Przez strumienie i lawiny błotne

Posted on Posted in Indie

Trudno było nam zacząć ów wpis. Przymus powrotu do Manali potraktowaliśmy jako kompletną porażkę, a opisywanie drogi z Keylong w stronę Leh tylko podsyca nasze poczucie klęski. Od Keylong do pierwszej przełęczy, według mapy, jest prawie 70 km. Zrobiliśmy 50, a gdyby nie tytułowa lawina, dotarlibyśmy do miejsca pod samą serpentynę na przełęcz. Ale już nie będzie gdybania ani żalenia się, bo początkowo droga była naprawdę piękna.

Indie

Pedałowanie zaczęliśmy po 8 rano. Na początku jechaliśmy gdzieś po środku między dwiema grupami polskich cyklistów z United Cyclists. Było ich trzynastu. Niektórzy ruszyli z Keylong wcześnie rano, a inni po 9. Była to zorganizowana ekipa, która przyleciała do Indii na trzy tygodnie tylko po to, żeby przejechać trasę z Manali do Leh. Droga pięła się w górę, ale wcale nas to nie zrażało. Oczywiście druga część polskich rowerzystów szybko nas dogoniła. 15 kg wraz z rowerem to jednak bardzo mało, a gdy trasa w większości jej odcinków biegnie w górę, ma to ogromne znaczenie. Umówiliśmy się, że dzień jazdy zakończymy w tym samym miejscu, w tzw. Zing Zing Barze, małym obozowisku tuż przed samym podjazdem na przełęcz Baralacha.

Dolina pod trasą
Dolina pod trasą

Indie

Indie

Indie

Pogoda była doskonała, świeciło słońce, ale nie było gorąco. Musieliśmy tylko co jakiś czas nakładać dodatkowe porcje kremu z filtrem na czerwono-białe twarze. Jakość drogi przypomina tę na przełęcz Rothang – czasem asfalt, niekiedy dziury asfaltowe, szutr, piach, kamieniste potoki i rwące płytkie rzeki. Do wyboru, do koloru. Tylko nie spodziewaliśmy się, że przyjdzie nam przenosić rowery po rumowisku lawiny. Właśnie przy niej spotkaliśmy zaskoczonych lawiną trzech polskich rowerzystów, których grupa, nie świadoma niczego, była już daleko w przodzie. Utknęli, a my razem z nimi. Droga wokół niej wyglądała jak jedno wielkie bagno. Przez środek przelewał się wartki, niekiedy głęboki strumień wody. Długo zastanawialiśmy się, co robić. Hindusi obiecywali, że pomoc w postaci ciężkiego sprzętu już jedzie, ale ile czasu będziemy musieli czekać? Po około 2 godzinach postanowiliśmy przedostać się na drugą stronę. Na środku rzeki znajdowały się kamieniste łachy i małe wysepki, które umożliwiłyby przekroczenie szerokiego strumienia. Pozostali rowerzyści nie odważyli się. Po wielkich trudach z przeprawą przez błoto, głazy oblepione piachem i brudną wodę udało mi się przeprowadzić rowery. Pierwszy z miejscowymi młodymi Hindusami, drugi tylko z Agą i hinduskim gapiem. Gdyby nie on, moglibyśmy mieć więcej problemów, bo nurt nagle zwiększył siłę. Gdy drugi rower był już bezpieczny, tylko Aga została na środku lawiny. Łacha, na której stała, zaczęła się szybko kruszyć. Z pomocą Hindusa przeskoczyła wodę, częściowo w niej brodząc. Była przerażona, a obydwoje słanialiśmy się ze zmęczenia. Myśleliśmy, że będzie już tylko lepiej. Ściemniało się, a do umówionego miejsca noclegu zostało około 20 km. Po jakimś czasie zobaczyliśmy obozowisko. W myślach mieliśmy już tylko kawałek płaskiego terenu, na którym rozbijemy namiot, ale niestety 300 metrów przed nim spadła tylna opona z felgi mojego roweru. Po zdjęciu sakw okazało się, że pękł drut na wewnętrznej stronie opony. Kolejny raz! Kolejna Schwalbe! Opadliśmy z sił. Było to nie do zniesienia. Druga Schwalbe zachowała się tak samo – po pierwszej wymianie dętki zaczęła nam robić podobne niespodzianki, jak pierwsza. Dodatkowo opona zablokowała koło i mogliśmy tylko ciągnąć rower po asfalcie. Gdy dotarliśmy do namiotów, było już ciemno. Niestety do umówionego obozowiska zostało jakieś 10 km. Wiedzieliśmy, że nasza wyprawa raczej dobiega końca, jedynym rozwiązaniem było dogonienie Polaków i prośba o zapasową oponę. Ale te pomysły zostawiliśmy sobie na następny dzień.

Lawina i próbujący wydostać się z błota Polacy
Lawina i próbujący wydostać się z błota Polacy

Indie

Czekamy...
Czekamy…
Nurt przechodzący przez środek lawiny
Nurt przechodzący przez środek lawiny
A za lawiną krajobraz zamienia się już w bardziej księżycowy... szkoda, ze musi na nas poczekać...
A za lawiną krajobraz zamienia się już w bardziej księżycowy… szkoda, ze musi na nas poczekać…

Indie

3 thoughts on “Przez strumienie i lawiny błotne

  1. Kilka dni nie czytałem waszego bloga, ale jak patrzę na te fotki to są coraz piękniejsze.
    Wy pewnie już do tych widoków przywykliście.
    Pozdrawiam, i wytrwałości.

    1. Jaro, koniecznie zlapmy sie na skypie! Moze wpadniecie do nas na Goa w pazdzierniku?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *