Kurdystan – co i jak?

Większość ludzi w Polsce i w Europie na słowo Irak reaguje skojarzeniem wojny i braku stabilności. Niewielu słyszało o kurdyjskiej autonomii w Iraku, a szkoda, bo mieszkańcy Kurdystanu zasłużyli sobie na to, aby pisać o nich w samych pozytywach, co więcej, każdemu polecamy ten rejon Azji do odwiedzenia. Szczerze mówiąc, gdy wjeżdżaliśmy do Zakho, to mocno zastanawialiśmy się jak będzie wyglądał ten kraj, Aga nawet miała poważne wątpliwości, czy dobrze robimy wjeżdżając do  – jednak – Iraku. Na szczęście nie ulegliśmy stereotypom.

Wiosną jest tutaj naprawdę kolorowo

Wiosną jest tutaj naprawdę kolorowo

Największą siłą tego kraju są jego mieszkańcy. Niesamowita otwartość i ciekawość Kurdów powoduje, że na każdym kroku ktoś prosił o zrobienie sobie zdjęcia z nami, a krótka przerwa na odpoczynek zazwyczaj kończyła się zaproszeniem do czyjegoś domu. Wypiliśmy w ten sposób chyba dziesiątki filiżanek herbaty. Bezinteresownie częstowano nas napojami, przynoszono nam chleb na dalszą drogę, nie mówiąc o zaproszeniach na domowe obiady. Nawet gdy zatrzymywaliśmy się w miejscu uważanym przez nas za odludne, po kilku chwilach zjawiał się ktoś, kto chciała koniecznie z nami porozmawiać i sprawdzić czy wszystko u nas w porządku. Wielokrotnie zatrzymywały się obok nas samochody tylko po to, żeby zapytać czy nie potrzebujemy jakiejś pomocy. Gdy nocowaliśmy w namiocie, niekiedy pojawiała się policja lub wojsko, żeby sprawdzić czy jesteśmy bezpieczni, a dowódca patrolu zazwyczaj wręczał nam wizytówkę z numer telefonu komórkowego do siebie na wypadek, gdybyśmy poczuli jakiekolwiek zagrożenie. Jedynym zagrożeniem, jakie zauważyliśmy w Kurdystanie, to ruch drogowy. Styl jazdy Kurdów przypomina trochę pijanego nastolatka za kierownicą wyścigowego bolidu. Gaz, hamulec, klakson i mruganie światłami, to podstawowe umiejętności kurdyjskiego kierowcy.

Przemierzając Kurdystan trzymaj zawsze paszporty na wierzchu. Co kilkanaście kilometrów, czasem kilkadziesiąt rozstawione są blokady dróg – punkty kontrolne,  na których wojsko i policja sprawdza tożsamość osób podróżujących. Jest to denerwujące i mocno spowalnia ruch, ale trzeba dostosować się do panujących zasad i przyjąć kontrolę z uśmiechem. Na dużych punktach kontrolnych wojskowi nie mają poczucia humoru, czuć napięcie w powietrzu, na wszystkich przejeżdżających  jest zazwyczaj skierowane działko ciężkiego kalibru,  kontrola jest rzeczowa i przebiega sprawnie, natomiast na punktach zlokalizowanych na przełęczach w górach należy się nastawić na dłuższą pogawędkę i szczegółowe pytania. Po prostu panowie się nudzą w swoich budkach wartowniczych i traktują obcokrajowców jako miłą odmianę od codziennej rutyny.

W każdej większej miejscowości można znaleźć hotel. Standard i ceny są mocno zróżnicowane, ale raczej nie należy się spodziewać noclegu tańszego niż 10 $ za osobę. Oczywiście właściciele hoteli, słysząc pytanie o nocleg po angielsku, często próbują podbić stawkę, ale nie należy się tym przejmować, po odwiedzeniu kilku hoteli można już wyczuć po wystroju jakie ceny w nim obowiązują i w przypadku braku porozumienia z recepcjonistą, należy udać się w dalsze poszukiwanie. W Arbil, zanim znalazłem odpowiedni nocleg, byłem w dwunastu hotelach. Wybór jest duży, a najtańsze hotele są zlokalizowane w samym centrum w budynku bazaru wokół zabytkowej cytadeli.

Zakupy w Kurdystanie mogą być prawdziwym wyzwaniem. Ceny są podane tylko w dużych supermarketach, a kupując jakieś pojedyncze produkty w sklepiku na rogu czy cukierni najkorzystniej jest płacić drobną walutą. Kupując jakiś drobny produkt wręczałem banknot 1000 dinarowy (około 0,80$) i patrzyłem na reakcję, czy trzeba coś dopłacić. W przypadkach gdy płaciłem większym nominałem, sprzedawca zazwyczaj mnożył cenę razy dwa i wydawał mniej reszty niż powinien. Bariera językowa jest duża i targowanie się z kimś, kto mówi tylko po kurdyjsku i arabsku jest dosyć trudne ;-) Jeżeli sprzedawca zna chociaż cyfry po angielsku, to można próbować ustalić cenę zanim się coś kupi. W tym islamskim kraju, ku naszemu zdziwieniu, można kupić alkohol, sklepy monopolowe zazwyczaj są ukryte i znajdują się poza miastem na odludziu lub jak w Arbil, zlokalizowane są w chrześcijańskiej dzielnicy. Niby nikt nie wie gdzie można kupić alkohol, ale pod każdym sklepem jest kolejka. Najlepsza metoda na znalezienie sklepu z alkoholem,  to zapytanie taksówkarza.

Chleb w Kurdystanie można kupić tylko w piekarni, w małych lokalnych sklepach dostępny jest jedynie pakowany (przypominający wyglądem styropian). Świeże placki chlebowe prosto z piekarni są wyśmienite, ale niestety nie nadają się do przechowywania. Po kilku dniach zazwyczaj wdaje się pleśń, a jeżeli już uda nam się jej zapobiec, to kilkudniowe placki smakiem przypominają gumę.

Taksówki w Kurdystanie są bajecznie tanie. Przede wszystkim dzięki cenie paliwa. Kilkukilometrowy kurs po mieście nie powinien kosztować więcej niż 3000-4000 dinarów, obowiązuje ta sama zasada co w sklepie – płacimy małymi nominałami, jeżeli wyciągniemy banknot 5000 dinarów, to taksówkarz nie wyda nam reszty. Zatrzymywanie wolnego auta odbywa się poprzez wyciągnięcie ręki lub pomachanie do taksówkarza. W całym Kurdystanie transport publiczny jest dość ograniczony. W Arbil kursowały po mieście małe autobusy, ale były to autobusy szkolne z młodzieżą. Po prostu przy tak tanich taksówkach nie opłaca się tworzenie dużej miejskiej sieci autobusowej. Kilka razy widzieliśmy autokary rejsowe dalekobieżne, na pewno do Arbil można się dostać z Cizre w Turcji, widzieliśmy też w Arbil siatkę połączeń z Istambułem, ale nie wiemy czy jest aktualna.

Jadąc do Kurdystanu należy pamiętać, że w tym kraju są inne gniazdka napięcia elektrycznego. Zazwyczaj możliwe jest podłączenie europejskich wtyczek, ale nie wszędzie, w hotelu w Zakho nasze wtyczki nie pasowały do kontaktów i musieliśmy używać przejściówek.

Do Kurdystanu najlepiej zabrać ze sobą zapas gotówki w obcej walucie, najlepiej dolar amerykański. W całym kraju nie widzieliśmy ani razu działającego bankomatu. Walutę można wymienić prawie w każdym sklepie spożywczym, a w Arbil jest dużo ulicznych kantorów, w których można również wymienić euro i liry tureckie. Kurs walut nie jest stabilny i w ciągu naszego pobytu kurs dolara wzrósł o 100 dinarów.

Ceny w irackim Kurdystanie w marcu 2014.

1$ – 1200 dinarów

1 euro – 1600 dinarów

1 placek chlebowy – 250 dinarów

Butelka wody 0,33 litra – (czasem w tej cenie dwie butelki) -250 dinarów (1,5 litra tylko w marketach)

Coca cola 1,5 litra – 1500 dinarów

Żółty ser paczka 300g – 3000-6000 dinarów

Biały ser 250g – 2000 dinarów

Słoik miodu 0,5 litra – 25000 dinarów (!!!)

Shaorma (bułka z mięsem z pomidorami, ogórkiem i cebulą) – 750-1500 dinarów

Obiad dla dwóch osób (zupa, ryż, szaszłyk, sałatki, pieczywo) – 8000-12000 dinarów

Pocztówka (jak uda się znaleźć) – 1000 dinarów

Znaczek do Europy – 1000 dinarów

Polska czekolada Wawel – 1000 dinarów

Kilogram migdałów – 16000 dinarów

Piwo Heineken 0,5– 1500-3000 dinarów

Butelka whiskey Grant 0,75 litra – 11000 dinarów

Paczka papierosów – 600-2000 dinarów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>