Po drugiej stronie Rothang

Posted on Posted in Indie

Przełęcz opuszczaliśmy podczas zachodu słońca. Zrobiło się zimno, a nasze ubrania nie zdążyły wyschnąć. Na Rothang ciągle wjeżdżały ciężarówki, które nie zważając na nic, oblewały nasze rowery. Widoki były wspaniałe, szkoda że musieliśmy patrzeć głównie w dół pod koła. Droga przypominała plac budowy, rzeczywiście niektóre miejsca starano się jakoś wyrównać, ale większość jej długości wyglądała jakby nigdy nawet nie zaczęto jej budowy. Co kilka metrów musieliśmy pokonywać rwące potoki powstałe w wyniku topniejących śniegów. Nasze rowery spisały się znakomicie, zniosły ogromne przeciążenia, śliskie, wysokie kamienie, głębokie błotniste kałuże i ciągłą walkę z wybojami. Jedyny kłopot mieliśmy z hamulcami, które pod wpływem wilgoci i błota po prostu ślizgały się po felgach. Ale i tak najgorzej było z naszymi nadgarstkami, barkami i kolanami.

Za przełęczą jest już inny świat
Za przełęczą jest już inny świat

Indie

Indie

Droga niby w dół, ale jeszcze trochę pod górę
Droga niby w dół, ale jeszcze trochę pod górę

Indie

Indie

Nagle zrobiło się całkowicie ciemno. Do najbliższej wioski było jeszcze 10 km, a ciągle znajdowaliśmy się na wysokości, na której ciężko było znaleźć płaski skrawek łąki. Dzięki długim światłom jakiejś ciężarówki zobaczyliśmy z góry teren, który mógłby nadawać się na namiot. Zjeżdżaliśmy tam bardzo wolno podświetlając drogę czołówkami. Jak na nieszczęście zaczęło okropnie wiać. Góry wyrównywały ciśnienie, a my równowagę podczas próby stawiania namiotu. Nie udało się. Wiatr wyginał w drugą stronę łuki stelażu. Zrezygnowaliśmy zanim wiatr złamałby i rozszarpałby namiot. Szybko zbudowaliśmy prowizoryczną barykadę z rowerów chroniącą przed wichurą, a części namiotu przyłożyliśmy ich ciężarem. Wyciągnęliśmy maty i z pomocą drugiego w przytrzymywaniu części garderoby wyjmowanych z sakw, wchodziliśmy szybko w śpiwory. Około 1 w nocy wiatr ucichł. Zmarznięci i wyczerpani mogliśmy rozbić nasz domek. Nie wiedzieliśmy właściwie, co znajduje się wokół nas, słyszeliśmy tylko przebiegające konie i pomruk ciężarówek. Ich światła czasem odsłaniały nam kolejne zygzaki czekające na nas w dole i strzępy śniegu zostawionego już w górze. Rankiem nie spieszyliśmy się ze wstawaniem, a śniadanie jedliśmy w miłym towarzystwie panoramy gór.

Trudno było się spieszy, jeśli przed sobą ma się takie widoki
Trudno było się spieszyc, jeśli przed sobą ma się takie widoki

Indie

Indie

Indie

Indie

Tuż po wyjściu z namiotu następnego dnia
Tuż po wyjściu z namiotu następnego dnia
Nie spieszyliśmy się z pakowaniem
Nie spieszyliśmy się z pakowaniem
Kamieniste serpentyny w dół
Kamieniste serpentyny w dół

Do około 11 w końcu zjechaliśmy do wioski. Mijający nas busami i motocyklami zagraniczni turyści często nas zagadywali i z niedowierzaniem ciągle pytali, czy na pewno przyjechaliśmy tutaj rowerami z Manali. Kilka razy otrzymaliśmy nawet gratulacje. Było to miłe, ale akurat ta trasa jest równie popularna wśród rowerzystów, jak i wśród motocyklistów. Zjedliśmy pyszny dal z chapati w towarzystwie znajomych z Manali Niemców, którzy dojechali do wioski motocyklem i po szybkiej rejestracji (każdy zjeżdżający i wyjeżdżający na Rothang musi się zameldować w miejscowej policji) ruszyliśmy do Keylong, miejscowości położonej w drodze do Leh. Początek drogi był miłą odmianą ostatnich dwóch dni. Leżał asfalt, a strumieni przelewających się przez drogę było już mniej. Niestety kilkanaście kilometrów przed Keylong zaczęła się powtórna wspinaczka. Nasze ciała miejscami odmawiały nam współpracy. Wysokość i wykonana ostatnia praca powodowały trudności w pokonywaniu kolejnych kilometrów. Deszcz i nagła zmiana z dziurawego asfaltu na szutr, piach i błoto zwalił nas dosłownie z rowerów. Ostatnie kilometry musiały być dla nas naprawdę okropne, bo gdy dojechaliśmy do jakiegoś hotelu, pan nie pozwolił nam wnieść rowerów i sakw na piętro. Sam uporał się ze wszystkim i wręcz rozkazał meldunek dopiero po prysznicu i odsapnięciu. Musieliśmy wyglądać na bardzo zmęczonych i niezbyt świeżych. Ucieszyliśmy się z okazanej nam litości:)

Droga do doliny Spiti
Droga do doliny Spiti, którą początkowo mieliśmy wybrac
Kolejny wodospad wlewający się na drogę. Przy jednym z nich mnisi urządzili sobie sesję zdjęciową
Kolejny wodospad wlewający się na drogę. Przy jednym z nich mnisi urządzili sobie sesję zdjęciową
W drodze do Keylong
W drodze do Keylong

Indie

Indie

Tarasy
Tarasy

Indie

Indie

Do Leh zostało tylko 380 km. Podobno droga jest już przejezdna, ale zapewne będzie wyglądać tak, jak trasa na Rothang. Zostaliśmy w Keylong dwa kolejne dni. Żeby nie oszaleć z bezsilności podczas kolejnych wspinaczek, zaplanowaliśmy regenerację i solidny odpoczynek. Musimy również zrobić porządne zapasy prowiantu, bo podobno po drodze do Leh nie ma zbyt wielu wiosek. Jedną nogą jesteśmy w górzystej części Kaszmiru ! Już życzymy sobie powodzenia !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *