze dzieciństwo. Przez pierwsze kilka miesięcy podróży bardzo tęskniliśmy za domem i takich kojarzących się z nim momentów nie było za wiele.

-tygodnie lenistwa w najwspanialszym hotelu w Manali w Indiach. Codzienne siedzenie przy kominku, poznani w nim ludzie oraz knajpki i sklepiki, w których sprzedawcy wiedzieli już po co przychodzimy. Chwilowa namiastka domu?

- treking po Himalajach (nie wliczając pijawek) i zobaczenie na żywo najwyższych szczytów świata, przy których człowiek uzmysławia sobie, jak małą i kruchą jest istotą.

- jedzenie!!! – falafle w Iranie, „chałwa w płynie” w Turcji, palak paneer w Indiach (szpinakowe curry z indyjskim serem), chleb naan i roti z czosnkiem w Nepalu i o dziwo daal bhat, ale tylko ten w Namche Bazaar u gospodyni, u której nocowaliśmy.

Najfajniejsze momenty Grześka

- męska przygoda, czyli wyprawa motocyklem przez Himalaje z Miszą, Ilią, Piotrkiem Babą, Joshem i Riedem. Oczywiście z Agą na plecach (została chwilowo „przesiąknięta” męskim światem :).

- wszystkie momenty w Iraku i Iranie, gdzie mieszkańcy zapraszali nas bezinteresownie na posiłki i noclegi.

- Turcja i nocleg w parku oraz śniadanie przyniesione przez miejscowych następnego dnia. Ogólnie po zastanowieniu mogę napisać: wszystkie momenty, w których otrzymaliśmy bezinteresowną pomoc, ku zaskoczeniu wszystkich islamofobów, 95 % przypadków miało miejsce w krajach muzułmańskich.

- dotarcie do bazy pod Czomolungmą po sześciu tygodniach trekingu.

Iran

Iran

Australia

Ali i Sara w Choqa Zanbil

Ali i Sara w Choqa Zanbil

Człowiek, który utkwił mi w pamięci i zapamiętam na zawsze

Oboje wybraliśmy jednogłośnie Alego i Sarę, małżeństwo nauczycieli z Iranu, które zgarnęło nas z ulicy do swojego domu. Spędziliśmy u tej rodziny kilka dni, a gdy na pożegnanie wręczaliśmy pocztówkę z Warszawy i komiks-historyjkę z życia Alego, Ali płakał jak bóbr. Do dziś mamy z tą rodziną kontakt internetowy, mimo sporej bariery językowej (pozdrowienia dla ich sąsiadki, która zgrabnie tłumaczyła nam wszystko to, co chcieliśmy przekazać i odwrotnie). To właśnie dzięki Alemu poznaliśmy Bahktriarów od kuchni i zikkurat od środka (patrz poniżej).

Miejsce, które zrobiło na mnie największe wrażenie

Aga (jak to na Agę przystało – zabytek): elamicki zikkurat na terenie dzisiejszego Iranu. Już jako dziecko zainteresowała ją historia starożytnej Mezopotamii i kultur im podobnych, a to za sprawą książki „Strzała z Elamu”, której fabuła rozgrywa się w starożytnym Elamie ze stolicą w Suzie właśnie. Później były to dla niej najciekawsze czasy na lekcjach historii sztuki. Większość ruin tych świątyń znajduje się w Iraku, w dorzeczu Tygrysu i Eufratu, więc mała szansa, żeby je ot tak zobaczyć.

Grzesiek: Dubaj – miasto idealne. Nie potrafię tego miejsca opisać inaczej niż parafrazując Shreka – „idealny porządek, idealny ład”. Na drugim miejscu Wadi Ghul – omański wielki kanion z opuszczonymi wioskami.

Zjednoczone Emiraty Arabskie

Zjednoczone Emiraty Arabskie

Dubaj

Dubaj

Sprzęt

Po roku w podróży możemy zrobić pierwsze podsumowaniu sprzętu zabranego z Polski.

Rowery – stan licznika 5008 km. Wydaje nam się, że lepiej nie mogliśmy wybrać – wszystko działało jak powinno i w dalszym ciągu spisują się bez zarzutu. Jeżeli mógłbym coś zmienić, to przed wyjazdem wybrałbym inne opony. Te, które mieliśmy, „padły” po drodze i musieliśmy się ratować zamiennikami, które akurat były dostępne. Na oponach nie można oszczędzać. Jeśli zainwestuje się w porządne gumy, koszty zwracają się bardzo szybko, a same opony dają poczucie gwarancji wytrzymałości. Przez zły wybór opon musieliśmy zawrócić po 150 km z przełęczy z 4900 m n.p.m. w Indiach. Po 12 miesiącach musimy też wymieni ć hamulce, których sprężyny uległy zużyciu i już „nie odbijają”. Przez to często w ostatnim czasie jeździliśmy tylko z przednimi hamulcami. Sakwy rowerowe Crosso spisały się wyśmienicie zarówno na rowerach, jak i na motocyklu w trakcie przeprawy przez przełęcze Himalajów. Jedyny słaby punkt, to dolne mocowania na gumowych kółkach. Z czasem guma ulega przepracowaniu , szczególnie na dziurawych, szutrowych górskich drogach. Musieliśmy dosyłać kilka kompletów z Polski (pomimo kilku zapasowych zabranych z domu).

Oman

Oman

Gdybyśmy pakowali się ponownie…

to zabralibyśmy…

Siatkę z expanderów na hakach do mocowania podręcznych rzeczy na górze sakw. Zabraliśmy takową, ale ta okazała się za duża i w ogóle nie przydatna. Mapnik – jednak nieoceniony. Niestety na początku podróży wypadł z budżetu. Aga twierdzi, że pakując się ponownie, zabrałaby małą deseczkę do krojenia (plastikową) i mały zaparzacz do kawy, żeby nie blokować menażki przy porannych śniadaniach i popołudniowych obiadach w drodze. Dodatkowo zabrałaby więcej plastikowych pudełek na żywność i produkty. Śmierć reklamówkom w sakwie z jedzeniem!!! Dobrze sprawiła się też maszynka do gotowania na każdy rodzaj płynnego paliwa. Błąd, jaki popełniłem, to brak zapasowej dyszy. Pierwsza zapchała się w Indiach i musieliśmy ratować się kupnem zamiennika, który nie działał poprawnie. Zabralibyśmy też mały kocyk lub chustę zamiast plandeki, na której na początku podróży siadywaliśmy przed namiotem, później przestało nas bawić ciągłe jej odwijanie i zwijanie, chowanie do reklamówki itd.

Indie

Indie

_DSC0066

Ubrania

W czasie jazdy rowerem używaliśmy głównie ubrań trekingowych Mammut. Recenzje na piątkę z plusem. Ciuchy kosztowały ogromne pieniądze, ale komfort jazdy był tego warty. Po rocznym intensywnym użytkowaniu praktycznie nie widać śladów noszenia. Gdybyśmy ponownie jechali w taką podróż, to dokupiliśmy dodatkowe koszulki termoaktywne z długimi rękawami. Postawiliśmy na uniwersalne ubrania, które nie są tylko rowerowe. Teraz wydaje się nam, że był to dobry wybór. Z typowych rowerowych wzięliśmy tylko spodenki i kaski. Wyjeżdżając w podróż wiedzieliśmy, że nie będziemy skupiać się tylko i wyłącznie na wyczynach rowerowych. Aga twierdzi, że nie przygotowała się odpowiednio do krajów islamskich i na miejscu w Iranie na szybko szukaliśmy dla niej tuniki zakrywającej biodra. Ja cieszę się z tego, że zdecydowałem się zabrać jako drugą parę długich spodni bojówki „65”. Są niezniszczalne i polecam zabranie ich każdemu, pomimo tego, że są ciężkie i wolno schną.

Elektronika

Cały czas korzystamy z notebooka Acer i działa bez zarzutu. W Nepalu musieliśmy jednak wykonać reinstalację systemu, bo po drodze złapaliśmy taką ilość wirusów, że odpalenie przeglądarki trwało wieki. Iphone 4 – idelny do szybkiego kontaktu ze światem i zarządzania funpagem. Aplikacja, z której najbardziej jesteśmy zadowoleni – mapa świata Maps with me (dzięki Karol !). Działa w trybie offline. Uratowała nas wiele razy, między innymi w drodze na Base Camp w Himalajch, gdy gubiliśmy drogę w dżunglowych gąszczach przepełnionych pijawkami. Aparat Nikon D 3100 ze standardowym obiektywem – jak na nasze możliwości finansowe to był dobry wybór. No ale wiadomo, gdyby nasz budżet początkowy wyglądał inaczej, zainwestowalibyśmy po prostu w inny obiektyw. Mieliśmy też dwa telefony komórkowe – jeden odmówił posłuszeństwa po przemoczeniu w Indiach, drugi – stara Nokia – dalej służy do odbierania smsów z hasłami bankowymi. Power Bank – chyba nawet nie braliśmy pod uwagę zakupu takiego urządzenia, ale dostaliśmy go w prezencie od pewnego Omańczyka i teraz uważamy ten gadżet za rzecz nam niezbędną. Czytnik Kindle – niepodważalnie bardzo ważny przedmiot w długiej podróży. Rzeczywiście istnieje mnóstwo miejsc w Azji, w których można wymieniać się papierowymi książkami. Ale, no cóż, większość z nich to kryminały skandynawskich pisarzy (ile można?), przewodniki Lonely Planet albo jakieś dziwnej maści bestsellery. W podróży można wziąć cały regał „swoich” lektur bez przymusu szukania backpackerskich knajp z kilkoma dostępnymi książkami. Szybko można się przyzwyczaić do noszenia kilkuset gramów setek książek i przyłapywać się na wypowiadaniu czułych słówek do czytnika (przykład – Aga).

Nepal

Nepal

Inne wynalazki

Dwa hamaki wojskowe – korzystaliśmy z nich kilka razy – raczej rzecz zbędna. Przynajmniej w krajach, w których byliśmy. Moskitiera – dla nas konieczna, szczególnie gdy muchy nie dają spokoju, nie mówiąc o komarach w południowym Nepalu. Śpiwory – zwykła Quechua do 5 stopni – jestem zadowolony, ale trzeba podkreślić, ze moja odporność na chłodne noce jest bardzo wysoka. Aga jest zmarzluchem i wybrała czeskiego Pinguina do -1 C. Trochę za duży, jak na rowerowe sakwy, ale było jej błogo ciepło. Został on wymieniony na mniejszy trochę później. Ale dalej za nim tęskni.

Indonezja

Indonezja

Pieniądze – ile to kosztuje?

Przez 12 miesięcy w podróży suma wypłat i przelewów naszego konta wyniosła 35 tysięcy złotych plus tysiąc dolarów w gotówce. Czyli 19 tysięcy złotych na osobę. Jesteśmy zadowoleni, choć był to i tak większy budżet niż zakładaliśmy. Dziennie wydawaliśmy ponad 30 dolarów na naszą dwójkę (zakładaliśmy 20), ale trzeba przyznać, że w tej kwocie są też bilety lotnicze, koszty wiz (w tym 400 euro do ZEA, które okazały się nieprzydatne), wypożyczenie samochodu w Omanie i Australii, motocykla w Indiach oraz wiele innych przyjemności, jak słodycze (!) i alkohol. Jeżeli ktoś jest zdeterminowany wydawać 20 dolarów na dzień, na parę, nie powinien mieć większego problemu.

Więcej grzechów nie pamiętamy. Ale jeśli macie jakieś pytania, może sobie przypomnimy. Gdyby jeszcze raz przyszło nam wyruszyć rowerami w podróż, na pewno bardziej oszczędnie wymienialibyśmy niezbędne rzeczy do zapakowania na liście. Zbyt wiele wyobraża się tuż przed wyjazdem, a potem po prostu jakoś leci. Nagle okazuje się, że można przeżyć bez kubka termicznego albo dodatkowej pary skarpetek, ale któż to miał wiedzieć? Wszystko trzeba przerobić na własnej skórze, bo dla jednych kubek trzymający temperaturę będzie najpotrzebniejszym przedmiotem, bo akurat nie może żyć bez soczku z marakuji i jagód goji zmieszanym z lodem, dla innych to będzie czytnik, plik grubych zeszytów ze sprężynką albo pluszowy królik o wymiarach 50 x 30 cm (pozdrowienia dla Emilie).

Australia

Australia

11 myśli nt. „Rok w podróży

  1. Karol

    Świetna relacja:) – od naszego spotkania przy „Błotnej Lawinie w Indiach” ślędzę Wasze poczynania i zazdroszczę.

    Odpowiedz
    1. zawsze pod wiatr Autor wpisu

      Pozdrawiamy serdecznie, nie pamiętamy niestety Waszych imion, ale pamietam doskonale smak whiskey z gwinta przed przekroczeniem lawiniska :-)

      Odpowiedz
  2. Zyla

    Możaby rzec: tooo byyył mooooment… A z perspektywy osoby Wam kibicującej i pilnie śledzącej, to mogę powiedzieć, że najlepszy (dla nas kibiców) był cały okres do Indii… bo było wtedy najwięcej relacji:) Dalej trzymamy kciuki i życzymy powodzenia!

    Odpowiedz
  3. łukasz_toruń

    Hey hop !
    Pisaliście,że końcem waszej wyprawy będzie NZ.
    Czy to się zmieniło ?
    Piotr Strzeżysz często cytuje : „Podróżować nie po to, aby dotrzeć do celu, lecz aby dojechać jak najpóźniej, aby nie dojechać – o ile to możliwe – nigdy. ”

    Pozdrowienia z Torunia

    Odpowiedz
    1. Geno

      Zmieniło się tyle, że sami nie wiemy:-) na razie zostajemy na jakiś czas w Australii, a później… No właśnie, co będzie później?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>