Motowyprawa do Leh

Posted on Posted in Indie

Po rowerowym niepowodzeniu potraktowaliśmy Leh ambicjonalnie. Po prostu musieliśmy tam pojechać. Do końca wizy pozostało nam niespełna dwa tygodnie. Rowerami nie udałoby się nam zdążać przed upływem ważności wizy i w tej sytuacji wypożyczenie motocykla stało się oczywistością. Wybór był łatwy – tradycyjny tutaj Royal Enfield Classic 350. W Manali można go wypożyczyć za 1000 rupii dziennie (czyli około 50 zł). Motocykl z większym silnikiem o pojemności 500 cm3 kosztuje 1500 rupii. Przed odbiorem motocykla właściciel chce mieć pewność, że użytkownik zaopatrzy się w niezbędne części zamienne i eksploatacyjne. W związku z tym odbyłem przymusową wycieczkę po sklepach motoryzacyjnych, aby w obecności właściciela zakupić dętkę, olej, świecę; linki i zapinki dostałem w prezencie. Przed wyjazdem należy się zaopatrzyć w kanistry z paliwem, ponieważ po drodze nie ma możliwości tankowania. Pozostało nam tylko dopasować nasze rowerowe sakwy do stelaży maszyny, spakować się i ruszyć w drogę wraz z Miszą, zapaleńcem ów trasy oraz Amerykanami Joshem i Reedem. Najlepiej w drogę do Leh ruszyć w motocyklowej grupie, zwłaszcza że Royale są dość awaryjne i w przypadku problemu z jednym motocyklem, drugim można udać się po pomoc.

Indie

Ruszyliśmy o 6 rano. Pierwszy etap drogi był nam dobrze znany. Te same lawiny, te same wyboje, kamieniste drogi i rwące strumienie. Motocykl dzielnie pokonywał każde przeszkody. Niestety wraz z ubywającymi kilometrami nasze Royale płatały nam coraz większe figle.

Trasa z Manali do Leh przekracza pięć przełęczy – osławiony już Rothang (3980 m n.p.m.), ośnieżona Baralacha (4894 m n.p.m.), niepozorna Nakee (4740 m) i oddalona od niej o 10 km Lachulung (5065 m) oraz najwyższa Tanglang (5360 m). Moglibyśmy opisać ze szczegółami każdy odcinek całej drogi, dobrze pamiętamy, gdzie jest asfalt, a gdzie szutr, w którym miejscu znajduje się przeprawa przez strumienie oraz którą przełęcz najlepiej pokonywać rano, czy wieczorem z powodu roztopów i tworzących się wartkich strumieni. Krajobrazy często zmieniają postać – od ośnieżonych szczytów, przez zielone doliny po pustynne, dotknięte erozją twory skalne wiszące nad żłobiącymi rozlewiskami rzek. Jest to wielki barwny spektakl, w którym główne role grają szczyty i chmury. A dzięki wspomnianym już awariom mieliśmy dużo czasu na podziwianie przedstawienia.

Indie

Indie

Indie

Indie

Indie

Indie

Zaczęło się już przed Rothang w czasie szybkiej przerwy na czaj i obrzydliwy omlet. Niefrasobliwie postawiony motocykl na piasku przewrócił się rozbijając przednią lampę. Niestety był to nasz Royal. Rozbite „oko” denerwowało na tyle, że musieliśmy wymienić szkło w miejscowości Keylong, jedynym miejscu na całej trasie, w którym można naprawić ewentualne usterki. Ale za nim dotarliśmy do mechanika, na rogatkach miasteczka policja urządziła sobie polowanie na zachodnich motocyklistów, szczególnie tych, którzy jeżdżą bez kasku, a ich nie brakuje. Ja swojego nie wziąłem, bo te otrzymane od właściciela były po prostu za duże. Tak więc wlepiono mi mandat w wysokości 100 rupii. Nie zabolało. Po papierkowych zmaganiach policjantów puszczono nas dalej bez zbędnych nakazów, zakazów, pouczeń i… nadal bez kasku:). Prawa jazdy na szczęście nie sprawdzano, bo ani Misza, ani Josh i Reed takowego nie posiadają. Łatwo jednak nadrobić zaległości za pomocą niektórych programów komputerowych:). Inaczej jest z umiejętnościami jeżdżenia na motocyklu. Historia motocyklowa Amerykanów jest godna podziwu – jeździć na skuterze nauczyli się dwa miesiące temu w Nepalu, na „Royala” wsiedli właściwie tuż przed wyjazdem do Leh. A droga nie jest łatwa… Trzeba było ich zobaczyć tuż po pierwszej przeprawie przez rumowisko lawiny – miny bezcenne, a radość przeogromna, a i bez strachu się nie obyło, bo Joshowi przewrócił się motocykl w trakcie przejazdu przez rzekę.

Josh przed przejazdem przez rumowisko lawiny
Josh przed przejazdem przez rumowisko lawiny
Pierwsze awarie
Pierwsze awarie

Następnego dnia awariom nie było końca. Najpierw odmówił posłuszeństwa motocykl Reeda. Maszyna za nic w świecie nie chciała się uruchomić. Na szczęście byliśmy w górach i wystarczyło puścić się drogą w dół, żeby odpalić silnik „na pych”. Gdy wszyscy byli już gotowi do drogi, silnik naszego motocykla po prostu zgasł. Odpalanie „na pych” nie przyniosło skutku i dopiero wymiana świecy pozwoliła kontynuować dalszą trasę. Straciliśmy kilka godzin, a przed drugą przełęczą kolejne – motocykl Josha po prostu stracił moc i nie był w stanie wyjechać pod górę. Zorganizowaliśmy sobie mały mechaniczny punkt z widokiem na ośnieżone zbocza gór. Najpierw wydawało się nam, że to świeca, potem musieliśmy uszczelnić gumę doprowadzającą powietrze do gaźnika, ale ostatecznie okazało się, że motocykl Josha potrzebował więcej powietrza na tej wysokości. Zresztą jak my wszyscy. Z powodu tych wszystkich problemów nie zdołaliśmy ujechać daleko i tuż za przełęczą przenocowaliśmy w Sarchu powyżej 4000 m. Sarchu jest to właściwie punkt kempingowy, w którym można zatrzymać się w jednym z wielu wojskowych namiotów lub specjalnie wybudowanych budach z blachy. Koszt za jedno łóżko waha się od 100 do 500 rupii. Aga cierpiała żołądkowo, ale szybko zasnęła, za to my mieliśmy dużo problemów ze snem. Na tej wysokości jest to dość normalne. W nocy po prostu budzi się łapiąc dodatkowe hausty powietrza albo nie śpi się w ogóle, niektórzy są męczeni przymusowymi wycieczkami do toalety, a jeszcze inni pragnieniem.

1-_DSC0523

Himalajski świstak...
Himalajski świstak…
Reed pod przełęczą Nakee
Reed pod przełęczą Nakee
Pod Nakee
Pod Nakee
Piach i pył przy wjeździe na Lachulung
Piach i pył przy wjeździe na Lachulung

Sarchu położone jest w rozległej zielonej dolinie. Droga tutaj jest głównie asfaltowa, to chyba najprzyjemniejszy odcinek całej trasy. Ale tuż przed przełęczą Nakee zaczyna się ten najgorszy – pofalowany, wiecznie zakurzony i kamienisty. Najszybciej poruszał się Misza na własnym Royalu o pojemności 500. Najgorzej radził sobie motocykl Josha, który dzielnie, acz bardzo powoli radził sobie z kamienistymi podjazdami. Mimo naszej dwójki na jednej maszynie, Royal sunął jak czołg, czasem zapewniając Adze dodatkowe atrakcje w postaci fruwania i niestety bolesnego spadania.

Ostatnią i najwyższą przełęcz postanowiliśmy zostawić sobie na następny dzień. Tuż przed podjazdem zatrzymaliśmy się w małym obozowisku z zagrodą dla kóz i owiec. Spaliśmy w białej jurcie wyłożonej materacami i kocami. Jedynym mankamentem była toaleta bez drzwi, ale za to z widokiem na całą dolinę ze stadami zwierząt. Ta noc była już bardziej udana. Czasem tylko, przekręcając się na drugi bok, trzeba było zaczerpnąć więcej powietrza. Niestety następnego dnia dużą wysokość odczuł Reed, ale mimo senności i początków apatii udało mu się dojechać do Leh.

Dolina
Dolina
Chowmain w drodze...
Chowmain w drodze…
Wnętrze jurty
Wnętrze jurty
Toaleta z widokiem na góry, szkoda, że również z widokiem na załatwiających pewne potrzeby
Toaleta z widokiem na góry, szkoda, że również z widokiem na załatwiających pewne potrzeby
Kolejna awaria. Tym razem Reed postanowił odpalić motocykl "na pych", ale zjeżdżając wgłąb piaszczystej doliny
Kolejna awaria. Tym razem Reed postanowił odpalić motocykl „na pych”, ale zjeżdżając wgłąb piaszczystej doliny

Indie

Indie

Tanglang
Tanglang
Za Tanglang
Za Tanglang

Indie

Do Leh było już niedaleko, po drodze mijaliśmy kilka górujących nad drogą buddyjskich gomp i wiosek z tybetańskimi mieszkańcami. W jednej z nich odbywał się festiwal z Dalaj Lamą. Niestety nie udało się nam dostać na festiwal, bo nasze paszporty czekały w agencji na jeszcze inne pozwolenia, o którym napiszemy w innym wpisie. Właśnie z powodu festiwalu Leh było zatłoczone, a ceny hoteli dość wysokie. 1000 rupii to stanowczo za dużo, ale do przyjęcia, gdy dzieli się koszt na trzy osoby. Czas w Leh spędziliśmy głównie na naprawach motocykli, ale też całkiem towarzysko. Przypadkowo spotkaliśmy Ilię i Piotrka, którym udało się dojechać do Leh dzień wcześniej niż my i Dominika, Czecha, którego poznaliśmy jeszcze w Shimli. Leh nie jest duże, ale trzeba mieć szczęście, żeby kogoś  przypadkowo napotkać, bo indyjskie karty sim w tym regionie zwyczajnie nie działają.

Lato - wioska wśród różowych skał
Stupa w Lato – wioska wśród różowych skał
Zielona tarasy w dolinie w jednej z wiosek
Zielona tarasy w dolinie w jednej z wiosek
f
Gompa w Leh
Przy mechaniku w Leh...
Przy mechaniku w Leh…

Indie

Indie

Na festiwal !
Na festiwal !

Indie

One thought on “Motowyprawa do Leh

  1. z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg relacji i teraz jestem już pewna jak będzie wyglądać mój początek trasy po powrocie do Indii 🙂 Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *