Najfajniejszy nocleg namiotowy w naszej podrózy

Posted on Posted in Turcja

Rano w składziku małżeńskim, jak nazwaliśmy nasz pokój obudził nas deszcz. Znowu wstaliśmy o 6 i czekaliśmy na przerwę w opadach żeby ruszyć dalej. Na szczęście właściciele przybytku zaopatrzyli nas w termos gorącej herbaty na noc, który zostawiliśmy sobie na śniadanie. Start znowu przesunął się na 9 przez pogodę, ale tym razem już chmur było dużo mniej i wyglądało na to, że dzisiaj zrobimy więcej kilometrów niż marne 35 poprzedniego dnia. Widoki po naszej prawej stronie były coraz ciekawsze, droga przypominała trochę tę w Chorwacji wzdłuż Adriatyku.

Widok z góry gdzieś po drodze
Widok z góry gdzieś po drodze

[wp_ad_camp_1]

Serpentyny i piękne widoki, za to zdecydowanym minusem okazały się podjazdy. Trochę już jesteśmy zahartowani, ale mimo wszystko rower pod 2 kilometrowy podjazd z bagażem trzydziestokilogramowym prowadzi się ciężko. Tego dnia padało dużo mniej niż poprzedniego, ale mimo wszystko 25 kilometrów przed Selcuk musieliśmy spasować. Nie pomogły nawet pyszne mandarynki, które kupowaliśmy od ogrodników w przydrożnych sadach. 1,50 liry za kilogram mandarynek prosto z drzewa to naprawdę rozkosz. Sprzedawcy oczywiście kilogram traktują jako rzecz umowna i zazwyczaj dokładają od serca owoców, tak, że na wadze wskazówka zatrzymuje się w okolicach dwójki. Taka mała promocja. Przez całą drogę doskonaliłem sztukę obierania mandarynek i pomarańczy jedną ręką. Przy drugim kilogramie szło mi już całkiem nieźle. Jeżeli chodzi o tureckie mandarynki to musze przyznać, że są wyborne. Smakiem w ogóle nie przypominają mi tych kupowanych w Polsce. Owoce są zupełnie miękkie i gdybym kupował je w Polsce to po dotyku uznałbym, że są niedobre i zepsute.

Tego dnia udało się nam zrobić „aż” 65 kilometrów, a na nocleg wybraliśmy skarpę przy drodze z widokiem na morze. Zanim jednak rozbiliśmy namiot, Aga w czynie społecznym wysprzątała ze śmieci całą naszą polankę. Niestety tureckie okolice dróg są dosłownie usłane wszelkiego rodzajem śmieci, a królują oczywiście reklamówki, torebki i puste butelki PET. Trzeba przyznać, że nasz nocleg był iście królewski, takie widoku z namiotu jeszcze nie mieliśmy w czasie naszej podróży. Oby więcej takich noclegów.

Zbliżamy się coraz szybciej do południowego wybrzeża Turcji i coraz bardziej niepokoją nas ceny. W każdym mijanym przez nas miasteczku ceny są coraz wyższe. Aż strach pomyśleć co będzie się działo w Antalyi, chyba ominiemy to miasto, albo przejedziemy tranzytem. Widać też, że Turcy w tej części kraju są coraz bardziej interesowni. Raczej nie wzbudzamy już takiego zainteresowania jak jeszcze 100 kilometrów wcześniej, co świadczy o przyzwyczajeniu do widoku turystów. W jednej z przydrożnych herbaciarni właściciel powiedział nam, że w tych okolicach większość domów jest wykupionych przez niemieckich emerytów. Może to jest prawdziwy powód tej odmiany.

Najfajniejsze miejsce na namiot w naszej podrózy
Najfajniejsze miejsce na namiot w naszej podróży
Widok z naszej skarpy
Widok z naszej skarpy

[wp_ad_camp_1]

Gdzieś po drodze
Gdzieś po drodze
Kasza już dochodzi na palniku, czas na smażoną cebulkę
Kasza już dochodzi na palniku, czas na smażoną cebulkę

 

 

 

One thought on “Najfajniejszy nocleg namiotowy w naszej podrózy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *