Prom do Dubaju

Posted on Posted in Zjednoczone Emiraty Arabskie

W końcu nadszedł ten dzień. Właściwie nie mogliśmy się doczekać opuszczenia Iranu. Byliśmy już zmęczeni tym ciągłym oczekiwaniem na wizy i bilety. A wielokrotne zatrzymywanie nas przez przechodniów dodatkowo wyczerpywało naszą cierpliwość. Każdy miał dla nas standardowy zestaw pytań, zaczynając od liczby posiadanych dzieci, na ilości gotówki, którą przy sobie mamy, kończąc. W większości były to miłe spotkania, ale męczące. Każdemu trzeba było cierpliwie tłumaczyć, skąd się tu wzięliśmy.

Port w Sharjeh
Port w Sharjeh

[wp_ad_camp_1]

 

Dzień zaczęliśmy od wizyty w kafejce internetowej. Umówiliśmy się z na krótką opowieść o naszej podróży na skype dla programu telewizyjnego Dzień Dobry Warszawo. Wywiad poszedł na żywo i nawet kiepsko działający internet nie pokrzyżował  nam planów. Może uda się ponownie połączyć za jakiś czas z Indii.

Czas nam mijał bardzo szybko do wieczora, zrobiliśmy ostatnie zakupy i obejrzeliśmy kolejny film  z Omidowej kolekcji. Zostaliśmy zobowiązani do przybycia na przystań promową już na 3 godziny przed planowym odpłynięciem statku. Port znajduje się kilka kilometrów za miastem i po raz ostatni ruszyliśmy ulicami Bandar Abbas z towarzyszącymi nam pozdrowieniami klaksonów. W terminalu spotkaliśmy kilka osób z Europy i Australii, oczywiście wszyscy walczyli z irańską biurokracją. Dwóch Niemców od 10 rano próbowało odzyskać swojego VW camping vana, brakowało im jednej pieczątki w dokumentach i  prawdopodobnie będą musieli spędzić noc pod terminalem w oczekiwaniu na następny dzień. Chwilę później rozmawialiśmy z Australijczykiem i Brytyjczykiem, którzy byli w podobnej sytuacji, co poznani wcześniej Niemcy, też brakowało im do szczęścia jednej pieczątki. Na odprawie bagażowej dołączyli do nas Bruno i Julia, hiszpańsko-niemiecka para na rowerach. Swoją podróż zaczęli na Bałkanach w Nowym Sadzie 9 miesięcy temu.

Poczekalnia w porcie w Bandar Abbas. Z prawej kobiety, lewa strona należy do mężczyzn
Poczekalnia w porcie w Bandar Abbas. Z prawej kobiety, lewa strona należy do mężczyzn
Poczekalnia w porcie w Bandar, a w niej cztery rowery
Poczekalnia w porcie w Bandar, a w niej cztery rowery

Po odprawie bagażowej zaczęło się długie oczekiwanie na odpłynięcie promu. Wszyscy pasażerowie musieli czekać w wielkim hallu przez kilka godzin. Na skraju długich rzędów krzeseł przysiadła grupa obcokrajowców – sześciu Omańczyków, dwójka rowerzystów, Chińczyk i my – częstująca się daktylami i orzechami i narzekająca na irańską biurokrację. Gdy w końcu drzwi do promu zostały otwarte, była już 1 w nocy. Niestety wszyscy obcokrajowcy musieli jeszcze czekać na paszporty. My najdłużej, bo jako pierwsi zostaliśmy odprawieni i nasze paszporty leżały na samym dole stertki. Długo i dość dokładnie sprawdzają każdego obcego. Gdy w końcu odebraliśmy paszporty, mogliśmy wejść na prom. Obsługa czekała tylko na nas, niestety inaczej było z miejscami, których numery na biletach obiecywały wygodny rejs. Omańczycy ostrzegali nas, że raczej nie usiądziemy na naszych miejscach, wszystkie fotele zajmowane są przez liczne rodziny, leżące starsze kobiety i ich torby. Gdy weszliśmy do pomieszczenia pasażerskiego, okazało się, że mieli rację. Nasze miejsca zostały zajęte przez kobiety, które odwracały głowy, gdy zaczęliśmy pokazywać bilety. Omańczycy też nie mieli szczęścia, ale gdy tylko zaczęli domagać się u obsługi własnych i naszych miejsc, szybko zrobiono wielkie poruszenie i Aga mogła usiąść, a oni sami zostali zaproszeni do pustego pomieszczenia vip. Ja zrezygnowany wyszedłem na zewnątrz i zająłem długą pustą ławkę z widokiem na morze. Chwilę później dołączyła do mnie Aga i mogliśmy swobodnie rozłożyć maty i pójść spać. Niestety tuż po kolacji, wielu pasażerów zrobiło to samo i z cichego tarasu zrobiła się gwarna i zatłoczona palarnia. Ale bryza morska szybko koiła niedogodności i pomogła zasnąć.

[wp_ad_camp_1]

Taras na promie nocą
Taras na promie nocą
Świt
Świt
Omańczycy
Omańczycy

Nad ranem przywitała nas panorama Dubaju – dźwigi portowe i międzynarodowe kontenerowce i oczywiście długa kolejka do odprawy. Na szczęście doświadczeni Omańczycy szybko zaalarmowali przybycie obcokrajowców i mogliśmy wszyscy dostać pieczątki na początku i w osobnym okienku. Przy odprawie panował straszny chaos, głównie powodowany przez kobiety, które ciągle wstawały i próbowały dostać się bez kolejki do okienek celników. Wielokrotnie doświadczaliśmy uporu kobiet w Iranie, te tutaj były szczególnie natarczywe w domaganiu się pierwszeństwa. Niektóre z nich próbowały wmieszać się w obcokrajowców, nawet w miejscu, w którym nie wolno siadać kobietom. Pilnie strzegliśmy naszej kolejności i ustawiliśmy się gęsiego bardzo blisko siebie.

Mieliśmy małe nieporozumienie u celnika, bo nie wzięliśmy naszych kart wizowych ze sobą myśląc, że są już nieważne, a z powodu zniesienia wiz dla Polaków nie będziemy mieć żadnych problemów. Celnik widział jednak w komputerze, że jeszcze ich ważność nie wygasła i nie rozumiał dlaczego nie chcemy przedstawić mu naszych papierów. Gdy je przyniosłem, przekonaliśmy się, że ich ważność upływa dopiero 9 kwietnia i skoro mamy wizy, należało przedstawić je celnikom.

Nareszcie nowy kraj. Gdy opuściliśmy terminal, oczom naszym ukazał się Dubaj, jakiego się nie spodziewaliśmy.

Szlak paliwowy w Zatoce Perskiej
Szlak paliwowy w Zatoce Perskiej
Port w Sharjeh w Emiratach
Port w Sharjeh w Emiratach
Jeszcze Sharjeh, przedmieścia Dubaju
Jeszcze Sharjeh, przedmieścia Dubaju
Przedmieścia Dubaju
Przedmieścia Dubaju

 

 

 

4 thoughts on “Prom do Dubaju

    1. Znalezlismy w koncu kafejke internetowa, mamy spore problemy w Omanie z internetem. Nasz laptop nie chce dzialac na ich kablach, a jakos wifi w zadnej kafejce nie ma…

  1. Oj ,ja również czekam z niecierpliwością na następny wpis. Apetycik zaostrzony tym dzisiejszym!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *