Nepal

Posted on Posted in Nepal

– Ile trwa podróż autobusem do granicy z Nepalem?

– 20 godzin…. Odrzekł bez namysłu bileter w kasie dworca…

Nepal

Ruszyliśmy o 8 rano z dworca z Manali. Rowery i sakwy na dachu, a my w środku wśród wesołej gromadki Nepalczyków. Za oknem klimat zmieniał się bardzo szybko, a gdy tylko zjechaliśmy z wyższych gór zobaczyliśmy i poczuliśmy monsunowe powietrze. Najbliższe pagórki wydawały się być pokryte gęstą mgłą, a oddychanie na postojach było coraz trudniejsze. Jakoś przetrwaliśmy tłumy i bezwładne podskoki do sufitu autobusu i o 8 rano następnego dnia wysiedliśmy w przygranicznej w wiosce.

Do granicy wiodła wąska asfaltowa droga przez las, zamknięta na pewnym odcinku dla samochodów. Po przejechaniu „ścieżką rowerową” 15 km dotarliśmy do granicy, na której bezproblemowo zakupiliśmy za 100 dolarów wizę na 3 miesiące. Obierając Lumbini (miejsce narodzin Buddy) za pierwszy cel, zaczęliśmy przygodę z Nepalem.

Ścieżka do granicy, Nepal przywitaliśmy w deszczu
Ścieżka do granicy, Nepal przywitaliśmy w deszczu

Droga prowadziła głównie przez dżungle i pola ryżowe, więc gdy przyzwyczailiśmy się już do otoczenia, wydawała się nam miejscami po prostu nudna. Za to mieszkańcy wiosek, zwłaszcza ci najmniejsi, dostarczali nam rożnych rozrywek. Były to zwykłe pozdrowienia, ale i całkiem brane na poważnie wyścigi kolarskie:) Starsi uśmiechali się i na chwilę przystawali, żeby popatrzeć na dziwne, choć być może już im znane rowerowo-turystyczne zjawisko. Większość mieszkańców przydrożnych miejscowości para się rolnictwem. A ono w naszych oczach wydawało się żywcem wyjęte z XIX-wiecznych obrazów – wołu z drewnianą uprzężą, drewniane proste pługi i ręcznie wykonane sieci na drewnianej ramie. Wspaniały widok. Obraliśmy główną nepalską drogę, ale ruch samochodowy był znikomy. Była po prostu przedłużeniem granicznej „ścieżki rowerowej”. Podobnie przydrożne wioski były dla nas ciekawym doświadczeniem. Domy zbudowane były głównie z trzciny i gliny. Posiłki przygotowuje się na glinianych piecach, a pod trzcinowymi dachami czasem mogliśmy „chłodzić się” w ciepłym powietrzu rozdmuchiwanym przez elektryczne wiatraki. Niestety nie zawsze przerwa na posiłek oznaczała przerwę w koszmarnym monsunowym upale, bo w ciągu dnia kilkakrotnie i czasem na długo wyłącza się prąd. Przyzwyczaić się do gęstego i lepiącego powietrza nie zdołaliśmy, tak samo jak do wszędobylskiego ryżu. Mieliśmy go po dziurki w nosie, tak samo jak dhal, który proponowano nam na śniadanie, obiad i kolacje, zwłaszcza w mniejszych i bardzo prostych hotelikach. Na pierwszy rzut oka dieta Nepalczyka nie jest zbyt urozmaicona, co zaczynało nam trochę doskwierać, bo oprócz ryżu jada się chowmein (chiński makaron z warzywami lub mięsem) i momo (pierożki). Niestety nie różniło się to nazbyt od tego, co stanowi normalny posiłek dla mieszkańców górskich hinduskich stanów. Jedynym wybawieniem od nieznośnej diety to… pączki w smaku przypominające nasze polskie racuchy! Miła odmiana i powrót do rodzimych smaków w jednym.

Pola ryżowe
Pola ryżowe

Nepal

Nepal

Nepal

Udomowiony bawół chłodzący się w bagnie
Udomowiony bawół chłodzący się w bagnie

Nepal

Nepal

W każdej przekraczanej przez nas rzece kąpały się dzieciaki. Nawet dobra zabawa nie przeszkadzała im w dostrzeżeniu jakichś dziwnych rowerzystów...
W każdej przekraczanej przez nas rzece kąpały się dzieciaki. Nawet dobra zabawa nie przeszkadzała im w dostrzeżeniu jakichś dziwnych rowerzystów…

Nepal

Nepal

Nepal

Wyścigi
Wyścigi
Powrót ze szkoły
Powrót ze szkoły

Nepal

Poławianie.... czegoś...
Poławianie…. czegoś…

Pedałowanie ciążyło nam bardzo, skwar i wysoka wilgotność powodowały szybkie spadki formy i chwilowe momenty kryzysu. Z wytęsknieniem oczekiwaliśmy deszczu, który przecież powinien pojawiać się często… Gdzie te obiecane godzinne ulewy, stałe pory opadów? Podczas ostatniego tygodnia padało głównie nocą, choć nie każdą i raz w ciągu dnia. Przez rozległe niebo przewalało się mnóstwo cumulusów, a nad górami codziennie wisiały ciężkie granatowe i te deszczowe, a nad drogą – prawdziwy błękitny korytarz. Poziom wilgotności zmieniał się jednak. Przejeżdżając przez lasy nasze ciała pokrywała gruba warstwa potu, a ubrania momentalnie robiły się mokre. Po przejechaniu 200 km wilgotność zmalała, ale za to pojawiły się niewysokie góry, w których długie podjazdy w prażącym słońcu zwalały nas dosłownie z siodełek rowerów.

Zgodnie z mapą droga w pewnym miejscu miała przecinać Park Narodowy o dżunglowej roślinności. Ktoś po drodze wspomniał nam, że zamieszkuje go całkiem spora grupa tropikalnej zwierzyny, a na słowo „tiger” zadrżeliśmy z emocji:) Podobno jest ich 60, ale według miejscowego nastolatka, ludzie nie miewają z nimi problemów. Czasem tylko zdarzają się napaści na domowe bydło. My widzieliśmy tylko jakieś młode jelonki, małpy i mnóstwo dużych i barwnych motyli. Zbieraliśmy co ciekawsze egzemplarze nieżyjących już odwłoków z dobrze zachowanymi skrzydłami.

Leśny gąszcz
Leśny gąszcz
Wjazd do dżungli
Wjazd do dżungli
Takich zwierząt nie dostrzegliśmy...
Takich zwierząt nie dostrzegliśmy…
Droga w dżungli
Droga w dżungli
Ciekawy sposób na przewożenie młodych. Tutaj rower przydaje się do wszystkiego
Ciekawy sposób na przewożenie młodych. Tutaj rower przydaje się do wszystkiego

Nepal

Nepal

Przy wjeździe do dżungli lub na rogatkach miasteczek i wiosek zorganizowano małe punkty kontrolne obsługiwane przez wojsko. Nas nie zatrzymywano, ale samochody już tak. Nie jesteśmy pewni powodu ustawiania podobnych punktów, ale spotkany gdzieś po drodze Nepalczyk przyznał, że kilka lat temu nie było na tych terenach zbyt bezpiecznie. Niektóre okolice opanowane były przez lokalne gangi narkotykowe, może dlatego teraz kładzie się duży nacisk na kontrolę dróg? My natomiast czuliśmy się podczas tego pierwszego tygodnia dość swobodnie i bardziej komfortowo niż w Indiach. Może dlatego, że nie było tak dużo ludzi. Ci byli raczej przyjaźnie nastawieni, choć często próbowali oszukiwać podczas zakupów. Po drodze mijaliśmy wiele miejsc, które nadawałyby się na rozbicie namiotu, ale pogoda skutecznie nas odstraszała od takich pomysłów. Mieliśmy dużo problemów z temperaturą w pokojach z wiatrakami, co dopiero w dusznym namiocie na permanentnie podmokłej ziemi. Niestety właśnie przez hotele byliśmy zmuszeni pokonywać nawet 100 km dziennie bez dłuższej przerwy podczas najgorszych 40-stopniowych momentów dnia. Standard ich przypomina hotele hinduskie – od najgorszych pokoi z dziurawymi ścianami, blaszanym pokryciem, butelkami i śmieciami na podłodze i insektami na łóżkach po odremontowane, nowoczesne z klimatyzacją. Tych ostatnich jest stanowczo mniej. Na szczęście nie byliśmy w tak dramatycznej sytuacji, żeby zatrzymywać się w tych ze słomą wychodzącą spod podłogi i szczurami skaczącymi sobie beztrosko po poplamionym nie wiadomo czym materacu, ale zdarzyło się nam spać w odmalowanej stajence na tyłach wioski 🙂 Nasza moskitiera zazwyczaj pełniła pierwszą rolę w przygotowaniach do snu. Komarów i much jest tak dużo, że nie jesteśmy w stanie zasnąć z powodu licznych kłujących ataków. No cóż, nasz namiot jest teraz balastem, ale być może będziemy mogli z niego korzystać w górach. Czomolungmo – nadchodzimy!

Nasze wiejskie lokum. Gospodyni była bardzo wylewna, niestety nie rozumieliśmy jej ni w ząb. Mimo tego mówiła raczej o uniwersalnych rzeczach - po gestykulacji zrozumieliśmy, ze jest bardzo chora, bolą nogi, gryzą komary, a sąsiad jest niemiły :)
Nasze wiejskie lokum. Gospodyni była bardzo wylewna, niestety nie zrozumieliśmy większości jej długiej opowieści. Mimo tego mówiła raczej o uniwersalnych rzeczach – po gestykulacji wyczuliśmy, ze jest bardzo chora, bolą nogi, gryzą komary, a sąsiad jest niemiły 🙂
Wiejskie otoczenie naszej "stajenki"
Wiejskie otoczenie naszej „stajenki”

Nepal

Stalin czuwa....
Stalin i reszta nadal czuwają….
A po drodze spotkaliśmy bardzo miłego Chińczyka zmierzającego w stronę naszej zachodniej granicy z Indiami
A po drodze spotkaliśmy bardzo miłego Chińczyka zmierzającego w stronę naszej zachodniej granicy z Indiami…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *