Bakhtiyari

Posted on Posted in Iran

Ciągle w ulewie, ale bezpiecznie i sucho, tylko z błotem na butach, oglądaliśmy raczej nie przykuwające wzroku płaskie otoczenie Shush. Na rozległych równinach można było zobaczyć pola trzciny cukrowej, z której robi się mnóstwo rzeczy – od cukru, poprzez alkohol, aż po papier. Żeby papier mógł powstać, a żeby żadnej z części łodyg rośliny nie zmarnować, wyrabia się go z wierzchniej skorupy łodygi. Wewnętrzną miazgę przetwarza się na produkty spożywcze. Samą miazgę można jeść na surowo – jest bardzo soczysta i smakuje jak słodkie mleko. Alkohol, który jest wyrabiany z trzciny cukrowej w Iranie jest w całości eksportowany. O rumie mogliśmy tylko pomarzyć w tym islamskim kraju.

Shush

[wp_ad_camp_1]

Ali ma jedenaścioro rodzeństwa (w tym jeszcze nauczycieli wychowania fizycznego), prawie tyle samo wujów i kuzynów. Domem jego matki opiekują się głównie siostry, bracia i ich żony. Właściwie wszyscy poznani przez nas Irańczycy pochodzą z wielodzietnych rodzin, trudno nam sobie wyobrazić tylu braci i siostry, kuzynów, siostrzeńców, wujów, ciotek i jeszcze innych nienazwanych członków wielkiej rodziny. Pytaliśmy się nawet, czy nie mają problemów z zapamiętaniem wszystkich imion, ale chyba nie, bo raczej wszyscy noszą popularne irańskie lub arabskie i oczywiście, wszystkie coś oznaczają. W taki sposób na przykład Mehraban oznacza miłą, inne noszą podobne skojarzenia z cechami charakteru lub nazwy jakichś kwiatów. Czasem nasze skojarzenia z imionami są błędne, na przykład jedna z poznanych kobiet miała na imię Kobra, bynajmniej to imię  nie oznacza węża, a jeden z gatunków kwiatów, niestety nie udało nam się dowiedzieć dokładnego znaczenia tego imienia.

Trzcina cukrowa, którą ssaliśmy przez całą wycieczkę
Trzcina cukrowa, którą ssaliśmy przez całą wycieczkę

Obiad, na który zaprosiła nas wielka rodzina naszego gospodarza, łączył wiele dań, trudno nam wymienić wszystkie, głównym punktem była potrawka z bakłażanów i soczewicy, obowiązkowo podawana z ryżem i jogurtem. Do tego pikle i marynowany w kilkuletnim sosie czosnek oraz smażony z ryżem chleb. Naprawdę wszystko było smaczne. Na deser podano nam wiaderko wyczekiwanego internetu. Oczywiście te kilka godzin w czasie posiłku spędziliśmy klęcząc na podłodze, trzeba przyznać, że im dłużej jesteśmy w Iranie tym bardziej tęsknimy za krzesłami i fotelami. Irańczycy są na tyle przyzwyczajeni do się siedzenia na podłodze, że ze zdziwieniem patrzyliśmy na mamę Alego, która mimo swoich 80 lat wstawała z z dywanu szybciej od nas.

Obiad u mamy Alego
Obiad u mamy Alego
Jedna z sióstr Alego, która przygotowała pyszny posiłek. Intrygowała nas obydwojga
Jedna z sióstr Alego, która przygotowała pyszny posiłek. Intrygowała nas obydwojga
Kobiety w trakcie żywej rozmowy
Kobiety w trakcie żywej rozmowy

Na dworze lało, ale gdzieś na horyzoncie pojawiało się nieśmiało słońce zapowiadające, że to drugie pragnienie może się jednak ziścić. Ali podpytał mamę o kierunek jazdy i mogliśmy odwiedzić i porozmawiać z nomadami, jeszcze w dzisiejszych czasach wędrujących po Iranie w takt pór roku. Mowa akurat tutaj o Bakhtiyarach, którzy często inspirowali zachodnich twórców – może pamiętacie dokument z lat 70 nominowany do Oscara lub książkę Virginii Woolf traktujących właśnie o nich.

W samym Iranie żyje około miliona ludzi wędrujących około 300 km na zimę i wiosnę z dobytkiem i zwierzętami. Oprócz Bakhtiyarów można wyliczyć jeszcze nomadów Qashqa’i, Lors, Baluchis, Bavanat, wędrujących Kurdów i Khamseh. Bakhtiyarzy skoncentrowani są głównie w górskim rejonie Lorestanu i Khuzestanu, na zimę wędrują na południe, żeby rozstawić małe obozowiska ze stadami kóz i owiec na czas około 6 miesięcy. Przemieszczając się na tych terenach głównymi drogami można niekiedy dostrzec namioty, przypominające wojskowe lub okryte pasiastą tkaniną lub folią drewniane szkielety. Obozowiska skupiają zazwyczaj kilka rodzin i wielkie stada zwierząt, które są ich głównym utrzymaniem. Same stanowiska wyglądają bardzo biednie i brudno, wszędzie leży błoto i odchody zwierząt, ale wnętrza namiotów wyściełane są dywanami i przyozdobione barwnymi wyrobami kobiet. Mężczyzn wyróżniają czarne sztywne filcowe czepki i bufiaste spodnie. Nam najbardziej przypominali mężczyzn wyjętych z lat 70 XX wieku. Kobiety zazwyczaj noszą się na czarno, ale zdobnie. Starsze mają proste tatuaże na twarzach i dłoniach. Zresztą nie tylko kobiety Nomadów tatuowały sobie skórę, wszystkie starsze Iranki, które poznaliśmy miały delikatne wzory lub proste zdobienia twarzy i dłoni.

[wp_ad_camp_1]

Gospodyni z synem
Gospodyni z synem
Wracający Bakhtiyari z owcami i kozami
Wracający Bakhtiyari z owcami i kozami
Obozowisko było położone niedaleko głównej drogi, między wałem a rozlewiskiem rzeki
Obozowisko było położone niedaleko głównej drogi, między wałem a rozlewiskiem rzeki

To obozowisko Ali znalazł przy wale oddzielającym rzekę od bagnistego terenu. Gdy przyjechaliśmy, mężczyźni właśnie sprowadzali kozy i owce z wypasu. Zaproszono nas do namiotu i poczęstowano herbatą. Bakhtriyanie mówią w dialekcie Lori, różniącym się od Farsi, ale mimo to Ali z Sarą kontynuowali rozmowę, wypytując ich o jakość życia w namiotach. Elaheh tłumaczyła nam wszystko.

Latem Nomadowie mieszkają w domach gdzieś w górskich wioskach, ruszają na południe podczas zimy w celu ochrony zwierząt. Młodzi jednak coraz częściej uciekają od tego trybu życia, ciekawi miast i zmęczeni wędrówką. Rząd Iranu jakoś im pomaga, ale głównie sami muszą sobie radzić finansowo. Elaheh twierdzi, że Nomadowie są raczej bogaci, większość wyrobów nabiałowych pochodzi właśnie od ich zwierząt. Warunki życia podczas zimy, jakie zastaliśmy nie obnażają jednak ich bogactwa w żaden sposób. Ciekawe jest to, że wracają prawie zawsze w to samo miejsce.

Namioty stoją na błotnistym terenie, wokół leżą śmieci i porozrzucane rzeczy. Niestety tak właśnie sobie żyją nomadowie
Namioty stoją na błotnistym terenie, wokół leżą śmieci i porozrzucane rzeczy. Niestety tak właśnie sobie żyją nomadowie

Shush

Shush

Shush

Shush

Dzisiaj przemieszczają się już samochodami i mają komórki, w domach telewizory. Sama gospodyni przyznała, że widzi po raz pierwszy obcokrajowców na żywo, nie w telewizji. Wodę czerpią z fabryk i ogrzewają ją butlami gazowymi, w namiotach nie mają elektryczności.  Najmłodsze dzieci chodzą do tworzonej tymczasowo w namiocie szkoły, prowadzonej przez specjalnie wydelegowanych żołnierzy. Nie wiemy, kiedy kończy się edukacja, ale z rozmowy wynikało, że raczej na poziomie naszej podstawówki.

Trudno było zbliżyć się do tych umorusanych dzieci
Trudno było zbliżyć się do tych umorusanych dzieci
Wnętrze namiotu z obowiązkowym "samowarem" na gaz i dywanami
Wnętrze namiotu z obowiązkowym „samowarem” na gaz i dywanami
Sylwetka najstarszego z braci przygotowującego herbatę
Sylwetka najstarszego z braci przygotowującego herbatę

Shush

Sara z Alim próbowali złapać młode kurczaki przechadzające się po dywanie
Sara z Alim próbowali złapać młode kurczaki przechadzające się po dywanie

Shush

Shush

Ozdoby namioty
Ozdoby namioty

Shush

Shush

Shush

Na zakończenie naszej przedziwnej wizyty, pożegnaliśmy się nieśmiałym stwierdzeniem, że teraz jesteśmy podobni do nich, bierzemy dobytek na rowery i przemieszczamy się dalej, czasem dzierżąc komórkę w ręku, a czasem korzystając z samochodu. Wydaje się nam, że właśnie to spowodowało większą śmiałość gospodarzy i mogliśmy robić zdjęcia „domownikom”, zwłaszcza przepięknej piętnastolatce, która wcześniej kategorycznie odmawiała sesji.

Udało się zrobić zdjęcie pięknej dziewczynie, ale tylko jedno i w bardzo szybki sposób, niestety nie udało się tego powtórzyć
Udało się zrobić zdjęcie pięknej dziewczynie, ale tylko jedno i w bardzo szybki sposób, niestety nie udało się tego powtórzyć
Kurnik w ziemiance
Kurnik w ziemiance

Shush

Shush

Shush

Shush

Shush

Pragnień jednak nie było za dość tego dnia, bo na kolację Sara przyrządziła przepysznego, chyba najlepszego dotychczas falafla, a Elaheh przyniosła Adze gruby plik papieru trzcinowego. Już drugi raj.  Umęczeni przyjemnościami położyliśmy się spać, aby nabrać siły na rowery. Niestety na nasze organizmy zaczaiła się gorączka, więc sił potrzebowaliśmy więcej.

Kolacja a w niej...
Kolacja a w niej…
 ... pyszny falafel, najlepszy jaki jedliśmy w Iranie
… pyszny falafel, najlepszy jaki jedliśmy w Iranie
Kto rozwiąże?
Kto rozwiąże?

 

 

 

 

 

One thought on “Bakhtiyari

  1. Super ciekawy wpis. Dlaczego rozbijają namioty w takim błotnistym terenie ? Nie ma możliwości gdzieś na trawie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *