Archiwa kategorii: Turcja

Iracki Kurdystan – Zakho

Wysiedliśmy 12 km przed granicą, ach jak wymarzoną, cali w kurzu, brudni i przepoceni byliśmy niezwykłym wydarzeniem w tamtych rejonach. Wzdłuż drogi, jakieś 10 km, ciągnęły się ciężarówki. Maszyna za maszyną stała cierpliwie na swoją kolej, większość z nich oczywiście zaplombowana, stąd ostatni nasz autostop wyglądał tak, jak wyglądał. W towarzystwie pozdrowień naszych kibiców, dotarliśmy do pierwszego okienka, kolejnego i kolejnego. Przy irackich zatrzymano nas na dłużej w celu obfotografowania rowerów i nas samych. Przepięknie wyglądaliśmy z naszymi maszynami – trochę w jednym piaskowym kolorze. Jeden z mężczyzn obecnych na zgromadzeniu służby celnej mówił po niemiecku i mogliśmy się dowiedzieć więcej o walucie i bezpieczeństwie w Iraku. Pan reprezentował jakieś stowarzyszenie przyjaźni niemiecko-irackiej.

Charakterystyczny strój męski na ulicach miejscowości irackiego Kurdystanu

Charakterystyczny strój męski na ulicach miejscowości irackiego Kurdystanu

 

Czytaj dalej

Z rowerami w szoferce

Stację obwarowano wysokim betonowym murem, chyba był to pomysł całkiem trafny, bo za murem czekał na nas widok na starą fabrykę, wysypisko rupieci i wszędzie walających się śmieci, na co już nie zwracamy uwagi. Obowiązkowo szef zaprosił nas na czaj i obiecał pilnować naszego campingu. Spaliśmy wybornie – nie było żadnych psów, mur był dobrą osłoną dźwiękową, a nad nami czuwali czujni pracownicy stacji, czasem tylko przyprowadzający kogoś i pokazujący im dziwnych (już śpiących) gości z Polski poruszających się rowerami po Turcji. Rano rześko zabraliśmy się do naszych obowiązków namiotowych i szybko stanęliśmy na wjeździe do stacji. Zatrzymał się wspaniały kierowca, chyba nasz ulubiony. Posługiwał się tureckim i kurdyjskim, ale rozumnie starał się z nami porozumiewać. Logika wypowiadanych ustaleń poprawiła się, gdy wyciągnął komputer z internetem.  Pierwszy raz jechaliśmy ciężarówką równocześnie odpisując na zaległe maile.  Droga do Mardin upłynęła bardzo szybko, ja z laptopem na kolanach, Aga z czytnikiem w ręku, a nasz kierowca postanowił, że jeszcze przydałyby się pełne brzuchy.

Wjazd do Gazientepu

Wjazd do Gazientepu

Czytaj dalej

Rowerami na 1100 metrów

Dobrze nam było u Łukasza, taka namiastka mieszkania i przebywania w jednym miejscu. Uprani i odświeżeni ruszyliśmy w dalszą drogę. Z samego rana zapakowaliśmy nasze rowery do windy utrudniając trochę życie mieszkańcom apartamentowca, w którym mieszka Łukasz i popedałowaliśmy z powrotem na północ. Chcieliśmy sprawdzić jak wygląda nasza rowerowa forma i postanowiliśmy przez 2-3 dni nie szukać stopa. Teren płaski więc kilometry ubywały pod kołami sprawnie. Świeżo naładowana mp3 odtwarzała nową książkę, warunki po prostu idealne do jazdy. Narzekać mogliśmy tylko na asfalt, który w tej części Turcji jest w dużo gorszym stanie. Gdzieś po drodze przemknęło między nami stado owiec popędzane przez pasterzy. Co ciekawe już kilka razy widzieliśmy, jak pasterze specjalnie prowadzili swoje stado pasem zieleni rozdzielającym kierunki drogi. Być może trawa tam jest wyjątkowo dobra dla owiec, ale jej zawartość ołowiu zapewne przekracza wszelkie normy.

Ciężko było, czasem nawet ciężarówki jechały naszym tempem

Ciężko było, czasem nawet ciężarówki jechały naszym tempem

Czytaj dalej

Z wizytą u Łukasza w Hatay

Hatay to właściwie nazwa prowincji, której stolicą jest Antakya. Nazwy dla tego miasta stosuje się zamiennie, częściej jednak używa się Hatay. Więcej o problemach z nazwami miast w Turcji przeczytacie na stronie Turcja w sandałach.Tereny Hatay stanowią umowną granicę Turcji Zachodniej i Wschodniej. Przynależą geograficznie już do Lewantu (krajów leżących na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego), nie Anatolii tureckiej. Historia i geografia tej okolicy widoczna jest w architekturze, jak i kuchni. Wielu Turków włada tutaj arabskim, na ulicach Antakyi można go usłyszeć. Od 1939 roku został wcielony do Turcji ku niezadowoleniu Syryjczyków, bo kulturowo i historycznie jest to raczej teren syryjski (wtedy władała nim administracja francuska).  Należy zaznaczyć, że Antakya jest spadkobierczynią starożytnej słynnej Antiochii.  Przed II Wojną Światową mieszkało tutaj jeszcze wielu Żydów i Chrześcijan. Szczególnie tych ostatnich może zainteresować historia wędrujących Chrześcijan po prześladowaniach Jezusa oraz to, że znajduje się tutaj rzekomo pierwszy kościół (wykuty w skale) założony przez św. Piotra.

Arabskie naleciałości w Hatay

Arabskie naleciałości w Hatay

Czytaj dalej

24 godziny w ciężarówce

Z żalem rozstajemy się z przesympatyczną rodziną Adnana i ruszamy w dalszą drogę. 10 kilometrów do wylotówki z miasta i znowu nasze kciuki łapią kolejne ciężarówki. Tym razem tylko 5 minut przy drodze i już mamy kolejne auto i to do samego Hatay! Kierowca jeszcze próbuje nam tłumaczyć na migi, że w międzyczasie ma załadunek i do Hatay pojedziemy dopiero około 16. Nas to nie zraża, lepiej mieć stopa do Hatay, który będzie jechał długo niż nie mieć żadnego. Wrzucamy rowery na pusta pakę i od razu nasz kierowca zabiera nas na śniadanie. Kolejny raz żałujemy, że aparat został w sakwie. Na śniadanie zatrzymujemy się po kilku kilometrach w przydrożnym barze, ale co to był za bar…

Nasza dzielna ciężarówka do przewozu pralek i rowerów

Nasza dzielna ciężarówka do przewozu pralek i rowerów. Zwróćcie uwagę na stan tylnych opon.

Czytaj dalej