Bandarowe nudy

Posted on Posted in Iran

Czekały na nas 4 roztrwonione dni. Nie mogliśmy nigdzie pojechać, bo ciągle nie wiemy, ile tym razem będą kosztowały bilety, ile wizy i czegoś jeszcze dodatkowo nie będziemy musieli dopłacić, bo tutaj nic do końca nie jest pewne.

Tym razem obyło się bez samochodów na plaży...
Tym razem obyło się bez samochodów na plaży…

[wp_ad_camp_1]

 

Dni w Bandar upływały nam spokojnie i dość monotonnie. Codziennie chodziliśmy na plażę, w to samo miejsce, z tym samym ekwipunkiem. Zwykle siadaliśmy na betonowej trybunie piaszczystego boiska do gry w piłkę nożną. Tylko tam mieliśmy trochę niezaśmieconej przestrzeni i co najważniejsze, zacienionej. Codziennie zmagaliśmy się z 30-stopniowymi upałami i zdajemy sobie sprawę, że to na pewno jest chłodno w porównaniu z 50-stopniowymi temperaturami latem. W ciągu dnia Omid odsypia nocną zmianę w pracy, więc co rano udawaliśmy się gdzieś, żeby tylko mu nie przeszkadzać. Zabieraliśmy maszynkę, warzywa do obiadu, książki, muzykę i aparat i czas jakoś płynął. Przez 4 dni wszystko było pozamykane, oprócz sklepów spożywczych. Mimo że wiedzieliśmy o świętach, codziennie chodziliśmy sprawdzić, czy może nasza mała kafejka internetowa, w której siedzimy na podłodze z dopiętym 20-centymetrowym kablem do komputera, nie była otwarta. Niestety, mieliśmy tylko plażę.

Nasze schronienie przed upałem
Nasze schronienie przed upałem – trybuna
Załapaliśmy się na mecz. Plażowym piłkarzom wiernie kibicowały natolatki
Załapaliśmy się na mecz. Plażowym piłkarzom wiernie kibicowały nastolatki

Ale na niej, któregoś dnia spotkaliśmy pewnego prawnika, odbywającego służbę wojskową po ukończeniu studiów. Po wysłuchaniu naszej opowieści z biletami i wizami, stwierdził, że na pewno jest jakieś wcześniejsze wyjście z tej sytuacji. Obiecywał dużo, dając nam przy tym mnóstwo nadziei, tak jak i jedzenia JUmówiliśmy się następnego dnia, żeby odwiedzić wspólnie policję. Ta jednak wydawała się, mimo czwartku między świętem 13 w środę, a wolnym piątkiem, zamknięta na cztery spusty. Nasz znajomy cierpliwie stukał, pukał w metalowe drzwi, w końcu ktoś otworzył w dresiku z zaspanymi oczami. Po wysłuchaniu prawnika, jego oczy z zaspanych zmieniły się w zdumione i szybko napomknął, że mają święta… Prawnik długo jeszcze rozmawiał z policjantem i dzięki temu właśnie obdarzono nas prezentami: pisma ubiegające się o przedłużenie wizy, wymagane numery konta, adresy banków i nazwisko jednego z policjantów, która zajmuje się tym tematem.Te odwiedziny skróciły nasz pobyt w Iranie o jeden dzień, bo zanim zrobi się kopie, wpłaci pieniądze i wróci na policję, ta potrafi już zamknąć drzwi dla interesantów wizowych. Tylko tyle mogliśmy zrobić w naszej sprawie w tych wolnych dniach, mogliśmy oddać się naszej codziennej rutynie.

[wp_ad_camp_1]

Bandar-abbas

Bandar-abbas

Falafle towarzyszą nam od samego wjazdu do Iranu
Falafle towarzyszą nam od samego wjazdu do Iranu

One thought on “Bandarowe nudy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *