Archiwa kategorii: Zjednoczone Emiraty Arabskie

Przez pustynię do Omanu

Obudziły nas pierwsze promienie słoneczne wpadające do niezasłoniętego tropikiem namiotu. Gramoliliśmy się potężnie – powoli pakowaliśmy sakwy, niechętnie ubieraliśmy rowerowe gacie, a śniadanie smakowało nijako. Wszystko dlatego, że w głowach tkwiła jedna myśl – znów trzeba wydostawać się z Dubaju – w tym potwornym ruchu, kurzu i upale. Gdy już obładowaliśmy rowery i uwolniliśmy je od głębokich piaskowych kolein, znaleźliśmy się na autostradzie, na szczęście jeszcze z niewielkim ruchem. Była siódma rano, a skwar doskwierał tak, jak o 10 przed południem. Ale komu w drogę, temu upał mniejszy!

Offroad

Offroad

Czytaj dalej

Ostatni dzień w Dubaju

Tego dnia postanowiliśmy skorzystać z dubajowych plaż. Najpierw odwiedziliśmy pocztę, w której szybko wysłaliśmy pocztówki, a następnie zjedliśmy obiad w jednej z licznych tutaj hinduskich knajpek. Byliśmy gotowi na upragniony relaks. Musieliśmy jeszcze ugasić spieczone gardła po hinduskim jedzeniu świeżo zmiksowanym sokiem z mango i przebić się do mariny, co nie jest takie łatwe dla pieszych. W końcu i ona – z sypkim i często sprzątanym piaskiem – plaża. Nie było tam tłoczno, może dlatego, że większość turystów siedziała w zacienionej i zamkniętej strefie hotelowej. Nad plażą górowały oczywiście wieżowce. Woda była raczej czysta, jeśli można tak powiedzieć o miejskiej plaży. Sądzimy, że władze miasta jakoś sobie z tym radzą, zwłaszcza dla rosyjskich nowobogackich i angielsko i niemieckojęzycznych turystów.

Plaża przy Marinie

Plaża przy Marinie

Czytaj dalej

Dubaj

Właściwie port położony był na północ od Dubaju, w miejscowości Sharjeh. Do samego Dubaju miało być tylko 20 km, więc ochoczo i spokojnie ruszyliśmy przed siebie, przez równe ulice otoczone równo przyciętymi trawnikami. Arun, u którego mieliśmy nocować, mieszka po drugiej stronie Dubaju, więc spodziewaliśmy się, że może droga na osiedle Emirates Hills może potrwać trochę dłużej. Z terminalu wyjechaliśmy około 13, więc mieliśmy nadzieję wykonać małe „prezwiedzanie”. Wybraliśmy drogę najbliżej położoną morza, które traktowaliśmy jak azymut. Niestety nie zawsze się to udawało, bo kolejne napotykane „downtowny” przysłaniały nam punkty orientacyjne.

Jedno z Downtown

Jedno z Downtown

Czytaj dalej