Kurdystan – do Soran

Posted on Posted in Irak, Kurdystan

Po kilku dniach w Arbil, w trakcie których głównie poszukiwaliśmy pocztówek po całym mieście, w końcu ruszyliśmy dalej. Do granicy z Iranem mamy niecałe 200 kilometrów i mamy nadzieję pokonać tę trasę w 3 dni. Nasze założenie przejechania rowerami całego Kurdystanu na razie się sprawdza. Zresztą ludzie są tak mili w tym kraju, że nawet nie myślimy o tym, żeby podjeżdżać autostopem. Na każdym postoju jesteśmy od razu otaczani opieką, jazda rowerem przez Kurdystan to prawdziwa przyjemność.

Pokonywanie serpentyn jest wyjątkowo satysfakcjonujące
Pokonywanie serpentyn jest wyjątkowo satysfakcjonujące

[wp_ad_camp_1]

 

Prosto z hotelu jedziemy na pocztę wysłać pocztówki, drogę znamy już bardzo dobrze, byliśmy na poczcie w ciągu kilku ostatnich dni wielokrotnie, ale dopiero dzisiaj udaje nam się kupić znaczki. Zapomnieliśmy o tym, że w Iraku obowiązuje tydzień muzułmański, czyli dniami wolnymi od pracy są piątek i sobota, dopiero w niedzielę otwarte są wszelkie urzędy. Zanim wyjechaliśmy z centrum miasta już kilka osób nas zatrzymało, żeby doradzić nam w sprawie drogi, którą mamy jechać. Tutaj GPS nie jest potrzebny. Wylotówka z miasta na północ przecina dzielnicę Ankawę, kolejny raz odwiedzamy sklep monopolowy i kupujemy po piwie na drogę. W końcu następne piwo będziemy mogli kupić dopiero za miesiąc gdy wyjedziemy z Iranu.

Już w mieście czujemy, że coś jest nie tak z rowerami. Przez kilka dni w hotelu rowery dokładnie się wysuszyły, całe błoto i kurz zaschły i koła ledwo się toczą po prostej drodze. Zjeżdżamy na stację benzynową i ratujemy się dokładnym szorowaniem naszych pojazdów na myjni, próbujemy wypłukać cały piasek i zaschnięte błoto, który zgromadził się na kółkach przerzutek, niektóre bryły są tak zaschnięte, że muszę je wydłubywać śrubokrętem. Po całym zabiegu jeszcze smarowanie i od razu jest efekt. Niestety zużyłem resztkę smarowidła łańcuchowego i w najbliższym sklepie rowerowym, który nie wiemy gdzie będzie, trzeba będzie uzupełnić zapas.

Czasem widzieliśmy panów zatrudnionych do sprzątania poboczy dróg, ale ci albo robili to bardzo wolno, albo odpoczywali. Zresztą mają od czego - śmieci jest jeszcze więcej niż w Turcji
Czasem widzieliśmy panów zatrudnionych do sprzątania poboczy dróg, ale ci albo robili to bardzo wolno, albo odpoczywali. Zresztą mają od czego – śmieci jest jeszcze więcej niż w Turcji

Zaraz za miastem zaczynają się góry, już z daleka widać kręte serpentyny. Aga dostała nadludzkiej mocy i za nią nie nadążam. Sytuacja zupełnie się odwróciła, to zazwyczaj ja na nią czekałem na każdym wzniesieniu, a teraz ja ledwo się dotaczam na szczyt, a Aga mnie pogania do dalszego wysiłku. Tego dnia mieliśmy trzy ostre podjazdy, przynajmniej frajda jest duża, bo po każdym wjeździe na przełęcz mamy szybki zjazd w dół.

Coraz wyższe te góry
Coraz wyższe te góry
Kurdystan to wielki plac budowy, informacji o planach budowy tuneli widzieliśmy mnóstwo, w tym przypadku już jeden jest prawie ukończony. Szkoda, że my musieliśmy zrobić mu zdjęcie z góry...
Kurdystan to wielki plac budowy, informacji o planach budowy tuneli widzieliśmy mnóstwo, w tym przypadku już jeden jest prawie ukończony. Szkoda, że my musieliśmy zrobić mu zdjęcie z góry…
A wioski, miasteczka i miasta rozbudowują się dość szybko, głównie osiedlami
A wioski, miasteczka i miasta rozbudowują się dość szybko, głównie osiedlami
Nowe osiedla
Nowe osiedla
Z serpentyn
Z serpentyn
I znów budowy
I znów budowy

Gdzieś po drodze zatrzymujemy się pod sklepem z myślą o napiciu się herbaty. Właściciel sklepu nawet się nie zastanawiał, gdy usłyszał nasze pytanie o czaj. Od razu zagonił nas siłą do swojego domu przez zaplecze sklepu. Nawet nie było szans za zaprotestowanie, po chwili siedzieliśmy już na dywanie w skromnym salonie, a żona sklepikarza donosiła nam kolejne półmiski z jedzeniem. Wokół nas wesoło baraszkowały dzieci, cała szóstka biegała wokół, wpatrując się w nas niczym w obrazek. Bardzo żałujemy, że nie potrafiliśmy się porozumieć z rodziną miłego Kurda, który nas ugościł. Nasz gospodarz jest tak ciekawy naszej historii, że dzwoni do swojego lekarza, znającego angielski, telefon krąży z rąk do rąk i po chwili ciekawość sklepikarza i jego rodziny zostaje zaspokojona. Na koniec oczywiście dostajemy propozycję noclegu, ale godzina jest wczesna i chcemy jeszcze parę kilometrów tego dnia zrobić.

Dom naszego gospodarza był dość skromny,  proste otynkowane ściany, w salonie stary telewizor i rozpadająca się szafa, nie wiodło im się chyba najlepiej, ale mimo tego chętnie się z nami dzielili swoim posiłkiem – tacy właśnie są Kurdowie. Szczerzy, dobrzy, a co najważniejsze – szczęśliwi wśród własnej rodziny, a najlepiej, kiedy wokół rodziców biega co najmniej pięcioro lub sześcioro umorusanych dzieci.

Z gospodarzem
Z gospodarzem
Najpierw czaj, oczywiście przygotowany przez panią domu, obowiązkowo z ogromną ilością cukru
Najpierw czaj, oczywiście przygotowany przez panią domu, obowiązkowo z ogromną ilością cukru
Czas na obiad - kasza z pomidorami, zielone coś i wielkie lawasze
Czas na obiad – kasza z pomidorami, zielone coś i wielkie lawasze

Nakarmieni domowym jedzeniem ruszamy dalej, trochę mamy wyrzuty sumienia, że nic nie dajemy w zamian za gościnę, ale pocieszamy się, że może właśnie tego chciała rodzina, którą poznaliśmy. Po prostu posiedzieć z obcokrajowcami, popatrzeć na nas i zamienić kilka prostych słów, które znaleźliśmy w naszym angielsko-kurdyjskim słowniczku.

Najmniejsze z pociech
Najmniejsze z pociech
Dwójka spośród szóstki
Dwójka spośród szóstki
Ta mała była chyba dzieckiem alfa wśród rodzeństwa, rozstawiała nawet brata po kątach
Ta mała była chyba dzieckiem alfa wśród rodzeństwa, rozstawiała nawet brata po kątach

Do wieczora dojeżdżamy do Khalifan. Za miasteczkiem znajdujemy całkiem fajne miejsce pod namiot na zapleczu restauracji. Oczywiście właściciel restauracji od razu zgadza się na nasz nocleg i częstuje nas herbatą zanim jeszcze zdążyliśmy rozstawić namiot. Tym razem jest kontakt po angielsku. Gdy rozstawiamy namiot zjawia się patrol policji, panowie policjanci w trosce o nas zostawiają nam numer telefonu do dowódcy patrolu na wypadek, gdyby ktoś nas w nocy niepokoił. Miło z ich strony. Oczywiście jeszcze upewniono się, czy jesteśmy małżeństwem, inaczej pozwolenie nam na nocleg na ich posesji byłoby dla nich pewnego rodzaju ujmą, jak podkreśla przepraszająco nasz gospodarz. Rano dostajemy jeszcze lawasze na drogę i ruszamy walczyć z podjazdami. Walka z serpentynami jest już bardziej wyrównana, prężnie dajemy  im radę, w nagrodę czeka na nas za pewnym miasteczkiem zjazd wąwozem.

Z kolejnego wyjazdu na kolejną pętelkę
Z kolejnego wyjazdu na kolejną pętelkę

Irak

Dzień powoli dobiega końca, więc nocleg gdzieś w malowniczym wąwozie byłby dobrym ukoronowaniem naszych dzisiejszych zmagań. Tuż za kolejnym zakrętem wyłania się motel, w którym młody właściciel zgadza się od razu wygospodarować dla nas trawnik na namiot. Podprowadza nas pod same skały, a oczom naszym ukazuje się wodospad. Nocleg idealny! Jeszcze na dobranoc gdzieś z góry macha nam dwóch, jadących na osiołku, pasterzy. Jesteśmy bardzo podekscytowani własnym małym wodospadem, prawdopodobnie dlatego zostajemy tam jeszcze jeden dzień – kto wie, czy nie umyślnie przywołaliśmy nocną i poranną ulewę i burzę…

Droga wijąca się pośród wzgórz
Droga wijąca się pośród wzgórz
Tego dnia, w którym dojechaliśmy do wąwozu, ciągle goniły nas chmury
Tego dnia, w którym dojechaliśmy do wąwozu, ciągle goniły nas chmury
owce. owce, owce
owce. owce, owce
Wiosną jest tutaj naprawdę kolorowo
Wiosną jest tutaj naprawdę kolorowo
Odpoczynek przed kolejną pętelką serpentyny
Odpoczynek przed kolejną pętelką serpentyny
Lecz czasem odpoczynki są trochę za długie...
Lecz czasem odpoczynki są trochę za długie…
Ale gdy się już ruszy, dostaje się kwiaty. Potem to już z górki - pszczoły pchają
Ale gdy się już ruszy, dostaje się kwiaty. Potem to już z górki – pszczoły pchają
Chwila wytchnienia po płaskim odcinku drogi
Chwila wytchnienia po płaskim odcinku drogi
Z drogi
Powoli zbliżamy się do wyższych partii gór
Już jest trochę zimniej
Już jest trochę zimniej
Wjazd do wąwozu
Wjazd do wąwozu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

5 thoughts on “Kurdystan – do Soran

  1. Rany, rany… inny świat, czy raczej prawdziwy świat! Odrobiłem zaległości ze śledzenia Waszej wyprawy i to dotyka takiej nuty, żeby zobaczyć prawdziwe życie. Fotografujcie, piszcie, do oporu!!! I trzymajcie się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *