Oaza Majida

Posted on Posted in Oman

Kolejne dni były do siebie bardzo podobne. Nie zmieniały się ani krajobrazy, ani miasteczka. Upał też nie zelżał, a morze chłodziło tak samo, jak zawsze w czasie przerw. Codziennie mieliśmy do odrobienia pracę domową – przejechanie minimum 60 km i wypicie świeżego soku z Coffeeshopu. Jak pierwsza z nich wydawała się czasem niewykonalna, tak druga była głównym celem każdego dnia.

Najmłodsza z pociech naszego gospodarza
Najmłodsza z pociech naszego gospodarza

Raz jednak, w drodze do Maskat, nie udało się nam wykonać obu planów. Pomógł nam w tym Majid. Około 9 rano zatrzymał nas gdzieś w jednym z miasteczek na ulicy. Najpierw jechał za nami kilka minut, w ogóle nie dając żadnego znaku, powoli, nie narzucając tempa ani nie prosząc o zjechanie z asfaltu. Zatrzymaliśmy się trochę zirytowani, domagając się wyjaśnień. W samochodzie siedział brodaty Omańczyk z synkiem. Odsunął powoli szybę i zapytał, czy nie chcielibyśmy przeczekać upału w jego domu. Nie wiedzieliśmy co zrobić, jechaliśmy dopiero 3 i pół godziny, a przed nami jeszcze około 100 km do stolicy. Daliśmy się jednak namówić – wyobrażenie przerwy bez much w klimatyzowanym pomieszczeniu i zimną wodą zrobiło swoje.

Jechaliśmy jeszcze około 5 km. Na przywitanie dostaliśmy lodowatą wodę do wypicia i śniadanie w postaci pysznych omańskich racuchów, zwanych chyba „lalu”. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy i Majid oznajmił, ze zostawia nas samych, żebyśmy mogli odpocząć, zdrzemnąć się, wziąć kąpiel. Później będzie lunch. Nie mogliśmy uwierzyć w naszą wspaniałą sytuację. Nie dość, że było chłodno, mieliśmy jedzenia pod dostatkiem, nie byliśmy spoceni, to jeszcze nie męczono obowiązkami długiej kurtuazyjnej dysputy.

Około 12 do pokoju wszedł Majid z jedzeniem. Było tego stanowczo za dużo – dwa rodzaje ryb, lokalna baranina i ryż. Oczywiście nie zdołaliśmy zjeść wszystkiego, porcje były tak duże, że nawet po naszym posiłku wyglądały na prawie nieruszone. W jedzeniu omańskim czuje się wyraźny smak orientalnych przypraw, zwłaszcza kardamonu. Jedna z ryb została obtoczona przyprawami, papryką i upieczona, druga pływała w czerwonym sosie, tak jak baranina. Do wszystkich dań podaje się limonkę i obowiązkowo jogurt. A na deser – owoce.

Obiad
Obiad

Po obiedzie posiedzieliśmy trochę z dziećmi. Później Aga mogła wejść do zamkniętej dla obcych części domu i spędzić czas z najstarszą córką Fatimą. Córka Majida wypytywała Agę o wszystko, pokazywała zdjęcia z Omanu i rodziny, co zawsze stanowi gwarancję dobrej konwersacji. Rodzina to podstawa tutaj. Żal było nam opuszczać ten dom – był bardzo ciepły i baaardzo wygodny. Majid chyba na długo pozostanie w naszej pamięci, zwłaszcza, że jeszcze się z nim spotkamy w Maskat. Nie mamy wielu zdjęć z tej wizyty, ale ten dom zasługuje na osobny wpis. Omańska gościnność równa się z irańską, podobnie jest z hojnością, ale zrozumienie potrzeb rowerzysty jest wyjątkowo duże.

Córki Majida
Córki Majida
Majid ze swym przyjacielem
Majid ze swym przyjacielem. Zdjęcie przesłane za pośrednictwem Facebooka.

Spędziliśmy tam 6 godzin, po czwartej ruszyliśmy dalej już nie przyjmując zaproszenia na nocleg, za to w jednej z sakw wieźliśmy prezenty w postaci glinianego garnuszka i kadzidła – żywicy, którą od wieków Oman handluje z całym Bliskim i Dalekim Wschodem oraz Europą.

Drzewo kadzidłowe występujące tylko w Omanie, Jemenie i Somalii. W starożytności jego żywica była cenniejsza niż złoto
Drzewo kadzidłowe występujące tylko w Omanie, Jemenie i Somalii. W starożytności jego żywica była cenniejsza niż złoto

One thought on “Oaza Majida

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *