Kraina czterech tysięcy wysp i Don Det

Pozbywając się naszej królowej wietnamskich i kambodżańskich szos – Hondy Bonus, wiedzieliśmy, że musimy się teraz zmierzyć z obfitym w innych turystów autobusowym transportem. Nie bardzo orientowaliśmy się w kierunkach, w których należałoby się w końcu ruszyć. Zapoznając się dość niechętnie z cenami różnych przejazdów do laotańskich miejscowości, o których (nie sądźcie ;) wcześniej nie słyszeliśmy, powoli dochodziliśmy do wniosku, że w tym wypadku niewiedza wydaje się najodpowiedniejsza. Ze wszystkich wymienionych miejsc najbardziej obiecującą wydawała się Kraina czterech tysięcy wysp (Si Phan Don) tuż przy granicy z Kambodżą. Najbliżej i najtaniej.

Mekong

Mekong

Czytaj dalej

Angkor

Wietnam opuściliśmy bez żalu – głośny, zatłoczony i bardzo komercyjny. Z duszą na ramieniu wjechaliśmy na granicę wietnamsko-khmerską. Nasłuchaliśmy się różnych opowieści o tym, że nikt nas na motocyklu nie przepuści na drugą stronę szlabanu. Rach-ciach i pieczątka wyjazdowa była już w naszych paszportach. W kolejce przed nami miejscowi podawali swoje dokumenty z baaaardzo widoczną wkładką w postaci banknotów, a od nas jednak nikt nie domagał się bakszyszu. Po stronie khmerskiej czekała na nas budka z wymalowanym cennikiem w dolarach amerykańskich za przyznanie wizy. Cena na granicy 32$ ma się nijak do oficjalnej ceny na stronie internetowej Ambasady Kambodży w Wietnamie. Rozmowa z pogranicznikiem wyglądała mniej więcej tak:

- Dzień dobry! Czy dwie wizy można prosić?

-Ależ oczywiście, jeszcze ciepłe. Paszporciki kochanieńki poproszę.

- A po ile te wizy dzisiaj drogi panie urzędniku?

- A dzisiaj specjalna cena serdeńko. 32$ i w trzy minutki będą wklejone.

- A to poproszę.

Świątynia Ta Prohm

Świątynia Ta Prohm

Czytaj dalej

Krótka historia z Kambodżą

Tak, była to krótka przygoda z Kambodżą, ale jak intensywna i nie bójmy się tego słowa, emocjonalna ! Przelęknieni, że niedawna krwawa historia tego kraju jeszcze huczy w codziennym życiu Khmerów, spoglądaliśmy na nich trochę przepraszająco w drodze do stolicy. Wszyscy uśmiechali się do nas szeroko, ale trudno było nam zwyczajnie podejść do tego kraju i do jego niedawnych losów.

Kambodża

Czytaj dalej

Hoi An i pożegnanie z Wietnamem

Czas przecieka nam przez palce. Jesteśmy już trzeci tydzień w tym kraju i nigdzie jeszcze nie zagrzaliśmy miejsca dłużej niż niepełne trzy dni. Może to przez narzucony limit czasu wizowego ? A może po prostu Wietnam nie uwiódł nas tak jak zdarzało się już nie raz z innymi krajami ? Ale koniec narzekania, nie da się tak cały czas mamrotać o tym, że komercja, że turystycznie, no i drogo, głośno i takie tam. Gdy tylko tytułowe miasto opuściliśmy, skończyliśmy z upuszczaniem żółci. Pomiędzy podobnymi miejscami do Hoi An było całkiem fajnie i jakoś przaśniej. Tylko pamiętajcie – Nha Trang i Mui Ne omijajcie z daleka, chyba że chcecie poznać swojego wroga, albo znajdziecie cudem rozkoszną ciszę w nowym (czyli pustym), schludnym i tanim hotelu jak my;). Tym wpisem zdążamy do końca wietnamskiej tułaczki, mimo że „na kartach” tego wpisu przejedziemy aż tysiąc kilometrów.

Hoi An

Czytaj dalej

Ryżobranie i Hue

             Żeby coś nabazgrolić o okolicy Hue musieliśmy najpierw sięgnąć pamięcią w niedaleką przeszłość. I nic. I nie to, że było beznadziejnie, nuuudno i nijako, nie, nie. Cierpimy na jakąś rzadką chorobę niezapamiętywania wietnamskich miejsc. Musieliśmy zatem posiłkować się pomocami bardzo naukowymi w postaci jednostronicowych broszur o zabytkach i kopii przewodnika. I już trochę lepiej, i nawet coś świta pomiędzy opisami pagód i pałaców. Bo pomimo nie przykuwających zbytnio naszej uwagi zabytków tego miasta, rzeczywiście, spędziliśmy tam całkiem miło czas… w budkach z jedzeniem i książkami.

Przy pałacu Tai Hoa w cytadeli

Przy pałacu Tai Hoa w cytadeli

Czytaj dalej