Opowieści Manalskie

Posted on Posted in Indie

Od 10 dni już tkwimy w Manali. Otwarcie drogi do Spiti Valley ciągle się przedłuża. Przełęcz Rothang codziennie wita setki hinduskich turystów, ale dalsza trasa nadal jest miejscami nieprzejezdna. Mimo nieplanowanego opóźnienia naszej podróży Manali okazało się dobrym miejscem na przerwę.

Widok z naszego lokum
Widok z naszego lokum

Zanim sprowadziliśmy się do Manali nawiązaliśmy kontakt z Olą, o której już wspominaliśmy w naszych wpisach. Okazało się, że przebywamy całkiem blisko siebie, więc czemu by tego nie wykorzystać? Manali było najlepszą ku temu okazją – to miasteczko znajduje się chyba na drodze każdego podróżującego w tych okolicach. Niestety nie udało się Oli zarezerwować pokoju w tym samym guest housie, w którym ona i jej towarzystwo zatrzymało się na dłużej, ale gdy tylko zrobiło się miejsce zamieszkaliśmy wszyscy razem. Ola i Piotr zaczęli wspólnie podróż w styczniu, aktualnie podróżują w różnych konfiguracjach. W ekipie w Manali znalazła się Emilie z Francji, Ilia i Misza z Rosji. Emilie zazwyczaj podróżuje sama, zamierza zatrzymać się na dłużej w Indiach, żeby popracować gdzieś w jakimś aśramie, potem zaś ma w planach odwiedzić Australię w podobnym celu. Ilia mieszka na stałe w Indiach, wynajmuje dom na Goa, a w czasie monsunu czasem spędza kilka tygodni w indyjskich Himalajach, a czasem gdzieś w Azji. Ilię Ola poznała na Goa przez Couchsurfing.

Aktualnie w naszym guest housie z całej rosyjsko-francusko-polskiej ekipy ostaliśmy się my i Ilia z Miszą. Kilka dni temu francuską część po stracie Emilie wypełniły dwie Paryżanki z Couchsurfingu, ale wyjechały dwa dni później. Zaczęły podróż dookoła świata miesiąc temu i nadal są w ciągłym pośpiechu i ruchu, żeby móc zobaczyć jak najwięcej. Z doświadczenia wszystkich ludzi, napotkanych gdzieś po drodze wynika, że ów pęd zmniejsza się wprost proporcjonalnie do długości czasu spędzonego w podróży. Po kilku miesiącach zmieniania krajów i klimatu podświadomie szuka się wygodnych lub po prostu ładnych miejsc na „pomieszkanie”, zaznajomienie się z tubylcami, witanie się z nimi idąc do sklepu, krótkie pogawędzenie o pogodzie… Ale wszystkich wędrujących po świecie łączy jedno – dziwne, ciekawe, niekiedy straszne opowieści z podróży. W Manali opowiedziano nam jedną z tych przerażających. Opisuje ona znajomego Oli, Hiszpana szukającego przygód wśród różnych społeczności z guru na czele. Kilka tygodni temu nawiązał w pociągu do Indore znajomość z pewnym „baba” grupy religijnej znanej pod nazwą Aghori Naaga. Członkowie Aghori Naaga oddają cześć głównie Shivie i wierzą, że tylko przez kontakt ze śmiertelnością mogą osiągnąć jedność z Bogiem. Stąd czasem mieszkają na cmentarzach, pokrywają ciała prochami ludzi, używają zwierzęcych i ludzkich kości w rytuałach, a ci bardziej zagorzali potrafią nawet wkładać skóry zmarłych. Najbardziej tajemniczą stroną ów społeczności jest jednak kanibalizm. Podobno niektórzy jeszcze praktykują ten „niecodzienny” zwyczaj. Indie kryją wiele rozmaitych odmian religijnych i sekt. Ta jednak jest całkowitym przeciwieństwem wierzeń hinduizmu. W głównej religii Hindusów istnieje podział między na to, co „czyste” i to, co „nieczyste”. Wszelki kontakt ze śmiertelnością należy do tej drugiej kategorii. Victor po namowach poznanego w podróży guru trafił do jego wioski. Po kilku dniach przebywania z tamtejszą społecznością, wypaleniu niejednych dziwnych odmian ziół wyraźnie coś go zaniepokoiło. W wiosce zaczęto organizować specjalną ceremonię z ogromnym ogniskiem. Przygotowano ogromny kocioł i zaczęto odprawiać dziwne rytuały. Nie wiadomo co dokładnie przestraszyło Hiszpana, ale ten w wyniku jakichś problemów zaryglował się w jednej z chat, prosząc telefonicznie o pomoc znajomych Oli. Zadzwonili na policję, żeby ta mogła zainterweniować i go uwolnić. Wszyscy twierdzą, że coś było na rzeczy, bo i Victor przejawiał oznaki jakichś strasznych emocji, i policja nie zwlekając zorganizowała poszukiwania, a następnie wielką obstawę miejscowej komuny Aghori Naaga. Obok historii wyjętych, jak z horroru, gromadzimy i te łagodniejsze, jak na przykład o warsztatach z hinduskimi kobietami organizowanymi przez naszą znajomą Niemkę Julię i jej współpracy z organizacjami społecznymi pracującymi z biedniejszą ludnością lub po prostu opowieści o odprężającym spokoju nabytym po kilku tygodniach medytacji vipassana. „W Indiach wszystko jest możliwe” – to słowa często powtarzane przez Olę i jej znajomych. Może rzeczywiście?:)

Ola z Emilie w naszym salonie
Ola z Emilie w naszym salonie
Kominek, a przed nim wygrzewający się Ilia
Kominek, a przed nim wygrzewający się Ilia
Z Misza i Ilią w naszej knajpce
Z Misza i Ilią w naszej knajpce

Niektórzy Manali po prostu nie lubią – wcale się temu nie dziwimy – w sezonie tzw. Old Manali jest zwyczajnie wypełnione do granic możliwości hinduskimi turystami, backpackersami zamieniającymi się w uczniów miejscowych guru lub podróżnikami chcącymi się tylko zabawić. Ale można znaleźć spokojną przestrzeń – po cichej stronie Manali, na wzgórzach lub w okolicznych wioskach. Na przeciągłe „zasiedzenie” nasze miejsce jest idealne – cichy guest house z kominkiem z widokiem na ośnieżone szczyty. Czasem dobiegają nas krzyki z dołu wiszących nad rwącą górską rzeką ludzi, ale nocą słychać tylko szum strumienia. Codziennie gromadnie chodzimy na śniadanie i obiad w to samo zaznajomione miejsce, międzyczasie przyrządzamy banany z czekoladą lub ziemniaki na żarze kominka i podpatrujemy wygrzewające się w cieple kominkowego ognia małe jaszczurki. Te czasem można poczuć w założonych już butach lub znaleźć między plecakami i sakwami. A z sufitu naszemu pięknemu lenistwu przyglądają się wielkie jak śródręcze czarne pająki. Wszyscy żyjemy tutaj w cichej symbiozie.

Codzienność w Manali
Codzienność w Manali

Indie

Samochód zawsze ma pierwszeństwo w Indiach
Samochód zawsze ma pierwszeństwo w Indiach
Rozrywki
Rozrywki…
...i wata cukrowa
…i wata cukrowa
Ta lepsza strona Manali - park nad rzeką
Ta lepsza strona Manali – park nad rzeką
Z dwoma Francuzkami
Z dwoma Francuzkami

Indie

Sara z Hindusem pozują do zdjęć
Sara z Hindusem pozują do zdjęć

Indie

Piknikowe miejsce
Piknikowe miejsce

Indie

Indie

One thought on “Opowieści Manalskie

  1. Bardzo fajny wpis i tak sobie myślę, że Manali zaliczyłbym chyba to tej lepszej części Indii. Przynajmniej tak sobie to teraz wyobraziłem 🙂 Co do tej strasznej historii, to może faktycznie coś było na rzeczy, a może kolega kolokwialnie mówiąc najarał się czegoś konkretnego 🙂 Tak czy owak warto zgłębić wiedzę o Aghori Naaga, ja na pewno tak zrobię!

    PS Próbowaliście medytacji vipassana? W Nepalu znalazłem bardzo fajne w miejsce, w którym można zamknąć się na 10 dni. Oczywiście za darmo i z widokiem na Himalaje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *