W drodze do Somy

Posted on Posted in Turcja

Rano pożegnaliśmy się z pracownikami stacji benzynowej i ruszyliśmy dalej. Oczywiście musiała być jakaś przygoda. Przy rozpinaniu łańcucha zabezpieczającego rowery wypadł mi z ręki kluczyk do kłódki, trawa była wysoka do kolan i znalezienie go zajęło nam dobre 30 minut. Zapasowego nie mamy, więc już myślami byłem przy tym, jak wytłumaczyć pracownikom stacji, że potrzebujemy raka do cięcia kłódek…

Karykatura narysowana przez Ismaela
Karykatura narysowana przez Ismaela

Na dzień dobry podjazd, który nas rozłożył na łopatki, miał ponad 5 kilometrów długości. Nogi i kark odmawiają posłuszeństwa. Dzień w sumie przeleciał szybko, zrobiliśmy tylko 58 km. W sumie nie dziwne, kilka razy mówiono nam, że do Somy droga będzie bardzo górzysta. Gdzieś po drodze w czasie postoju poznaliśmy kolejnego Bahtiara, który zarzucił nas swoimi opowieściami, a że mówił dobrze po niemiecku, to usłyszeliśmy kilka historii o jego polskiej żonie Simonie i synu, którego nie widział od 22 lat. Ot, opowieści dziwnej treści napotkanych ludzi.

Do wieczora dojechaliśmy gdzieś mniej więcej 25 kilometrów przed Savastepe. Na noc rozbiliśmy się w krzakach przy drodze, po prostu w pewnym momencie nie mieliśmy już siły i zwlekliśmy się ostatkiem sił w najbliższe płaskie miejsce nadające się do rozbicia namiotu. Byliśmy naprawdę wykończeni, nasz host z Somy dzwonił do nas w ciągu dnia 4 razy z pytaniem jak nam idzie i kiedy będziemy na miejscu. Rano postanowiliśmy rozejrzeć się za jakimś transportem do Somy, lub Savastepe, żeby przyśpieszyć trochę naszą podróż. Nasze życzenie ledwo zostało wypowiedziane i już się spełniło. Przejechaliśmy ledwo dwa kilometry i naszym oczom ukazała się wiejska kawiarnia, gdzie przy czaju siedziało kilku robotników, którzy właśnie swoją półciężarówką jechali do Somy. Szybko się dogadaliśmy i po chwili nasze rowery już były przypinane ekspanderami na pakę. W ten sposób przejechaliśmy 55 km w godzinę i chwilę po 9 już zameldowaliśmy się u naszego hosta w Somie, gdzie czekało na nas pyszne śniadanie u Erdala. Mieszka razem z żoną, a zawodowo jest inżynierem górnictwa. Erdal tak się o nas martwił, że postanowił pojechać z nami rowerem do Bergamy 40 km, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku i że trafimy do naszego gospodarza. Taka właśnie jest turecka opieka i gościnność. Za to w Bergamie czekała na nas cała delegacja miejscowej organizacji zajmującej się propagowaniem turystyki rowerowej na czele której stoi Ibrahim. Naszymi gospodarzami zostali Ismail i jego dziewczyna Gulsen. Ismail jest rysownikiem, aktualnie robi ilustracje do książeczek dla dzieci, a Gulsen jest nauczycielką najmłodszych dzieci. Ismail zrobił nawet dla nas karykaturę 😉

Jutro opowiemy o naszej niespodziewanej wizycie w miejscowym liceum i spotkaniu z miejscową młodzieżą.

Śniadanie z Erdanem i jego żoną w Somie
Śniadanie z Erdalem i jego żoną w Somie
Stół zastawiony pysznościami
Stół zastawiony pysznościami
W centrum Bergamy
W centrum Bergamy
Komitet powitalny w Bergamie
Komitet powitalny w Bergamie
Aga opowiada o naszej podróży
Aga opowiada o naszej podróży
Meczet w Bergamie
Meczet w Bergamie

 

 

 

 

 

2 thoughts on “W drodze do Somy

  1. Trochę się zagapiłem i przegapiłem start, ale już nadrobiłem zaległości w relacji. Powodzenia i bardzo szerokiej drogi! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *