Angkor

Wietnam opuściliśmy bez żalu – głośny, zatłoczony i bardzo komercyjny. Z duszą na ramieniu wjechaliśmy na granicę wietnamsko-khmerską. Nasłuchaliśmy się różnych opowieści o tym, że nikt nas na motocyklu nie przepuści na drugą stronę szlabanu. Rach-ciach i pieczątka wyjazdowa była już w naszych paszportach. W kolejce przed nami miejscowi podawali swoje dokumenty z baaaardzo widoczną wkładką w postaci banknotów, a od nas jednak nikt nie domagał się bakszyszu. Po stronie khmerskiej czekała na nas budka z wymalowanym cennikiem w dolarach amerykańskich za przyznanie wizy. Cena na granicy 32$ ma się nijak do oficjalnej ceny na stronie internetowej Ambasady Kambodży w Wietnamie. Rozmowa z pogranicznikiem wyglądała mniej więcej tak:

- Dzień dobry! Czy dwie wizy można prosić?

-Ależ oczywiście, jeszcze ciepłe. Paszporciki kochanieńki poproszę.

- A po ile te wizy dzisiaj drogi panie urzędniku?

- A dzisiaj specjalna cena serdeńko. 32$ i w trzy minutki będą wklejone.

- A to poproszę.

Świątynia Ta Prohm

Świątynia Ta Prohm

I wizy faktycznie były w 3 minuty. Oczywiście w następnym okienku kolejny urzędnik kontrolował, czy aby na pewno wizy są wklejone i za przestemplowanie kolorowych wiz nie omieszkał pobrać opłaty w postaci dolara amerykańskiego. Motocyklem nie zainteresował się pies z kulawą nogą , równie dobrze moglibyśmy podjechać pod szlaban na słoniu albo hulajnodze. Wszelkie formalności zajęły nam 20 minut, po których to z uśmiechem na twarzy ruszyliśmy w stronę Siem Reap.

Stan dróg po przekroczeniu granicy zdecydowanie się pogorszył i po przejechaniu pierwszych 50 km pogubiliśmy śrubki od regulacji gaźnika oraz pierwszy raz przebiliśmy oponę. Na szczęście ta kumulacja pojawiła się w odpowiednim momencie gdy przejeżdżaliśmy obok warsztatu i wulkanizacji. Koszt naprawy wyniósł pół dolara amerykańskiego ;-).

W Siem Riep czekali już na nas Simon i Edwige wraz z małą Saskią – poznaliśmy się klika tygodni wcześniej w Wietnamie. Od słowa do słowa i już po kilku minutach rozmowy byliśmy zaproszeni do ich pięknego domu w Siem Reap.

Wizyta w Kambodży bez wizyty świątyń miasta Angkor? To się udać nie może, bo to legendarne miejsce, magiczne dla wielu (?), uciapane historycznym gruzem, po którym dziennie stąpa odzianymi w japonki nóżkami i dotyka swymi lepkimi od mango soku łapkami tysiące żądnych Angkor turystów. Może to przeszkadzać, a może nie, ale trzeba, no trzeba po prostu je zobaczyć. Wystarczy przemierzyć Angkor poza sezonem i nie taki diabeł straszny. Można nawet od czasu do czasu pobyć sam na sam z ruinami Khmerskiej kultury.

Do Siem Reap przyjeżdża się dla nich właśnie – ruin Angkoru, stolicy Imperium Khmerskiego z czasu VIII-XIV wieku. Dla nich właśnie zostawia się tam grube pieniądze. Należy przełknąć to, że na terenie zabytkowym trzyma wielką, kosmatą łapę koncern paliwowy i że jakieś 80 % wysokości naszych biletów łożymy na jego szczęście i dobrobyt, ale też pamiętajmy, że coś nie coś wpłacane jest na konto samych zabytków. Bo zawsze jest coś do zreperowania i przyklejenia, a to kosztuje.  W całym kompleksie obecnie działa  kilkanaście odrębnych międzynarodowych ekip konserwatorskich. Każda świątynia to inne stanowisko archeologiczne. Prace oczywiście są finansowane przez zachodnie koncerny lubiące się pochwalić działalnością dobroczynną lub przez rządy i instytucje krajów rozwiniętych. Na jednym z nich pracuje Simon. Zresztą Francuzi mogą pochwalić się najdłuższą służbą archeologiczną w Angkor. Prace nad odsłanianiem ruin (na które posiadano monopol) rozpoczęto już na początku XX wieku. Wiele zdziałali dobrego, jak i niestety niezbyt pochlebnego w sensie archeologicznym. Wokół Angkoru krąży wiele podobnych historii, ta jednak jest jedną z popularniejszych. W pierwszej połowie XX wieku opracowano pewną metodę rekonstrukcji zabytków, polegającą w kilu słowach na „składaniu budowli od nowa”. Najpierw tworzono szczegółowy plan bryły wraz z elementami leżącymi obok. Każdy kamień był odnotowywany i zmapowany. Po demontażu przystępowano do układania wcześniej „rozsypanych puzzli”, krok po kroku, kamyczek po kamyczku. Gdy pracowano nad jedną z rozbiórek (świątyni Baphuon), Angkor zajęli Czerwoni Khmerzy nie oszczędzając archeologów i innych pracowników, w tym głównego i jedynego archeologa, który znał tajniki odczytywania map rozebranej świątyni. Materiały zaś, zawierające schemat „składania”  elementów z powrotem, zostały spalone tuż po dojściu Czerwonych Khmerów do władzy. Dzisiaj nikt nie potrafi przywrócić świątyni dawnej świetności, a wokół niej istnieje prawdziwe gruzowisko kamieni.

Zajęcie Angkoru przez Czerwonych Khmerów oznaczało, oprócz przerażających czystek wśród pracowników stanowisk archeologicznych, również niszczenie świątyń oraz kradzieże. W czasie panowania komunistycznej partyzantki wiele z rzeźb zostało przeszmuglowanych do Tajlandii, skąd handlarze sztuką wywozili je do Europy i Stanów Zjednoczonych. Do dzisiaj odnajduje się khmerską sztukę z okolic Angkoru w największych domach aukcyjnych na całym świecie. Pochodzenie jej łatwo udowodnić bez dodatkowych dochodzeń i badań historycznych. Khmerzy odcinali całe płaskorzeźby od ścian, a rzeźby od ich baz. Teraz sprowadza się podejrzane obiekty do Kambodży i zwyczajnie dopasowuje do pozostawionych na stanowiskach archeologicznych kamiennych podstaw. Często pasują jak ulał, czego byliśmy świadkiem w pracowni konserwatorskiej w Phnom Penh.

Baphuon z rozebraną wieżą

Baphuon z rozebraną wieżą

Rozebrane kamienie świątyni Baphuon

Rozebrane kamienie świątyni Baphuon

Wnętrze pracowni wraz z odzyskanymi rzeźbami już po dopasowaniu baz

Wnętrze pracowni wraz z odzyskanymi rzeźbami już po dopasowaniu baz

Muzeum Narodowe w Phnom Penh tuż przy pracowni konserwatorskiej

Muzeum Narodowe w Phnom Penh tuż przy pracowni konserwatorskiej

Zanim wjedzie się na teren ruin, należy dobrze się zastanowić, czy aż tak bardzo jestem tym zainteresowany, żeby kupować bilet na 3 dni za 40 $, czy może wystarczy jeden dzień intensywnego zwiedzania (ale zaklinamy ! po takim dniu na dłuuugo zapomnicie o jakimkolwiek zwiedzaniu czegokolwiek) za 20 $. W jednym dniu można zobaczyć Angkor Wat i Angkor Thom z przesławną świątynią Bayon. Na więcej może zabraknąć sił, ochoty i wody w organizmie. Jeśli jednak zaaplikuje się pokaźną dawkę wody kokosowej, istnieje prawdopodobieństwo, że i inne dobra Angkorskiej ziemi będą wam dane. Jest jeszcze jedna rzecz – możecie nie zobaczyć tych świątyń, które na długo zapadną wam w pamięć i nie mówimy tutaj o tych największych, ale o tych gdzieś na uboczu, które może i bardziej przykują wasze zalane od potu oko (Nie zapomnijcie o świątyni Preah Khan i Banteay Srei). Bo nie ukrywajmy – świątynie Angkor jednak cechuje wtórność. Po drugiej świątynce może wam się wydać wszystko jakieś takie… na jedno kopyto ? Zmienia się, gdy przed zwiedzaniem poczyta się trochę, może zasięgnie języka, a w czasie zwiedzania wytęży wzrok.

My skusiliśmy się na te droższe bilety. Powodów tej radykalnej decyzji były dwa. Po pierwsze, byliśmy szalenie ciekawi dżungli, która kryje tajemnicze świątynie, a do tego potrzebny jest czas. Po drugie, zaoszczędziliśmy na noclegach w Siem Reap dzięki znajomym Francuzom. Po intensywnym łażeniu w ciągu dnia skrywaliśmy się u Simona i Edwige i przegadywaliśmy wieczory aż do chwili, kiedy Simon szybko wstawał i oznajmiał, że znów nie będzie mógł wstać do pracy. A uwierzcie, praca na wykopaliskach w pełnym słońcu to nie przelewki i przynajmniej wyspanym trzeba być ! (Tak mówił).

Brama do Praeh Khan

Brama do Praeh Khan

Każdy czeka na możliwość zrobienia zdjęcia na przestrzał świątyni

Ulubiona przez nas świątynia Preah Khan. Każdy czeka na możliwość zrobienia zdjęcia na przestrzał świątyni bez innych turystów w tle. Ha ! A macie i nie pójdziemy

Preah Khan. Tuż przed zamknięciem świątynie pustoszeją. Zresztą w tej akurat jest mniej zwiedzających niż w Angkor Wat czy Bayon. Można znaleźć sobie odosobnione miejsce i kontemplować otoczenie na przykład z piwkiem czy kokosem

Preah Khan. Tuż przed zamknięciem świątynie pustoszeją. Zresztą w tej akurat jest mniej zwiedzających niż w Angkor Wat czy Bayon. Można znaleźć sobie odosobnione miejsce i kontemplować otoczenie na przykład z piwkiem czy kokosem

Preah Khan

Preah Khan

Preah Khan

Preah Khan

O historii miasta Angkor nie będziemy się rozwlekać. Wystarczy spojrzeć na skalę całego kilkusetletniego przedsięwzięcia wybudowania tych wszystkich świątyń i można wywnioskować, że było to coś naprawdę niebywałego w kulturze Khmerów ! Zdołano stworzyć ogromne skupisko miejskie o milionowej populacji w czasie, kiedy na przykład Londyn zamieszkiwało kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Zalążki miasta zaczęto budować w IX wieku. Dziś oglądamy jedynie kamienne i ceglane świątynie, bo ten budulec, który był przeznaczony dla miejsc sakralnych i pałacowych, jako jedyny mógł przetrwać siłę napierającej dżungli. Potężne drzewa i pnące się rośliny wytrzebiły wszystko, co należało do zwykłych ludzi. Nie zachowały się ich przedmioty codziennego użytku ani domy. Od czasu, gdy zostało opuszczone w XV wieku przez mieszkańców uciekających przed inwazją Tajów, nie zostało ponownie zamieszkane. Zapomniano o nim ot tak, cytując Terzaniego, to tak, jakby „Włosi zapomnieli o Koloseum”. Życie mieszkańców wraz z ich obyczajami są po części znane naukowcom dzięki podobno dość szczegółowemu opisowi miasta pewnego chińskiego ambasadora, który odwiedził Angkor w XIII wieku. Później kolejne wzmianki o Angkor pojawiały się dopiero w XIX wieku dzięki zachodnim zakonnikom przemierzającym Azję w celu nawracania „niewiernych”, pracownikom firm kolonialnych i naukowcom. Jednym z nich był Henri Mahout, naturalista. W niektórych opracowaniach zabytku można zobaczyć przykładowe ryciny rysunków, które powstały za jego czasów. Miasto było zarośnięte i trudno było dojrzeć jego sylwetkę, ale gdy weszło się między ruiny, dostrzegało się coraz to więcej wielkich kamiennych głów. Musiało to być niesamowite przeżycie. Teraz gąszcz się cofa. Tylko w nielicznych świątyniach pozostawiono wrośnięte w nie pnie i gałęzie, które pełnią rolę naturalnego rusztowania dla kruchych nadproży i wąskich korytarzy. No i nie zapominajmy o tej najważniejszej funkcji – fotogeniczność, którego nie zawahało się użyć Hollywood we wszystkim znanym (nam niestety nie) filmie Tomb Raider (świątynia Ta Prohm).

Gdzieś we wnętrzu Ta Prohm

Gdzieś we wnętrzu Ta Prohm

Ta Prohm

Ta Prohm

Jedna z czterech bram Ta Prohm

Jedna z czterech bram Ta Prohm

Ta Prohm

Ta Prohm

Ta Som

Ta Som

Przy Ta Som

Przy Ta Som

Na pierwszy rzut oka kształt niektórych świątyń (chociażby Angkor Wat) przypomina te hinduskie. Khmerzy wzorowali się na architekturze hindu, która główną środkową wieżą (jako święta góra Meru) oraz fosą (jako ocean okalający świat) miała za zadanie reprezentować wszechświat z jego centrum i czterema kierunkami świata.  Świątynie są wykonane z piaskowca lub cegły. Czasem pokrywano ściany zaprawą gipsową, a wieże złotem lub blachą. Zanim braminizm i buddyzm stały się dominującymi religiami w królestwie, a świątynie zaczęto dedykować Wisznu, czy Śiwie wraz z ich królewskimi inkarnacjami, Khmerzy wierzyli w siły natury, a ich bóstwa zamieszkiwały dżunglę.

Ceglana świątynia Prasat Kravan

Ceglana świątynia Prasat Kravan

Otwory prawdopodobnie świadczą o gipsowych nawarstwieniach w przeszłości. Świątynia East Mebon

Otwory prawdopodobnie świadczą o gipsowych nawarstwieniach w przeszłości. Świątynia East Mebon

Ze szczytu świątyni Pre Rup

Ze szczytu świątyni Pre Rup

Bayon z główną wieżą symbolizującą górę Meru

Bayon z główną wieżą symbolizującą górę Meru

W Bayon

W Bayon

Bayon

Bayon

Bayon

Bayon

Brama Angkor Wat widoczna spod głównej wieży świątyni

Brama Angkor Wat widoczna spod głównej wieży świątyni

Rzeźbienia w Angkor Wat

Rzeźbienia w Angkor Wat

Wnętrze Angkor Wat

Wnętrze Angkor Wat

W Angkor Wat na specjalne życzenie można zostać pobłogosławionym. A między zamówieniami można pograć w gry na komórce.

W Angkor Wat na specjalne życzenie można zostać pobłogosławionym przez mnichów .  A między zamówieniami można pograć w gry na komórce.

Nie rozpoczynaliśmy zwiedzania o świcie, żeby uchwycić chociaż jeden z przesławnych widoków o wschodzie słońca, nie znajdziecie tutaj też odbijających się w wodzie wież Angkor Wat. Pora sucha nie obfituje ani w turystów, ani w deszcz, który mógłby wypełnić fosy i baseny wodą. Jedno z nas zwiedzało Angkor z nieschodzącą z twarzy miną marudzącego kota, drugie, zamiast czatować na sssuper ujęcie, czatowało na reperujących świątynie niemieckich pracowników, żeby podpytać o tajemniczy, fantastyczny środek wzmacniający kamień (prośba Simona). Mimo że w głowie tego pierwszego istniało „wow” na widok gór kamieni, to mina pozostawała ta sama przez długie godziny zwiedzania. Drugie, mimo zapału i założonych okularów na nos, nie dostrzegło nikogo, kto mógłby się podzielić tajemnicą (niedziela, a potem zbiorowy urlop?). Ale i tak było usatysfakcjonowane, zwłaszcza że jeszcze w Phnom Penh mogło pooglądać konserwatorów w ferworze zajęć muzealnych. Po intensywnym łażeniu, jeżdżeniu i czołganiu Edwige uznała, że zasługujemy na nagrodę w postaci orzeźwiającej kąpieli w basenie. O tym miejscu cicho sza… Niewielu turystów je zna, bo informacje o nim przekazywane są ustnie. Płaci się stosunkowo niewiele za jedzenie (dla spragnionych zachodnich smaków długo podróżujących – 5 dolarów) i można zażywać kąpieli przez cały dzień w zielonej, tropikalnej ciszy, właściwie samemu, niekiedy w towarzystwie donoszących darmowe napoje kelnerów. Dziękujemy !

Eh, kolejna świątynia...

Eh, kolejna świątynia…

Wyschnięta fosa świątyni Neak Pean

Wyschnięta fosa świątyni Neak Pean

Neak Pean

Neak Pean

Basen Sras Srang, niestety prawie bez wody

Basen Sras Srang, niestety prawie bez wody

W ogrodzie u Simona i Edwige. Próby zrzucania kokosów zakończyły się powodzeniem

W ogrodzie u Simona i Edwige. Próby zrzucania kokosów zakończyły się powodzeniem

Nasze śniadanie nad naszym basenem, żyć nie umierać

Nasze śniadanie nad naszym basenem, żyć nie umierać

I tak zakończyliśmy pobyt w Siem Reap

I tak zakończyliśmy pobyt w Siem Reap

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>