Na Północ od Perth

Posted on Posted in Australia

Północne wybrzeże Zachodniej Australii dysponuje mnogością atrakcji, od kolorowych raf z rekinami, przez półpustynne krajobrazy, po busze z wysokimi eukaliptusami. Jadąc wzdłuż wybrzeża można zatrzymać się gdziekolwiek i otworzyć szeroko oczy ze zdziwienia, a nawet zachwytu. Po drodze na Północ ciągle mija się parki narodowe zapraszające na jakieś naturalne widowisko. W jednych wchodzi się w głąb ot tak, do innych kupuje się bilety. Zaznaliśmy dzikiego buszu, ale ciągle tego turystycznego. Ale i tak było ciekawie.

Australia

Park Nambung obiecywał dużo. Po kilku namowach znajomych ruszyliśmy prześledzić wapienne twory na pustyni, zwane po prostu pinaklami, czyli ostro zakończonymi sterczynami. Zaopatrzyliśmy się w wodę i krem z filtrem, ale żeby „eksplorować” kamienne wieżyczki nie trzeba nawet wychodzić z samochodu. Po wydmach jeździ się wytyczonymi przez kamienie i drogowskazy drogi i ogląda wszystko przez szybę (jeśli ktoś ma klimatyzowany samochód:) Czasem można się zatrzymać i pochodzić z plecakiem po piaskowych bezkresach. Fajnie? No niekoniecznie, ale dla leniuchów z kanapką w ręku idealnie. Posłusznie okrążyliśmy wydmy i ruszyliśmy do muzeum. Tam podobało się nam bardziej, zawsze dobrze się bawimy w małych australijskich muzeach. Jakoś często historia danego terenu uderza w naszą wyobraźnię. Oczywiście zahacza o Aborygenów, trujące rośliny, dziwne zwierzęta i podbój „białych”. W Australii historia kontynentu i jej późnych odkrywców wydaje się ciągle świeża, jakby początki ekspansji na ten dziwny kontynent miał się wydarzyć dopiero co.

Droga na wydmach w parku Nambung
Droga na wydmach w parku Nambung
Pinakle
Pinakle

Pinakle utworzyły się w Epoce Lodowcowej, ale wyeksponowane zostały dużo później. Do tej pory nie odnaleziono jednego rozwiązania zagadki ich powstania. Okolica parku jest wyjątkowa, podobno rośnie tutaj ogromna liczna trujących, charakterystycznych dla Australii roślin. Nie wiemy, jak je rozpoznać, ale park rzeczywiście parzy od samego patrzenia.

Australia

Australia

Roślinność przez większość drogi na Pólnoc od Perth była taka:

Spalona przez pożary
Spalona przez pożary

Lub:

Australia

Karłowate krzewy, jakieś pnącza obrastające ziemię, „black boby”, a wśród nich… wreszcie! To, na co czekaliśmy bardzo długo – zwierzęta. Przez pierwszy miesiąc widzieliśmy tylko raz dwa kangury, nie licząc zabitych przy drodze i ostrzegającymi przed nimi znaków. Ale nagle zaczęto nas ostrzegać przed emu i kolczatkami. Kolczatki były najbardziej pożądane przez Agę. Dla niej było to wręcz marzenie od czasów podstawówki. Niestety widziała tylko wypchane w muzeum, ale dzikie emu jednego dnia pokazywały nam się cały czas. Są ogromne i bardzo płochliwe, ale nic sobie nie robią z drogowego hałasu.

Australia

Australia

Australia

Australia

Koali jest trochę mniej i ze względu na ich upodobania dostrzec trudniej. Żyją wysoko w lasach eukaliptusowych albo w zoo. Do zoo raczej nie było nam spieszno, ale nadarzyła się okazja, żeby je podglądnąć w naturalnym środowisku. Oczywiście w parku narodowym. W Yanchep można spędzić cały dzień. Ludzie tam biegają wokół jeziora, piknikują z kangurami, oglądają pelikany i różowe papugi. Oczywiście infrastruktura niebywała, ale nie przeszkadza w ogóle leniwym, puchatym miśkom. Koale chyba zawsze rozczulają. Trafiliśmy akurat na ich śpiące trawienie, mogące trwać bardzo długo. Liście eukaliptusa nie są zbyt pożywne, stąd ten wspaniały, godny pozazdroszczenia koali leniwy żywot. Czasem wyciągną łapkę, obrócą brzuch, przekręcą pyszczek na drugą stronę gałęzi, żeby znów zamknąć oczy i trawić dalej.

Czy go widzicie?
Czy go widzicie?
A tego?
Ten nie chciał spojrzeć
Za to ten czasami otwierał jedno oko
Za to ten czasami otwierał jedno oko
A ten nad wyraz leniwy
A ten nad wyraz leniwy
Koali nigdy dość
Koali nigdy dość
Kangury
Kangury
Kangury na polu golfowym
Kangury na polu golfowym
Z papugami
Z papugami

Australia

A to najmniejsze z dzikiej fauny - kokon gąsienicy motyla, żywiącej się tylko liśćmi rdzennej rośliny Australii. Wieszają swe kokony często w pobliżu na kłujących łodygach black boba, traktując je jako naturalną ochronę
A to najmniejsze z dzikiej fauny, jakie udało się nam sfotografować – kokon gąsienicy motyla, żywiącej się tylko liśćmi rdzennej rośliny Australii. Często zawieszone są w pobliżu swojego krzewu na kłujących łodygach black boba, traktując je jako naturalną ochronę

Do Guilderton wracaliśmy kilka razy. Jest to małe, bardzo wietrzne miasto położone nad rozlewiskiem rzeki Moore. Jej kolorów trudno zapomnieć. Można łowić tam ryby i kąpać się. Do wyboru ma się ciepłą wodę Oceanu Indyjskiego lub jeszcze cieplejsze rzeki Moore. Nam wystarczała trawa na jej brzegu i za przykładem koali leniwe przysypianie. Ciągle nie możemy się nadziwić naszego trybu życia. Instynktownie wybieramy miejsca, w których bezpiecznie możemy poleżeć, usiąść i wyciągnąć nogi z książką na kolanach. Coś strasznego, a najgorsze jest to, że nie pragniemy niczego więcej. Najwyraźniej świat usportowionych surferów do nas nie trafia, za to do codzienności kudłatych torbaczy jakby bliżej.

Rzeka Moore
Rzeka Moore

Australia

Australia

Chwilowo rowery przenieśliśmy na dalszy plan
Chwilowo rowery przenieśliśmy na dalszy plan
Ale też chwilowo oddajemy się uciechom życia i gnuśniejemy. Też jest fajnie!
Ale też chwilowo oddajemy się uciechom życia i gnuśniejemy. Też jest fajnie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *