Mugla i 3 spaniele Bulanda

Z wymianą dętki uporaliśmy się w tempie ekspresowym. Na szczęście wszystko co potrzebne do wymiany mam w małym worku doczepianym do głównej sakwy.  W drogę ruszyliśmy jeszcze przed 9 rano, całkiem dobry czas jak na start z małym rowerowym serwisem o poranku. Ta noc na stacji w okolice miejscowości Cine była prawdopodobnie najzimniejszą nocą w czasie naszej dotychczasowej podróży. Rano termometr wskazywał tylko 4 stopnie i w nocy prawdopodobnie było około 0 stopni Celsjusza. W czasie pakowania bagaży oboje wyciągnęliśmy zimowe rękawiczki, w końcu do czegoś się przydały. Dzień rozpoczęliśmy w dobrych humorach i nawet góry na horyzoncie nie zdołały nam ich popsuć. Postanowiliśmy do wieczora dojechać do Mugli, ambitny plan jak na nas, prawie 70 kilometrów. Po drodze zwątpiliśmy kilkakrotnie.

Ciężko po tych górkach

Ciężko po tych górkach

Droga do Mugli okazała się bardzo górzysta, co chwila na poboczu mijaliśmy kolejne znaki informujące o procentowym nachyleniu i długości podjazdu w kilometrach. Tego dnia większość zrobionych kilometrów było pod górę. Na szczęście kondycja nasza jest już nieco lepsza i walczyliśmy tylko z ogólnym zmęczeniem i bólem mięśni. Po drodze stwierdziliśmy, że kilka ostatnich nocy dało nam się mocno we znaki i jeżeli do wieczora żaden z hostów nie odpowie w sprawie noclegu w Mugli, to zrobimy sobie przerwę w naszej podróży na regenerację i pranie w jakimś tanim hotelu w mieście. Jak na razie tylko raz, pierwszej nocy w Stambule zapłaciliśmy za nocleg, więc chyba zasłużyliśmy na odrobinę luksusu w postaci hotelu, prawda?

Do Mugli wjechaliśmy ostatkiem sił o zachodzie słońca. To był naprawdę wyczerpujący dzień. W ogóle nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po tym mieście, ponieważ nasz przewodnik uznał, że Mugla nie jest na tyle interesującym miejscem, aby o nim cokolwiek wspominać.

W takich przypadkach zazwyczaj korzystamy z niezawodnej kopalni wiedzy o Turcji – portalu Turcja w Sandałach www.turcjawsandalach.pl – jednak w tym wypadku brak internetu uniemożliwił nam zaczerpnięcie jakiejkolwiek wiedzy.

Ostatni podjazd do miasta wyssał z nas resztkę sił, na pierwszym rondzie zatrzymaliśmy się, żeby zapytać taksówkarza o jakiś hotel, ale pan taksówkarz na pytanie „Is there any cheap hotel in Mugla?” kręcił głową i dawał nam do zrozumienia, że w Mugli nie zna żadnego hotelu co się nazywa „cheap” ;-)

W pierwszym napotkanym hotelu pan recepcjonista pomylił nas z niemieckimi turystami z kartami kredytowymi o nieograniczonym limicie. My jednak podziękowaliśmy za pokój za 130 lir i pojechaliśmy szukać innego miejsca. W momencie dostrzeżenia hotelu, poleconego przez kogoś na ulicy, drogę zatarasował mi samochód, z którego wysiadł mężczyzna machający energicznie w moim kierunku ręką. Aga utknęła w korku gdzieś ulicę wcześniej i zanim zdążyła dojechać do mnie, już miły człowiek prowadził nas do swojego domu. Buland jako wielbiciel rowerów i członek miejscowej rowerowej organizacji przejechał niemało kilometrów w Turcji, jak i w Europie, a nawet Stanach Zjednoczonych. Jest patologiem sądowym, pracował między innymi w Bośni tuż po wojnie w Jugosławii. Jego żona jest antropologiem, ale świetnie radzi sobie również w kuchni, bo kolacji, którą dla nas przygotowała, długo nie zapomnimy. Dla pełni szczęścia Agi zostaliśmy oprowadzeni po zabytkowym 200-letnim domu, niedawno odrestaurowanym i zakonserwowanym. Zabytkowa stolarka została w pełni zachowana, a brakujące elementy świetnie wpasowane w oryginał z czytelnymi ingerencjami. Ściany bielone wapnem, jak wszystkie zabytkowe domy w Mugli. Chyba czegoś można się nauczyć od tureckich konserwatorów. Miasto położone jest oczywiście na wzgórzach, bielone uliczki pną się w górę, czasem w dół, tworząc biały labirynt. Nie ma w nim przemysłu, tylko okoliczne gaje oliwne i wytwórnie oliwy. Stare miasto jest pod opieką konserwatorską i nikt nie może zmieniać charakterystycznych kominów, czy drewnianych bram jagnięcych (chyba tak je można przetłumaczyć) bez zgody urzędu. Wrota owe zresztą nasycone są symboliką gościnności – kiedyś kołatano do nich w charakterystyczny sposób zależnie od tego, kto chce wejść. Jeśli było słychać częste kołatanie, oznaczało to przybycie dzieci. Jeśli przeciągłe – gość. Przechadzając się z Bulandem i jego trzema cocker spanielami po mieście, naliczaliśmy kolejne „kawiarnie” dla mężczyzn grających w tryktaka (tavla), „rumikuba” albo w karty, zwiedzaliśmy karawanseraj, małe meczety, sklepy rowerowe. Każdy z nas prowadził jednego psa, Adze trafił się senior cockerowego rodu, ja spacerowałem chyba z matką, Buland hamował zapędy najmłodszego. Dobrze było nam w Mugli.

Widoki z siodełka roweru

Widoki z siodełka roweru

Dom w którym zamieszkaliśmy w Mugli

Dom w którym zamieszkaliśmy w Mugli

Mugla na spacerze

Mugla na spacerze

Trzy spaniele Bulanda i my

Trzy spaniele Bulanda i my

Wąskie, białe uliczki Mugli

Wąskie, białe uliczki Mugli

Spacer po Mugli

Spacer po Mugli

Miasto, którego nie ma w przewodniku

Miasto, którego nie ma w przewodniku

 

Zdecydowanie polubiliśmy to miasteczko

Zdecydowanie polubiliśmy to miasteczko

Poznajcie Bulanda

Poznajcie Bulanda

 

 

 

 

 

8 myśli nt. „Mugla i 3 spaniele Bulanda

  1. Rodzynki Sułtańskie

    Muğla to rejon bardzo turystyczny (Bodrum, Marmaris blisko) i nie dziwi, że o tanie hotele trudno. Ja bardzo miło wspominam to miasto. A przewodnik macie kiepski! Bo to spore miasto i ciekawa okolica.

    Odpowiedz
    1. zawsze pod wiatr Autor wpisu

      Jednak do Morza jeszcze 70 km, więc o tani hotel nie powinno być trudno. To była reakcja na pytanie How much?, prawdopodobnie pana managera poniosło trochę ;-) Teraz nad samym morzem w Fetihye znalezlismy za 45 lir za dwojke z aneksem. A z przewodnikiem juz nic nie zrobimy, musi z nami dojechac do Silopi ;-)

      Odpowiedz
  2. Evagor

    Bogowie, gratuluje wam podjazdów pod górkę, ja się przy cieplejszej pogodzie wybieram w Bieszczady (pierwsza moja wielodniowa wyprawa rowerowa) i dosyć mocno boję się tych górek. A jadę praktycznie na sam kraniec Polski, do Ustrzyk Górnych.

    Odpowiedz
    1. zawsze pod wiatr Autor wpisu

      Trzymamy kciuki. Ustrzyki Górne i Bieszczady to nasze ulubione miejsce w polskich górach. Bardzo polecamy nocleg w stodole dwa domy za kościołem ;-)

      Odpowiedz
      1. Joanna

        Nie omińcie na trasie Side – jak tam klimatycznie jest! Ja chcę do Was:) Pozdrawiam i sił w nogach!

        Odpowiedz
  3. Paprykova

    Mili Podróżnicy
    Jesteście w „moich stronach”:))) co prawda tylko wakacyjnych stronach ale jednak. W Fethiye mieszka Dobra Dusza „wyemigrowana” z Polski. Proszę ukłonić się żółwiowi w porcie i pozdrowić „żywopłotowe” delfinki w marinie:))))
    Bezpiecznego podróżowania
    Magda

    Odpowiedz
  4. Tripciak gloBus

    Hej,

    ale wam zazdroszczę wyprawy :) my na wiosnę jak tylko zrobi się cieplej planujemy ruszyć na południe, ale górskimi szlakami, a pod koniec wakacji na zachód ;) Fajnie poczytać o waszych przygodach, jak najmniej dziur w dętkach życzę :)
    Pozdrawiam
    Bartek z Tripciak gloBus

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>