Ludzie tego miasta

Posted on Posted in Australia

Perth, stolica stanu Zachodnia Australia, nowoczesne miasto o liczbie ludności 1.300.000 (dane z 2010r.) Sami Australijczycy mówią, że wybudowane jest pośrodku niczego. Trudno się nie zgodzić skoro następne co do wielkości miasto w tym stanie, Bunbury liczy sobie 65 tys. mieszkańców i oddalane jest od Perth o 2 godziny jazdy samochodem. Sam stan Zachodnia Australia jest osiem razy większy od Polski. Osiem razy! A mieszkańcy? 2 miliony. To tak jakby wszystkie osoby zameldowane w Warszawie rozrzucić pomiędzy Lizboną, a stolicą Polski. Perth jako miasto nie robi wielkiego wrażenia na osobach, które widziały inne metropolie na świecie, ścisłe centrum to kilka wieżowców, na piechotę można to całe „downtown” przejść w pół godziny, oczywiście pod warunkiem, że ktoś ma wystarczająco dużo samozaparcia, bo Perth zostało stworzone głównie dla kierowców i o chodniki ciężko (poza centrum) … taki amerykański styl.

Centrum miasta
Centrum miasta

Historia Perth sięga początku XIX wieku….. Zostało założone w 1829 roku jako stolica tutejszej kolonii. Jego populacja wyraźnie wzrosła dopiero w okolicy połowy XIX wieku głównie na skutek słynnej gorączki złota. Od tego momentu zaczął się napływ ludności nieangielskojęzycznej, głównie włoskiej, niemieckiej i wschodnio-europejskiej. Do końca XIX wieku przybyło przede wszystkim wielu Niemców, których język na chwilę stał się głównym językiem kolonii po języku angielskim. Mimo ogromnej nieangielskojęzycznej migracji, związanej z czasami powojennymi oraz z wydobyciem złota trwającej do lat 50tych XX wieku, język angielski oczywiście nadal pozostał językiem przodującym, ale konsolidacja wszystkich dialektów i języków pochodzących z Wysp Brytyjskich nastąpiła dość późno, bo między 1900 a 1946 rokiem i to głównie dzięki rosnącej ksenofobii w kierunku obcej, głównie niemieckojęzycznej ludności. Najwyraźniej wszystko co nieangielskie dla „Australijczyków” było w tamtym czasie nie do przyjęcia;). Wśród narodów przybywających na Antypody nie zabrakło też Polaków i to właśnie o nich ma być ten wpis. Ich historie mogłyby być nierzadko scenariuszami filmowymi. Australia to nie tylko plaże, kangury, czerwone zachody słońca, psy dingo i bumerangi. To też niezwykli ludzie z ciekawymi życiorysami. Ludzie tego miasta… Posłuchajcie.

Mira

Mirosławę, tak jak i innych Polaków poznaliśmy przypadkiem. Pewnego dnia jedna ze znajomych Australijek wspomniała nam o Polce, która przyszła do Australii boso… Historia została oczywiście opatrzona dodatkowymi, czasem przesadzonymi zwrotami akcji, ale było to tak. Mała Mira urodziła się na Syberii jako córka polskiego małżeństwa. Jej przodkowie zostali zesłani w głąb Rosji po Powstaniu Styczniowym. Cała rodzina z tysiącami innych cywilów opuściła Sowiecką Rosję wraz z tzw. Armią Andersa, gdy ta ewakuowała się w czasie okupacji niemieckiej do Iranu (ówczesnej Persji). Później w jakiś sposób przeszły na piechotę przez kilka krajów afrykańskich, aby ostatecznie przepłynąć statkiem z Afryki do Australii (niestety Mira nie pamięta szczegółów wędrówki przez Afrykę). Dzisiaj Mirosława jest starszą panią, żoną Brytyjczyka i mieszka w Darlington na wzgórzach Perth. Niestety nie mówi już po polsku, ale rozumie proste słowa i nieskomplikowane zdania, które na nowo przypomniała sobie w czasie wizyty w Polsce kilka lat temu.

Maria i Józef

Jest takie miejsce na wzgórzach Perth, gdzie przybyszy wita wielka drewniana tablica z ręcznie wyrzeźbionym polskim nazwiskiem. Wielka wizytówka o wymiarach metr na sześćdziesiąt centymetrów.

Józef jako młody chłopak został wywieziony na przymusowe roboty na farmę w czasie wojny w okolicę Hamburga. Całymi dniami pracował przy dojeniu krów, co do dzisiaj pamiętają jego powykrzywiane od nadludzkiego wysiłku stawy rąk. Mimo nieludzkiego traktowania przez Niemców dla Józefa najcięższym jednak wspomnieniem tamtego czasu było bombardowanie Hamburga przez brytyjskie lotnictwo. Piloci wracający znad Hamburga do Anglii niewykorzystane bomby zrzucali na przypadkowe budynki po drodze do domu. Gospodarstwo, w którym pracował Józef okropnym zbiegiem okoliczności znajdowało się akurat tuż pod ich korytarzem powietrznym. Bombardowanie ciągnęło się przez kilka dni i w tym czasie wielokrotnie trzeba było ratować się ucieczką. Po wojnie udało mu się odnaleźć rodziców, którzy również zostali wywiezieni do pracy w Niemczech. Dopiero w 1950 roku cała rodzina (do tego roku cały czas przebywali w różnych obozach w Niemczech) zdecydowała się na emigrację do Australii. Początkowo ich celem miały być Stany Zjednoczone lub Kanada, ale kraje te przyjmowały głównie młode małżeństwa lub samotne kobiety. Statek wraz z Józefem i tysiącami innych dotkniętych powojenną zawieruchą odpłynął z Włoch. Nie obyło się oczywiście bez przygód, bo gdzieś po drodze, na skutek awarii silników, zaczęli dryfować i wszyscy pasażerowie byli przekonani, że nie uda się już dopłynąć do żadnego lądu. Zostali jednak uratowani przez szczęśliwie przepływającą obok jednostkę, której kapitan zgodził się na przeholowanie zepsutego statku do najbliższego portu ( gdzieś w Arabii jak mówi Józef). Po kilku tygodniach oczekiwania przysłano kolejny statek, którym już bez przeszkód cała rodzina dotarła do Freemantle w Zachodniej Australii. Przez wiele miesięcy wszyscy pasażerowie mieszkali w barakach z blachy falistej. Pomieszczenia w środku nie miały żadnych ścian działowych, a rodziny odgradzały swój kąt do życia prześcieradłami, które zapewniały odrobinę prywatności. Możemy sobie tylko wyobrazić, do jakich temperatur dochodziło w środku w czasie australijskiego lata. Dopiero po jakimś czasie zezwolono na opuszczenie obozu i podjęcie jakiejś pracy. Józef w swym bogatym o doświadczenia życiorysie pracował i mieszkał między innymi w kopalniach złota, które dziś przyciągają turystów pragnących zobaczyć wymarłe miasteczka, nazywane miastami i kopalniami duchów.

W podobnych barakach mogli mieszkać przybywający emigrani do Australii
W podobnych barakach mogli mieszkać przybywający emigranci do Australii

       Maria przypłynęła do Freemental po wojnie w latach pięćdziesiątych. Udało jej się uzyskać zaproszenie do Australii od swojego stryja, który również opłacił jej bilety. Pomysł o wyjeździe do Australii pojawił się właściwie w idealnym momencie. Rodzice Marii znaleźli jej kandydata na męża, który wybitnie nie był w jej typie. Starania o wyjazd utrzymywała w tajemnicy i nikt z rodziny nie wiedział o jej zamierzeniach aż do dnia wyjazdu. Młoda Marysia salwowała się ucieczką z Polski z jedną walizką i jedną parą bielizny. Po nauczeniu się języka angielskiego i wyuczeniu zawodu podjęła pracę jako pielęgniarka. Swojego męża – Józka poznała na lokalnej zabawie tanecznej. Dzisiaj, pomimo wielu lat spędzonych w nowej ojczyźnie, w ich domu ciągle mówi się po polsku, choć trzeba przyznać, że jest to zabawna mieszanka gwary polskiej i języka angielskiego. Od przyjazdu do Australii w ojczyźnie byli tylko raz na początku lat 80tych. Wspominają duże problemy z kupnem żywności i paliwa. Gdy opowiadali nam tę historię mieliśmy wrażenie, że w ich przekonaniu dzisiejsza Polska jest taka jaką zapamiętali ze swojej wizyty u schyłku komuny.

Przypadki Higgina

Higgin urodził się na początku lat 80tych w Australii, jego mama uciekła z Polski przez obóz we Włoszech w czasie stanu wojennego w Polsce. Jest świetnym mechanikiem i złotą rączką. To jest ten typ człowieka, który dokręci koła do wrót od stodoły, zamontuje silnik od traktora do ramy od roweru i wszystko będzie działało. Od urodzenia był tylko raz w Polsce jako kilkuletni chłopiec, ale sam dumnie podkreśla, że jest Polakiem… Pomimo docenienia swoich korzeni Higgin znajduje jednak w nich pewną nieścisłość: „w Australii jest Polakiem, a w Polsce jest Australijczykiem” . Cały jego zasób polskiego słownictwa pochodzi od jego mamy oraz od znajomych Polaków, a że wychował się wśród miejscowych, jego język polski, pomimo prawidłowej wymowy i doskonałego akcentu, przynosi nam wiele radości. Bywało tak:

Higgin grzebie pod maską samochodu, obok niego Michał, który mu asystuje.

– Podaj mi ten narzędź obok ciebie, ciekawe czy jutro znajdziemy kupieca na ten samochód.

Higgin opowiada o Tajlandii:

– No wiecie, wchodzimy do baru, a tam siedzi striptiska.

Higgin o swoim koledze:

– Mam takiego kolegę, który jest Niemiecem

Higgin opowiada o swojej mamie:

– No wiecie, bo moja mama to jest prze kurwa.

– Higgin! Tak się nie mówi o swojej mamie! – protestuje Michał

– i tak ją kocham! – odpowiada rozczarowany tym, że użył mocnych słów w złym kontekście.

Za kilka miesięcy Higgin odwiedzi Polskę po raz drugi i jak sam mówi, czuje się tak, jakby wracał do domu.

Życie Polaków toczy się wokół kilku miejsc. W mieście są dwa polskie kluby, coś na kształt domów kultury. Pierwszy nazywa się Klub Sikorski, a drugi Klub Cracovia. Odbywają się w nich spotkania Polonii, potańcówki, czasem koncerty artystów z Polski i Europy Wschodniej. Oprócz klubów, najczęściej odwiedzanymi miejscami przez naszych rodaków są polskie sklepy. Pierwszy to Ludwik and son w dzielnicy Malaga. W soboty dość trudno dostać pysznego pączka lub podwawelską, bo już wcześnie rano ustawiają się po nie długie kolejki. Drugi ze sklepów, znany bardziej jako „polski rzeźnik”, znajduje się w Roosmoyne. Już na parkingach przed sklepami można dostrzec polskie akcenty – na samochodach powiewają biało-czerwone flagi, a na tylnych zderzakach króluje naklejka z symbolem „PL”. Co ciekawe, w sklepach słychać mieszankę języków słowiańskich, nie tylko Polacy zaopatrują się u Ludwika i Rzeźnika. W Perth można znaleźć też polską piekarnię połączoną z kawiarnią. Musimy przyznać, że pączki z kawiarni Chopin nie są gorsze od najlepszych pączków jakie jedliśmy w Polsce. W Perth jest też polska parafia i kościół, w każdą niedzielę w Maylands odprawiane są polskie msze, a czasem nawet odbywają się spotkania z ciekawymi ludźmi przy parafialnej salce. Nie można zapomnieć o grupie na Facebooku Polacy w Perth, gdzie zainteresowani mogą zaopatrzyć się o najnowsze informacje dotyczące życia Polonii, nierzadko okraszone „wyszukanym” słownictwem temperamentnych Polaków. Dla wielu to tam zaczyna się wielka emigracyjna przygoda.

Święcenie jajek przy polskim kościele
Święcenie jajek przy polskim kościele

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *