Bandar-Lengeh – już byliśmy w ogródku, już witaliśmy się z gąską…

Posted on Posted in Iran

Postanowiliśmy opuścić Omida 1 kwietnia. Spakowani ruszyliśmy na wylotówkę Bandar-Abbas w kierunku kolejnego Bandar. Dzień był upalny, a otoczenie raczej pustynne i surowe. Na szczęście góry zostawialiśmy po naszej prawej stronie i dopiero pod koniec dnia wjechaliśmy w barwne ich szczyty. Szybko naliczaliśmy kilometry, choć raz musieliśmy się wracać, bo nasz gps nie zaznaczył, że droga położona bliżej morza jest permanentnie zalewana przez przypływy morskie. Nocleg znaleźliśmy już w otoczeniu wzgórz. Gdzieś między jednym a drugim wzniesieniem, ukryci przed drogowym hałasem, znaleźliśmy jakiś budynek bez dachu, w którym postanowiliśmy rozbić namiot bez tropiku. Nie spiesząc się, debatowaliśmy nad drogą do Bandar-Lengeh i rychłym promem do Dubaju, gdy nagle zadzwonił irański telefon. Na deser po wieczornej kolacji dostaliśmy wiadomość, że nasz prom z 5 kwietnia został odwołany i że musimy wracać do Bandar-Abbas w celu ustalenia kolejnego terminu. Na zakończenie rozmowy usłyszeliśmy jeszcze, że w następnym dniu biuro otwarte jest tylko do 12, a potem dopiero 3 dni później z powodu świąt. Wściekli z powodu przejechanych 75 kilometrów na daremnie poszliśmy spać, nastawiając budzik na 6. Niestety musimy łapać stopa z powrotem, bo nie jesteśmy w stanie przejechać 80 km do agencji do południa.

Odpływ z Bandar-abbas
Odpływ z Bandar-abbas

[wp_ad_camp_1]

 

Na szczęście namiot rozbiliśmy tuż przy dużym rozwidleniu dróg, na którym poprzedniego dnia stała policja. Początkowo postanowiliśmy złapać jakiś autobus lub mikrobus, bez skutku, nikt nie chciał nas wziąć z rowerami. Przerzuciliśmy się na pickupy, ale te niestety dysponowały dwoma miejscami z przodu. Normalnie nie stoi to na przeszkodzie, żeby zabrać kilka osób do szoferki, ale kontrola policyjna robiła swoje. W końcu użyliśmy pomocy policji. Podjechaliśmy do policjantów i spokojnie wytłumaczyliśmy o co chodzi, choć czasu mieliśmy coraz mniej. Policjanci mimo, że nie znali angielskiego, okazali się bardzo pomocni i jakoś na migi udało nam się wytłumaczyć jaki mamy problem. Minęły już 3 godziny prób zatrzymania czegokolwiek do Bandar Abbas i tylko pomoc policjantów mogła nas uratować w tej sytuacji. Panowie z drogówki od razu zaczęli zatrzymywać ciężarówki i już za drugą próbą trafili w dziesiątkę. Cała naczepa była pusta, a w szoferce było wystarczająco miejsca dla naszej dwójki. Zajadając mandarynki i słodycze, którymi nas częstował kierowca ruszyliśmy w końcu w powrotną drogę do Bandar Abbas.  W agencji byliśmy o 11.

[wp_ad_camp_1]

Niestety nie widzieliśmy żadnego dzikiego...
Niestety nie widzieliśmy żadnego dzikiego…

Panie z agencji turystycznej w Iranie są żywcem wyjęte z filmów Bareji. Za pierwszym razem, jak kupowałem bilety do Dubaju, to miałem wrażenie, że wszystkie pracujące tam dziewczyny są pracownikami za karę. Absolutny brak zrozumienia i życzliwości. Gdy tylko wszedłem, pracownice chciały mi wręczyć z powrotem pieniądze, które zapłaciłem kilka dni temu. Wyglądało to tak, jakby się chciały mnie pozbyć  – kolejnego problemu. Próbowałem tłumaczyć, że to nie nasza wina, że prom został odwołany i domagam się wydania kolejnego biletu. Na początku nikt nie zauważył, że nasze wizy wygasają i udało mi się kupić bilety na 7 kwietnia z Bandar Abbas w tej samej cenie co z Bandar Lenghe, początkowo kosztowały więcej, ale wymusiłem na agencji zniżkę. Gdy miałem już bilety w ręku, poprosiłem o dokument potwierdzający odwołanie naszego promu, który mógłbym przedstawić na posterunku policji ubiegając się o przedłużenie wizy. Dopiero teraz dziewczyny załapały, że źle policzyły dni naszego pobytu i zaczęła się awantura. Dziewczyny w biurze słabo mówiły po angielsku i rozmowa zaczynała się toczyć przez tłumacza telefonicznego, którego gdzieś znalazły. Ja chciałem uzyskać dokument o odwołaniu promu, a one skasować nasze bilety. W końcu w którymś momencie bilety zostały mi wyciągnięte z ręki i od razu podarte, zostałem z niczym. Dokumentu też nie mogłem uzyskać, została mi tylko złożona obietnica, że w ciągu kilku dni ktoś do mnie zadzwoni z agencji, żeby pomóc nam w przedłużeniu wiz. Nawet na to nie liczymy po tym, co zobaczyliśmy w agencji turystycznej. Zostaliśmy na lodzie bez biletów z kończącymi się wizami. Zamknięte koło. Bilety możemy kupić dopiero, gdy przedłużymy wizy, a wizy możemy przedłużyć dopiero, jak skończą się święta w Iranie, czyli za kilka dni. Nastawiamy się na ciężką przeprawę na posterunku policji, kilka dni temu opisywaliśmy Larissę, która przez dwa dni próbowała przedłużyć swoją wizę i udało się dopiero wtedy, gdy rozpłakała się w biurze. Na wszelki wypadek może Aga powinna poćwiczyć ?;-)

Szczęściem w nieszczęściu jest dla nas Omid. Ten chłopak spadł nam z nieba. Od razu przyjmuje nas z powrotem do swojego domu. Z uśmiechem wita nas w drzwiach i mówi nam, że wiedział że wrócimy. Z Iranu nie można tak łatwo wyjechać…

Omid i jego droga zabawka
Omid i jego droga zabawka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *