Antalya

Posted on Posted in Turcja

Na wylocie z Kamlucy stanęliśmy pod znakiem informującym o zaczynającym się podjeździe, który będzie miał prawie 12 kilometrów. Dzień tygodnia, niedziela, nie zapowiadał że powiedzie nam się łapanie stopa. Na drodze ruch był nie wielki, głównie osobówki, ciężarówka pojawiały się mniej więcej raz na 15 minut, a jeżeli już pojawiało się jakieś auto to było załadowane po sam dach. Swoją drogą to ciekawe jak bardzo ciężarówki mogą być zapakowane w Turcji. Po 30 minutach zatrzymuje się pierwsze auto i od razu sukces, mamy stopa do Anatalyi. Szybko pakujemy rowery na pakę i sami zajmujemy miejsca w szoferce kierowcy.

Takie palmy tylko w Antalyi
Takie palmy tylko w Antalyi

[wp_ad_camp_1]

Oczywiście kierowca mówi tylko po turecku, dobrze że mamy rozmówki tureckie, próbujemy wyłapać jakieś słowo klucz z tego co mówi nasz kierowca, żeby zrozumieć kontekst zdania. Standardowo odpowiadamy na pytania znane nam ze stacji benzynowej, skąd, dokąd, dlaczego na rowerach, czy jesteśmy małżeństwem, czy mamy dzieci. Turcy są bardzo ciekawi i zadają pytania, które w Europie mogłyby być uznane za niestosowne.

Nasz kierowca chyba nas bardzo polubił, na odchodne  przy rozładunku naszych rowerów dostałem od niego muzułmański różaniec. Pożegnaliśmy się z kierowcą i po krótkiej instrukcji na temat kierunku, w którym mieliśmy się udać, żeby dostać się do centrum. Zaczęliśmy pakować nasze sakwy na rowery.  Okazało się, że mamy straty i u Agi w rowerze uszkodzeniu uległa manetka przedniej przerzutki i Aga nie miała możliwości zmiany biegu w rowerze. Gdy już ruszyliśmy, to nagle pojawił się ponownie nasz kierowca, zapomnieliśmy rękawiczek rowerowych z szoferki, a on czuł się w obowiązku wrócić, żeby nam oddać naszą zgubę. Ciekawe komu w Polsce by się chciało wracać?

Ruszyliśmy z Agą w nieznane nam miasto, żeby szukać hotelu na najbliższe noce. Po godzinie udało nam się w trzecim z kolei hotelu utargować dobrą ceną i za jedyne 70 lir wynajęliśmy pokój w centrum Antalyi.

Następnego dnia z rana zabraliśmy się za poszukiwanie serwisu roweru. W internecie znaleźliśmy adres serwisu rowerowego, w którym jest klub rowerowy i który był mocno polecany na forach internetowych. Ludzie w serwisie okazali się bardzo kompetentni, ale sprowadzenie części do Agi roweru trwało dość długo i prawie cały dzień spędziliśmy na oczekiwaniu na nową manetkę. Dodatkowo wymieniliśmy przednią oponę w moim rowerze na Schwalbe Maraton, oraz kupiliśmy nową pompkę, niestety ta zabrana z Polski odmówiła współpracy.

Szkoda nam było tego dnia, cały dzień spędziliśmy  w serwisie i na zwiedzanie miasta zabrakło czasu. Udało nam się zrobić tylko kilka zdjęć w czasie drogi powrotnej do hotelu. Niestety koszty, które ponieśliśmy w Antalyi były bardzo wysokie i następnego dnia musieliśmy uciekać z miasta, żeby nasz budżet nie został  zrujnowany.

Z samego rana zapakowaliśmy nasze rowery i ruszyliśmy w dalszą drogę. Plan był prosty, wyjazd z miasta i łapanie kolejnych stopów.  Szybko się uwinęliśmy z wyjazdem z miasta, a stopowanie z rowerami okazało się łatwiejsze niż stopowanie bez rowerów w Polsce. Ale o naszych kolejnych kierowcach, którzy zapraszali nas do siebie do domu na nocleg i o rowerach na pace ciężarówki wyładowanej butlami z gazem następnym razem.

[wp_ad_camp_1]

Serwis rowerowy w Antayi
Serwis rowerowy w Antalyi

Antalya

Antalya

Nasz kierowca w drodze do Antalyi
Nasz kierowca w drodze do Antalyi
Ścieżka rowerowa w Antalyi na torowisku
Ścieżka rowerowa w Antalyi na torowisku

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *