Piranshahr – granica Iracko-Irańska

Posted on Posted in Iran, Kurdystan

Tego dnia wstawaliśmy z mocnym postanowieniem dotarcia do Iranu. Niewiele drogi nam zostało do granicy, więc miała to być pestka. Widoki były wspaniałe, droga wiodła jakoś dziwnie w dół, ale ciągle pod prąd rzeki. To zapowiadało chłód. Rzeczywiście, wiatr się wzmagał, a powoli przez zaczynające się serpentyny dosięgamy śniegu. Między jednym a drugim zakrętem dostawaliśmy kwiatki, ciastka, wodę itd. Śniegu mogliśmy już dotknąć, wiatr był tak przeszywający, że mimo drogi wiodącej mocno pod górę, polary były ciągle zapięte pod szyję. Ale za ostatnią serpentyną, pod ostatnią widoczną ośnieżoną górą zobaczyliśmy przygraniczne miasteczko Haj Umran. Trochę głodni i wypoceni szukaliśmy sklepu, żeby wydać ostatnie dinary, nasze burczenie w brzuchu przyciągnęło kilku Kurdów, a może to nie było burczenie, tylko po prostu brudni dziwni rowerzyści…

Iran
Iran

Ale dzięki temu wszystkiemu mieliśmy okazję zjeść pyszny obiad w restauracji pewnego Kurda, mówiącego świetnie po niemiecku. Och co to była za uczta, okraszona pomocą w zdobyciu informacji na temat granicy. Ruszyliśmy dalej, z przerwą na zmianę dziurawej dętki, eh, i dotarliśmy w końcu do upragnionej granicy. Wiatr huczał, a my w przeciągu długo czekaliśmy na nasze paszporty, potem długo czekaliśmy, aż skończą prześwietlać sakwy, następnie już po irańskiej stronie, długo czekaliśmy aż sprawdzą wszystko w środku sakw i znów w przeciągu kolej na paszporty. Długa to była przeprawa. Nie było to miłe, oczywiście wszyscy byli poruszeni naszą obecnością, ale w jakiś dziwny sposób. Czuliśmy się nieswojo, a poza tym niewygodnie, bo ciągano nas po jakichś dziwnych kamienistych ścieżkach, żeby dostać się do okienka z paszportami. Uciekaliśmy szybko z granicy. Po drodze musieliśmy mocno się namęczyć, żeby znaleźć właściwy wyjazd zasłonięty przez wielkie cysterny. W końcu trafiliśmy na jakąś dziwną bramę o ruchu tylko w jednym kierunku, przeciwnym niż nasz. Żeby przeciąć bramę, pan w okienku musiał opuścić jakiś sznur, dziwne. No ale, zjeżdżaliśmy z wiatrem do najbliższego parkingu za granicą.

Jeszcze irackie tereny
Jeszcze irackie tereny
Droga do granicy wiodła jakiś czas wzdłuż rzeki
Droga do granicy wiodła jakiś czas wzdłuż rzeki
Z wąwozu w górę rzeki
Z wąwozu w górę rzeki
Czasem jest pustynnie, a czasem wiosennie rzyźnie
Czasem jest pustynnie, a czasem wiosennie rzyźnie
Z drogi
Z drogi

To był strzał w dziesiątkę – poznaliśmy Kurda, mówiącego po angielsku i mogliśmy już na wstępie dowiedzieć się potrzebnych informacji o Iranie, na przykład, że jeszcze o pół godziny musimy przestawić zegarki do przodu, a następne pół poza Kurdystanem. Koniec końców wylądowaliśmy u niego w domu w Piranshahr. Co to był za dom – wesoły, przyjazny, z mnóstwem jedzenia i uśmiechów – czy nie tak właśnie przedstawiano nam obraz irańskiej rodziny? Mogliśmy wziąć gorący prysznic, uprać rzeczy, wypić kawę i herbatę, zjeść kolację i pouczyć się słówek w farsi – raj! Na kolację zjedliśmy kebab morke (napisane fonetycznie) z ryżem i lawaszami. Mogliśmy przypomnieć sobie domino, znaleźć sposób na obejście irańskich facebookowych obostrzeń, a Aga mogła wejść w świat kobiet.

Faezeh z Rominą
Faezeh z Rominą
Farah z mężem Mohamedem i dziećmi Sonią i Sobhanem, obok Faezeh
Farah z mężem Mohamedem i dziećmi Sonią i Sobhanem, obok Faezeh

Cała rodzina

Cała rodzina
Aga pomaga w kuchni
Aga pomaga w kuchni
Faezeh smaży kebab morke
Faezeh smaży kebab morke
Sonia, Sobhan i Romina
Sonia, Sobhan i Romina
Sonia narysowała Agę
Sonia narysowała Agę

Romina pozuje do zdjęciaRomina pozuje do zdjęcia

Dzieciaki znów pozują
Dzieciaki znów pozują
Kolacja w całej wielkiej obruścianej okazałaści
Kolacja w całej wielkiej obruścianej okazałaści

Pomagała w kuchni, wycierała naczynia i poznawała słówka kuchenne w farsi. Kobiety były bardzo jej ciekawe, Aga pokazywała rowerowe ciuchy, zwłaszcza spodenki z pieluchą się im spodobały. Tutaj kobiecy świat jest dość zamknięty, gdy oczy obcych nie widzą, często się dotykają, przytulają i raczej nie mają przed sobą tajemnic, bez ogródek oceniały Agi różne części ciałaJ i mówiły, że kobiety europejskie są piękne, za to one są „hard” – chyba chodziło o to, że są dość „kobiece”. Nie pozwolono nam spać w naszych śpiworach, tylko oddano nam sypialnię, a rodzice z małą Miriam spali na poduchach w salonie.

Dom był piękny – jasny salon wyłożony beżowymi dywanami, otwarty na dużą kuchnię i bardzo ciepły, za gorący. Musieliśmy prosić o wyłączenie ogrzewania w sypialni. Było bardzo miło, dzieciaki nie dawały chwili wytchnienia, a kobiety nie przestawały mówić. Mężczyźni w milczeniu dokładali klocki domina do pasujących oczek i próbowali się wyciszyć wśród domowego rodzinnego harmidru.

Góry w drodze do granicy
Góry w drodze do granicy
W drodze na granicę
W drodze na granicę
Tuż tuż
Tuż tuż
Tuż tuż
Tuż tuż
Ale jeszcze jedna serpentyna przed nami
Ale jeszcze jedna serpentyna przed nami
Prawie na górze
Prawie na górze
Ostatnie zakręty
Ostatnie zakręty
Do granicy jeszcze kilka zakrętów i kilka metrów do góry
Do granicy jeszcze kilka zakrętów i kilka metrów do góry

Irak

Irak

Tuż za granicą w Iranie, szczęśliwe miejsce, w którym poznaliśmy Rezę - naszego gospodarza w Piranshahr
Tuż za granicą w Iranie, szczęśliwe miejsce, w którym poznaliśmy Rezę – naszego gospodarza w Piranshahr
Serpentyny, ale tym razem w dół do Piranshahr
Serpentyny, ale tym razem w dół do Piranshahr
Piranshahr - panorama z serpentyn
Piranshahr – panorama z serpentyn
Reza i Mohamed grają w domino
Reza i Mohamed grają w domino
W domu rządzą kobiety
W domu rządzą kobiety

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 thoughts on “Piranshahr – granica Iracko-Irańska

  1. Widoki coraz lepsze, pozazdroscic… Tak z przyziemnych rzeczy w sobotę idziemy na koncert lao che do katowic . pozdrowienia – trzymajcie się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *