O co chodzi?

  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

   Pobudka o 6:30, szybki prysznic, kawa wypita w biegu. Godzinna podróż komunikacją miejską do pracy, latem luksus podróży na rowerze przez miasto. Osiem godzin za biurkiem, w międzyczasie jakiś lunch. Powrót do domu, coś na szybko do zjedzenia, potem książka, telewizor, codzienne obowiązki, czasem wyjście na miasto ze znajomymi. I tak przez kilka miesięcy, byle do urlopu. Wyjazd urlopowy dwutygodniowy, tak naprawdę zanim się zacznie to już się kończy, trochę takie jedzenie cukierka z opakowaniem. A ty czytasz te wszystkie blogi podróżnicze, wyszukujesz książki z relacjami z podróży i myślisz sobie, że też byś tak chciał i że na pewno tak kiedyś zrobisz, tylko jeszcze nie teraz, może za rok, może za dwa… Znasz to? No więc my to znamy bardzo dobrze, przerabialiśmy to przez kilka lat i zawsze było to coś, które trzymało nas w domu, a to niedokończone studia, a to brak pieniędzy, i tysiąc innych powodów które legną się jak króliki i straszą naszą wyobraźnię. Cejrowski w jednej ze swoich książek napisał, że jeżeli chcesz naprawdę podróżować to nic cię nie powstrzyma, jeżeli nie masz pieniędzy to sprzedaj lodówkę i telewizor, przecież w podróży nie będą ci potrzebne, a ja coraz bardziej rozumiem dosłowność tego przekazu.

Nastał rok 2013, to już chyba trzeci czy czwarty, w którym mieliśmy zacząć naszą podróż i w końcu stało się. W końcu termin wyjazdu jest stały, wypowiedzenie w pracy zostało złożone, coś na koncie udało się uzbierać. Teraz już można powiedzieć, że klamka zapadła i to zapadła tak, że nie można już jej podnieść. Rowery się składają, wertujemy strony internetowe w poszukiwaniu sprzętu na wyjazd, plan wyjazdu jest, bilety na 7 stycznia 2014 do Turcji już kupione, kierunek mniej więcej znamy, budżet już prawie dopięty na ostatni guzik. Pozostaje już tylko pożegnać się z rodziną i znajomymi i wsiąść do samolotu, ale to dopiero w styczniu.
Plan jest prosty, zaczynamy rowerami ze Stambułu w stronę Antalyi, potem południowym wybrzeżem do granicy z Iranem, dalej Teheran i szybko na południe żeby było cieplej. Oczywiście nie będziemy się upierać przy rowerach, jeżeli będzie zbyt zimno to przesiądziemy się w autobus żeby dojechać w cieplejsze okolice. Naszym założeniem jest dojechanie rowerami do Indii, tam podejmiemy decyzję czy nam się rowery na tyle podobają, żeby jechać dalej czy odsyłamy nasze rumaki do Polski i jedziemy dalej czym się da w stronę Nowej Zelandii i Australii. Tak naprawdę to nasza trasa wytyczy się sama, chcemy jechać tak gdzie nam się podoba, bez żadnych sztywnych ram. Nocować będziemy pod namiotem, czasem jakiś tani hostel, może czasem jakiś miejscowy zlituje się nad nami i zaproponuje nam nocleg. Życie na pewno zweryfikuje nasze plany, a tymczasem drogi czytelniku zapraszamy ciebie do podróżowania z nami. Być może, to co zobaczysz i przeczytasz na naszej stronie obudzi w tobie jakiś plan na najbliższe lata ;-)

3 myśli nt. „O co chodzi?

  1. Jerzy Trzciński - Dżezi

    Czesc Aga, pomysl super, bardzo zazdroszcze takiej podrozy, sam o czyms podobnym myslalem i marzylem. Na studiach byl przedsmak ale … . Pozniej byly praca, dom, praca … . Az wreszcie rozpoczalem swoje podroze po swiecie. Trwaja do dzis nieprzerwanie. Lubie ten smak planowania, przygotowan, wyczekiwania, niepewnosci. A najmilej wspominam kraj gdzie chcecie skonczyc – Nowa Zelandie, gdzie wloczylem sie po obu wyspach. Bede trzymal kciuki i sledzil wasza trase. A moze spotkamy sie gdzies, gdzie nasze trasy sie przetna ;) Mam plany w tamte strony. Powodzenia

    Odpowiedz
    1. zawsze pod wiatr Autor wpisu

      Dziękuję i pozdrawiam. Jeśli wszystko się uda po drodze, liczymy na jakieś azjatyckie lub jeszcze dalsze spotkanie!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>