Bruksela dzień drugi

 

Jakoś tak leniwie nam się zrobiło i ciężko nam było się oderwać od ciepłego kominka w domu i ruszyć na miasto. Chyba podświadomie czujemy, że nasz rowerowy wyjazd jest coraz bliżej i ładujemy akumulatory rodzinną i świąteczną atmosferą. W końcu jednak ruszyłem sam na miasto, głównie po to, żeby pobawić się aparatem i sprawdzić jego możliwości w praktyce.

Na początek mała ciekawostka o Brukseli. O tej porze roku drzewa straciły już liście i baczny obserwator na gałęziach drzew może dostrzec dziwne ptaki.  W Brukseli zaaklimatyzowały się … papugi. Historia niezwykle ciekawa, w czasie drugiej wojny światowej Bruksela specjalnie nie ucierpiała, ale podczas jednego z bombardowań został zniszczony cyrk, z którego wydostały się właśnie papugi. Przez szereg lat zdołały dostosować się do europejskiego klimatu i żyją do dziś w brukselskich parkach. Nie udało się zrobić im zdjęć, ale uwierzcie na słowo – w Brukseli można zobaczyć papugi ;-)

_DSC0002

 

_DSC0007

_DSC0025

_DSC0047

Spacer zaczął się od starego miasta – Grand Place lub Grote Markt. Samo nazewnictwo w Brukseli jest dosyć skomplikowaną sprawą. Wszelkie nazwy są podane zazwyczaj w dwóch językach – niderlandzkim i francuskim, ale czasem można się znaleźć w sytuacji, gdy nasza mapa ma wpisaną nazwę ulicy po francusku, a na tabliczkach w rzeczywistości mamy nazwy po niderlandzku. Czasem naprawdę ciężko zorientować się w sytuacji i trzeba zdać się na wyczucie. Ryneczek Starego Miasta jest bardzo malowniczy, wąskie uliczki odchodzące od rynku są zamknięte dla ruchu i pełno przy nich małych knajpek oraz cukierni serwujących wszelakie rodzaje czekolady.

Trzeba przyznać, że Bruksela nie jest jakimś wielce urodziwym miastem, stare zabytkowe kamienice przeplatają się z nowymi, opartymi na szkle i metalu budowlami. Kompozycja starego i nowego prezentuje się całkiem logicznie. Urbanistyka stoi tutaj na wysokim poziomie. Czasem jednak miałem wrażenie, że Bruksela stała się własnym zabytkowym zakładnikiem i tak naprawdę poza Grand Placem, kilkoma muzeami i Atomium nie ma za wiele słynnych na cały świat turystycznych atrakcji. Za to produktem promocji miasta uczyniła pomnik sikającego chłopca, frytki, komiksy oraz czekoladę. Na każdym rogu możemy kupić sobie figurkę sikającego chłopca z mosiądzu, plastiku, czekolady, na pocztówce, koszulce, czapce – do wyboru do koloru.

_DSC0028

Oryginał.

_DSC0036

Z czekolady

_DSC0035

Gofrowy wabik na turystów.

_DSC0076

Kolejny wabik na turystów.

_DSC0018

Wersja female ;-)

_DSC0060

Sikut w wersji otwieracz do piwa.

Kolejnym zaskoczeniem w Brukseli są nasi rodacy. Spacerując po Brukseli można spotkać liczne samochody na polskiej rejestracji. Możecie się w ciemno zakładać, że rejestracja polskiego auta zaczyna się od liter BSI. Większość Polaków w Brukseli pochodzi z Siemiatycz. Nie wiadomo do końca z czego to wynika, ale prawdopodobnie wiele lat temu ktoś z Siemiatycz przyjechał do pracy do Brukseli i zaczął ściągać swoich krajan. Na dzień dzisiejszy najmniejsze miasteczko w Europie poza granicą Belgii, z którym Bruksela ma regularne połączenia autobusowe to … Siemiatycze na Podlasiu. Taka sama zależność występuje w Paryżu, z tym że w Paryżu większość naszych rodaków pochodzi z podkarpackich miejscowości – Kolbuszowa i Nowa Sarzyna._DSC0062

Na rynku Grand Place w tym roku postawiono żywą szopkę – prawie jak w Polsce ;-)

_DSC0064_DSC0074

Bruksela jest też rajem dla piwoszy. Trzeba przyznać, że wybór piwa mają ogromny. Na starym mieście co chwila znajdujemy małe sklepiki z ogromnym wyborem lokalnych piw. Ceny może nie są najniższe, ale każdy smakosz złocistego trunku znajdzie coś dla siebie. Najciekawszym pubem jest chyba Delirium, w pobliżu Grand Placu, szczycącym się tym, że mają na stanie ponad 2 tysiące marek piwa do wyboru. Piwne menu w Delirium przypomina encyklopedię PWN ;-) Jest w czym wybierać. A gdyby komuś do piwa potrzebna była zakąska, to śmiało może wybierać w ogromnych ilościach sera.

_DSC0058

W Brukseli jest dużo sklepików specjalizujących się tylko w jednej dziedzinie. Jeżeli chcemy kupić ser to idziemy do sklepu, w którym jest tylko… ser; potrzebujemy piwo, to idziemy do sklepu, w którym jest tylko… piwo itd. Wąska specjalizacja dotyczy też usług – słyszeliśmy o przypadku gdy do przeciekającego zlewozmywaka wzywano po kolei trzech hydraulików, jeden do wymiany rur, drugi do udrożnienia zlewu, a trzeci do odbioru technicznego kanalizacji. Ciekawe czy kiedyś do Polski dotrze takie rozdrobnienie usług…

 

2 myśli nt. „Bruksela dzień drugi

  1. Magda

    Tak się składa, że miałam okazję ostatnio odwiedzić Brukselę w podobnym okresie co Wy, bo w II połowie grudnia. Mi się to miasto podoba, ma ciekawą architekturę, zachwycałam się kamieniczkami, kościołami itp. Sam rynek też robi wrażenie. Papug niestety nie widziałam, nawet nie słyszałam o nich.
    Jeśli chodzi o zniszczenia Brukseli w czasie II wojny światowej, to ja akurat się spotkałam z informacjami, że były spore, więc nie wiem gdzie leży prawda.
    Moje wrażenia z tego miasta opisałam na blogu, planuję jeszcze kilka wpisów poświęcić Belgii, a jej stolicy jeszcze jeden :)

    Życzę Wam dużo szczęścia, dobrej pogody oraz spotykania życzliwych ludzi na drodze w którą ruszcie już niebawem. Będę z pewnością śledzić Wasze przygody. Fajna sprawa z taką rowerową wyprawą :)

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. leon

    Pozdrowienia z Brukseli. Swego czasu mialem podobne marzenia o podrozach. Niestety nie od
    wazylem sie, mimo ze w kraju potrafilem przejechac rowerem ponad 250 km ma dobe. Podziwiam. Powodzenia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>